niedziela, 26 sierpnia 2012
Jak opanować totalne bezrobocie?
Największą chorobą społeczną obecnych czasów jest bez wątpienia – bezrobocie.
Wszystkie znane systemy polityczne i gospodarcze walczą z nią, ale bez znaczącego rezultatu pozytywnego. Na naszym polskim podwórku znany Wam i przeze mnie szanowany działacz związkowo - polityczny życie strawił na walce o prawo do pracy i prawa pracujących do godnej zapłaty za nią. Dziś skonsternowany rezultatami swej walki zrekapitulował osiągnięcie swego życia słowami:
„I po co ja tę komunę obalałem?”
No właśnie skoro związki zawodowe są marginalizowane w życiu kraju, skoro:
Pracującym jest coraz gorzej,
Pracujących jest coraz mniej,
Procent bezrobocia jest dwucyfrowy,
Coraz bardziej wykształceni młodzi Polacy są bez pracy i widoków na godne życie,
Utrata pracy jest faktem tak łatwym i częstym jak pstryknięcie palcem,
Manipulacja okresem pracy jest perfidnym elementem politycznej walki,
to po cośmy tę komunę obalali?
Nic się już w tej materii nie wymyśli. Koło wymyślono już dawno temu. Spójrzmy na kwestię konieczności pracy w społeczeństwie inaczej. Czy wszyscy członkowie społeczności ludzkiej muszą pracować? Nie jestem politologiem ani socjologiem, nie studiowałem nauk społecznych, lecz w liceum byłem pilnym uczniem Pani wykładającej nam w ostatniej klasie przedmaturalnej podstawy logiki i przeto mam opanowaną umiejętność prostego logicznego myślenia. Jest taka trochę przewrotna, trochę kontrowersyjna i trochę satyryczna maksyma tej treści: „ jeśli nie możesz pokonać wroga, to przejdź na jego stronę”.
No właśnie, czy wszyscy ludzie muszą pracować? W dzisiejszych czasach gdy techniczne uzbrojenie procesów produkcji jest coraz bardziej finezyjne, zrobotyzowane, skomputeryzowane i zautymatyzowane - człowiecza praca jest w coraz mniejszym stopniu potrzebna. Do wytworzenia niezbędnych człowiekowi do życia środków jest zatrudnianych coraz mniej tych „człowieków”. Racjonalnym wydaje mi się zatrudnianie we wszelkich procesach produkcyjnych ludzi najbardziej predestynowanych do ich spełniania przy maksymalnym wykorzystaniu ich zdolności wrodzonych i nabytych. Właściwe narzędzia stosujmy do właściwych czynności. Korek z butelki da się wyjąć nożyczkami, ale istnieje korkociąg. Albo takie uzasadnienie mej myśli; czy wszyscy członkowie rodziny muszą być zatrudnieni by tę rodzinę wyżywić? Wydaje mi się, że nie muszą. Wystarczy praca ojca rodziny solidnie opłacona. Co? Co myślisz Szanowny Czytelniku mego bloga? Pozostaje jednak problem znalezienia sensownego miejsca w życiu dla pozostałych członków rodzin i członków wielkiej rodziny ludzkiej. Tego obszaru socjologii społecznej nie potrafię zadowalająco wypełnić rozsądnymi myślami i propozycjami. Dostrzegam w tym samokrytycznie moje ograniczenie. Na zasadzie prymitywnego gdybania roją mi się takie myśli, aby Ci niepracujący zajęli się samodoskonaleniem w wybranych dziedzinach ludzkich dążności poznawania świata, który to świat wydaje mi się największą nieznaną księgą, do której nikt nigdy epilogu nie napisze. Chciałbym na ten temat podyskutować z zainteresowanymi problemem Szanownymi Czytelnikami mego bloga.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Praca
„Cogito ergo sum”, "Je pense donc je suis", "I think, therefore I am" a w samej rzeczy znaczy: myślę, więc jestem! Więc ostatnio w bezsenną noc wymyślałem myśl (masło maślane, co?), iż praktyczno - moralny imperatyw, by wszyscy ludzie musieli pracować już się zdewaluował przy założeniu iż praca jest niezbędna dla pozyskania środków do życia. Przecież w rodzinie wystarczyło kiedyś (np. w dobie realnego socjalizmu i wcześniejszego patriarchatu), by pracował (polował) ojciec rodziny. Jego praca, dawniej upolowane mięso, dawały wszystkim możliwość zapewnienia środków do życia. A dziś w XXI-szym wieku, gdy postęp organizacyjno - produkcyjno - techniczny jest na bardzo wysokim poziomie – czy muszą wszyscy pracować? Tym bardziej iż wszystkie modele gospodarczo - polityczne świata borykają się z bezrobociem traktowanym jako liszaj na tkance społecznej. Obecnie stosowanymi zabiegami socjotechnicznymi nigdy tej choroby nie wyleczą. O nie! Wydaje mi się, iż wystarczyłoby do pracy, której efektem ma być produkcja
