poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Praca

„Cogito ergo sum”, "Je pense donc je suis", "I think, therefore I am" a w samej rzeczy znaczy: myślę, więc jestem! Więc ostatnio w bezsenną noc wymyślałem myśl (masło maślane, co?), iż praktyczno - moralny imperatyw, by wszyscy ludzie musieli pracować już się zdewaluował przy założeniu iż praca jest niezbędna dla pozyskania środków do życia. Przecież w rodzinie wystarczyło kiedyś (np. w dobie realnego socjalizmu i wcześniejszego patriarchatu), by pracował (polował) ojciec rodziny. Jego praca, dawniej upolowane mięso, dawały wszystkim możliwość zapewnienia środków do życia. A dziś w XXI-szym wieku, gdy postęp organizacyjno - produkcyjno - techniczny jest na bardzo wysokim poziomie – czy muszą wszyscy pracować? Tym bardziej iż wszystkie modele gospodarczo - polityczne świata borykają się z bezrobociem traktowanym jako liszaj na tkance społecznej. Obecnie stosowanymi zabiegami socjotechnicznymi nigdy tej choroby nie wyleczą. O nie! Wydaje mi się, iż wystarczyłoby do pracy, której efektem ma być produkcja
niezbędnych środków materialnych do fizycznego przeżycia, zatrudnić tylko wybraną, niezbędna liczbę ludzi, biorąc pod uwagę ich predyspozycje osobowe, umysłowe, fizyczne. Nie oznacza taki wybór tego, by reszta populacji wpadła w słodkie niemoralne nieróbstwo. Mogłaby się zająć działalnością związaną z niematerialnymi elementami życia człowieka. Specjalizowaniem się w rozwoju nauki, sztuki i jeszcze dziś niewymyślonych kierunków zainteresowań ludzkości godnych
polecenia. Dwucyfrowy procent bezrobocia jest powodem frustracji społeczeństw oraz ich rządzicieli - polityków. A gdyby tak połowie tych chorobliwie bezrobotnych nie kazać pracować, tylko podsunąć im inne paradygmaty zajęć nie produktywnych, ale pożytecznych. Co? Pomyślmy o takim kierunku walki z największą chorobą ekonomiczną dzisiejszych czasów. Jest taka niepisana zasada; iż jak nie możesz pokonać swego odwiecznego wroga, to...to przejdź na jego stronę. Co? Proste? Nie jest to najmądrzejsza myśl, ale dawniej człowiek leżąc na trawie pomyślał, iż chciałby latać jako ten ptak, który mu z góry narobił coś paskudnego na głowę. I ta głowa (nie jest udowodnione czy pod wpływem tego co zleciało z tego ptaka) wymyśliła samolot i inne takie podobne. Co? Tyle na dziś, bo myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, jeśli myślę, że myślę o myśli, to tylko myślę że myślę, ale myśleć nigdy nie myślę(Ha,ha,ha:-))

Emerytury

Nie mogę w sobie wygenerować jednoznacznego stanowiska w sprawie wieku emerytalnego dla Polaków. Mam za mało wiedzy w tej sprawie. Zostawiam to mądrzejszym ekonomistom i gerontologom.
Z czytanych kiedyś przedruków z prasy światowej zapamiętałem taką myśl ekonomiczno-finansową. Jest „oczywistą oczywistością”, iż jakikolwiek system kas emerytalnych generuje potężne zasoby pieniężne pochodzące od wpłat pracujących (przyszłych emerytów). Cóż się dzieje z tymi pieniędzmi? Ano dokładnie nie wiem, ale z pewnością nie leżą w trezorach bankowych. Natomiast są z pewnością w tych bankach takich instytucji jak, ZUS, Filar 1 lub 2 OFE. Leżącemu pieniądzowi nie należy pobłażać przez umożliwianie mu tego leżenia. Absolutnie! Trzeba go zmusić do pracy! Tą pracą jest mądre jego inwestowanie w sensowne i rentowne przedsięwzięcia. Przeto te wyżej wymienione instytucje powinny zatrudnić najwyższej wiedzy menagerów finansowych i nakazać im dokonywanie mądrych wyborów sfer inwestycyjnych. Tak się dzieje w bankach komercyjnych, prywatnych. Pierwszym bowiem celem każdego bankiera jest mnożenie pozyskiwanych od
ciułaczy pieniędzy. Ameryki tu nie odkrywam. Mądry bankier (choć nie zawsze uczciwy) robi wszystko co możliwe by się bogacić. Jest to zrozumiałe. Jeśli zaś tym właścicielem - bankierem są miliony uczciwie pracujących ludzi, to wielkim walorem etycznym jest dbanie o ich interes.
Złym jest system emerytalno - oszczędnościowy, który jest tylko kasjerem i całość wpływów (po odtrąceni swej prowizji) wypłaca na emerytury. Pieniądze odkładane przez długie lata przez pracujących muszą się mnożyć. Jest taka druga „oczywista oczywistość”, iż większa jest liczba wpłacających na fundusz emerytalny, niż pobierających po latach te świadczenia. Przecież nie zdarzyło się jeszcze by wypłacano emerytury nigdy nie pracującym. Natomiast część pracujących (czyt.wpłacających) umiera w czasie okresu pracy, lub krótko po rozpoczęciu okresu pobierania emerytur. Nadzwyczaj długo żyjących jest mały odsetek. A gdzie się podziewają ich wpłacane latami pieniądze? Czysty zysk dla ubezpieczycieli! Tak być nie powinno. Rozmawiałem przed laty z jednym Polakiem, który całe produkcyjne życie przepracował w USA. Teraz stać go na prawie coroczne wycieczki do kraju opłacane właśnie z pieniędzy zarobionych przez jego ubezpieczyciela w USA.
Te dolary, które ten Polak wpłacał przez lata nie leniły się, lecz pracowały na należny ubezpieczonemu zysk. O! Tak powinno być! Mamy z pewnością w kraju zdolnych ludzi, którzy podołają takim wyzwaniom.