niedziela, 26 sierpnia 2012
Jak opanować totalne bezrobocie?
Największą chorobą społeczną obecnych czasów jest bez wątpienia – bezrobocie.
Wszystkie znane systemy polityczne i gospodarcze walczą z nią, ale bez znaczącego rezultatu pozytywnego. Na naszym polskim podwórku znany Wam i przeze mnie szanowany działacz związkowo - polityczny życie strawił na walce o prawo do pracy i prawa pracujących do godnej zapłaty za nią. Dziś skonsternowany rezultatami swej walki zrekapitulował osiągnięcie swego życia słowami:
„I po co ja tę komunę obalałem?”
No właśnie skoro związki zawodowe są marginalizowane w życiu kraju, skoro:
Pracującym jest coraz gorzej,
Pracujących jest coraz mniej,
Procent bezrobocia jest dwucyfrowy,
Coraz bardziej wykształceni młodzi Polacy są bez pracy i widoków na godne życie,
Utrata pracy jest faktem tak łatwym i częstym jak pstryknięcie palcem,
Manipulacja okresem pracy jest perfidnym elementem politycznej walki,
to po cośmy tę komunę obalali?
Nic się już w tej materii nie wymyśli. Koło wymyślono już dawno temu. Spójrzmy na kwestię konieczności pracy w społeczeństwie inaczej. Czy wszyscy członkowie społeczności ludzkiej muszą pracować? Nie jestem politologiem ani socjologiem, nie studiowałem nauk społecznych, lecz w liceum byłem pilnym uczniem Pani wykładającej nam w ostatniej klasie przedmaturalnej podstawy logiki i przeto mam opanowaną umiejętność prostego logicznego myślenia. Jest taka trochę przewrotna, trochę kontrowersyjna i trochę satyryczna maksyma tej treści: „ jeśli nie możesz pokonać wroga, to przejdź na jego stronę”.
No właśnie, czy wszyscy ludzie muszą pracować? W dzisiejszych czasach gdy techniczne uzbrojenie procesów produkcji jest coraz bardziej finezyjne, zrobotyzowane, skomputeryzowane i zautymatyzowane - człowiecza praca jest w coraz mniejszym stopniu potrzebna. Do wytworzenia niezbędnych człowiekowi do życia środków jest zatrudnianych coraz mniej tych „człowieków”. Racjonalnym wydaje mi się zatrudnianie we wszelkich procesach produkcyjnych ludzi najbardziej predestynowanych do ich spełniania przy maksymalnym wykorzystaniu ich zdolności wrodzonych i nabytych. Właściwe narzędzia stosujmy do właściwych czynności. Korek z butelki da się wyjąć nożyczkami, ale istnieje korkociąg. Albo takie uzasadnienie mej myśli; czy wszyscy członkowie rodziny muszą być zatrudnieni by tę rodzinę wyżywić? Wydaje mi się, że nie muszą. Wystarczy praca ojca rodziny solidnie opłacona. Co? Co myślisz Szanowny Czytelniku mego bloga? Pozostaje jednak problem znalezienia sensownego miejsca w życiu dla pozostałych członków rodzin i członków wielkiej rodziny ludzkiej. Tego obszaru socjologii społecznej nie potrafię zadowalająco wypełnić rozsądnymi myślami i propozycjami. Dostrzegam w tym samokrytycznie moje ograniczenie. Na zasadzie prymitywnego gdybania roją mi się takie myśli, aby Ci niepracujący zajęli się samodoskonaleniem w wybranych dziedzinach ludzkich dążności poznawania świata, który to świat wydaje mi się największą nieznaną księgą, do której nikt nigdy epilogu nie napisze. Chciałbym na ten temat podyskutować z zainteresowanymi problemem Szanownymi Czytelnikami mego bloga.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)