niezbędnych środków materialnych do fizycznego przeżycia, zatrudnić tylko wybraną, niezbędna liczbę ludzi, biorąc pod uwagę ich predyspozycje osobowe, umysłowe, fizyczne. Nie oznacza taki wybór tego, by reszta populacji wpadła w słodkie niemoralne nieróbstwo. Mogłaby się zająć działalnością związaną z niematerialnymi elementami życia człowieka. Specjalizowaniem się w rozwoju nauki, sztuki i jeszcze dziś niewymyślonych kierunków zainteresowań ludzkości godnych
polecenia. Dwucyfrowy procent bezrobocia jest powodem frustracji społeczeństw oraz ich rządzicieli - polityków. A gdyby tak połowie tych chorobliwie bezrobotnych nie kazać pracować, tylko podsunąć im inne paradygmaty zajęć nie produktywnych, ale pożytecznych. Co? Pomyślmy o takim kierunku walki z największą chorobą ekonomiczną dzisiejszych czasów. Jest taka niepisana zasada; iż jak nie możesz pokonać swego odwiecznego wroga, to...to przejdź na jego stronę. Co? Proste? Nie jest to najmądrzejsza myśl, ale dawniej człowiek leżąc na trawie pomyślał, iż chciałby latać jako ten ptak, który mu z góry narobił coś paskudnego na głowę. I ta głowa (nie jest udowodnione czy pod wpływem tego co zleciało z tego ptaka) wymyśliła samolot i inne takie podobne. Co? Tyle na dziś, bo myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, jeśli myślę, że myślę o myśli, to tylko myślę że myślę, ale myśleć nigdy nie myślę(Ha,ha,ha:-))
niezbędnych środków materialnych do fizycznego przeżycia, zatrudnić tylko wybraną, niezbędna liczbę ludzi, biorąc pod uwagę ich predyspozycje osobowe, umysłowe, fizyczne. Nie oznacza taki wybór tego, by reszta populacji wpadła w słodkie niemoralne nieróbstwo. Mogłaby się zająć działalnością związaną z niematerialnymi elementami życia człowieka. Specjalizowaniem się w rozwoju nauki, sztuki i jeszcze dziś niewymyślonych kierunków zainteresowań ludzkości godnych
polecenia. Dwucyfrowy procent bezrobocia jest powodem frustracji społeczeństw oraz ich rządzicieli - polityków. A gdyby tak połowie tych chorobliwie bezrobotnych nie kazać pracować, tylko podsunąć im inne paradygmaty zajęć nie produktywnych, ale pożytecznych. Co? Pomyślmy o takim kierunku walki z największą chorobą ekonomiczną dzisiejszych czasów. Jest taka niepisana zasada; iż jak nie możesz pokonać swego odwiecznego wroga, to...to przejdź na jego stronę. Co? Proste? Nie jest to najmądrzejsza myśl, ale dawniej człowiek leżąc na trawie pomyślał, iż chciałby latać jako ten ptak, który mu z góry narobił coś paskudnego na głowę. I ta głowa (nie jest udowodnione czy pod wpływem tego co zleciało z tego ptaka) wymyśliła samolot i inne takie podobne. Co? Tyle na dziś, bo myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, jeśli myślę, że myślę o myśli, to tylko myślę że myślę, ale myśleć nigdy nie myślę(Ha,ha,ha:-))
Emerytury
Nie mogę w sobie wygenerować jednoznacznego stanowiska w sprawie wieku emerytalnego dla Polaków. Mam za mało wiedzy w tej sprawie. Zostawiam to mądrzejszym ekonomistom i gerontologom.
Z czytanych kiedyś przedruków z prasy światowej zapamiętałem taką myśl ekonomiczno-finansową. Jest „oczywistą oczywistością”, iż jakikolwiek system kas emerytalnych generuje potężne zasoby pieniężne pochodzące od wpłat pracujących (przyszłych emerytów). Cóż się dzieje z tymi pieniędzmi? Ano dokładnie nie wiem, ale z pewnością nie leżą w trezorach bankowych. Natomiast są z pewnością w tych bankach takich instytucji jak, ZUS, Filar 1 lub 2 OFE. Leżącemu pieniądzowi nie należy pobłażać przez umożliwianie mu tego leżenia. Absolutnie! Trzeba go zmusić do pracy! Tą pracą jest mądre jego inwestowanie w sensowne i rentowne przedsięwzięcia. Przeto te wyżej wymienione instytucje powinny zatrudnić najwyższej wiedzy menagerów finansowych i nakazać im dokonywanie mądrych wyborów sfer inwestycyjnych. Tak się dzieje w bankach komercyjnych, prywatnych. Pierwszym bowiem celem każdego bankiera jest mnożenie pozyskiwanych od
ciułaczy pieniędzy. Ameryki tu nie odkrywam. Mądry bankier (choć nie zawsze uczciwy) robi wszystko co możliwe by się bogacić. Jest to zrozumiałe. Jeśli zaś tym właścicielem - bankierem są miliony uczciwie pracujących ludzi, to wielkim walorem etycznym jest dbanie o ich interes.
Złym jest system emerytalno - oszczędnościowy, który jest tylko kasjerem i całość wpływów (po odtrąceni swej prowizji) wypłaca na emerytury. Pieniądze odkładane przez długie lata przez pracujących muszą się mnożyć. Jest taka druga „oczywista oczywistość”, iż większa jest liczba wpłacających na fundusz emerytalny, niż pobierających po latach te świadczenia. Przecież nie zdarzyło się jeszcze by wypłacano emerytury nigdy nie pracującym. Natomiast część pracujących (czyt.wpłacających) umiera w czasie okresu pracy, lub krótko po rozpoczęciu okresu pobierania emerytur. Nadzwyczaj długo żyjących jest mały odsetek. A gdzie się podziewają ich wpłacane latami pieniądze? Czysty zysk dla ubezpieczycieli! Tak być nie powinno. Rozmawiałem przed laty z jednym Polakiem, który całe produkcyjne życie przepracował w USA. Teraz stać go na prawie coroczne wycieczki do kraju opłacane właśnie z pieniędzy zarobionych przez jego ubezpieczyciela w USA.
Te dolary, które ten Polak wpłacał przez lata nie leniły się, lecz pracowały na należny ubezpieczonemu zysk. O! Tak powinno być! Mamy z pewnością w kraju zdolnych ludzi, którzy podołają takim wyzwaniom.
Z czytanych kiedyś przedruków z prasy światowej zapamiętałem taką myśl ekonomiczno-finansową. Jest „oczywistą oczywistością”, iż jakikolwiek system kas emerytalnych generuje potężne zasoby pieniężne pochodzące od wpłat pracujących (przyszłych emerytów). Cóż się dzieje z tymi pieniędzmi? Ano dokładnie nie wiem, ale z pewnością nie leżą w trezorach bankowych. Natomiast są z pewnością w tych bankach takich instytucji jak, ZUS, Filar 1 lub 2 OFE. Leżącemu pieniądzowi nie należy pobłażać przez umożliwianie mu tego leżenia. Absolutnie! Trzeba go zmusić do pracy! Tą pracą jest mądre jego inwestowanie w sensowne i rentowne przedsięwzięcia. Przeto te wyżej wymienione instytucje powinny zatrudnić najwyższej wiedzy menagerów finansowych i nakazać im dokonywanie mądrych wyborów sfer inwestycyjnych. Tak się dzieje w bankach komercyjnych, prywatnych. Pierwszym bowiem celem każdego bankiera jest mnożenie pozyskiwanych od
ciułaczy pieniędzy. Ameryki tu nie odkrywam. Mądry bankier (choć nie zawsze uczciwy) robi wszystko co możliwe by się bogacić. Jest to zrozumiałe. Jeśli zaś tym właścicielem - bankierem są miliony uczciwie pracujących ludzi, to wielkim walorem etycznym jest dbanie o ich interes.
Złym jest system emerytalno - oszczędnościowy, który jest tylko kasjerem i całość wpływów (po odtrąceni swej prowizji) wypłaca na emerytury. Pieniądze odkładane przez długie lata przez pracujących muszą się mnożyć. Jest taka druga „oczywista oczywistość”, iż większa jest liczba wpłacających na fundusz emerytalny, niż pobierających po latach te świadczenia. Przecież nie zdarzyło się jeszcze by wypłacano emerytury nigdy nie pracującym. Natomiast część pracujących (czyt.wpłacających) umiera w czasie okresu pracy, lub krótko po rozpoczęciu okresu pobierania emerytur. Nadzwyczaj długo żyjących jest mały odsetek. A gdzie się podziewają ich wpłacane latami pieniądze? Czysty zysk dla ubezpieczycieli! Tak być nie powinno. Rozmawiałem przed laty z jednym Polakiem, który całe produkcyjne życie przepracował w USA. Teraz stać go na prawie coroczne wycieczki do kraju opłacane właśnie z pieniędzy zarobionych przez jego ubezpieczyciela w USA.
Te dolary, które ten Polak wpłacał przez lata nie leniły się, lecz pracowały na należny ubezpieczonemu zysk. O! Tak powinno być! Mamy z pewnością w kraju zdolnych ludzi, którzy podołają takim wyzwaniom.
sobota, 25 lutego 2012
Kolonia XXI-go wieku
Co znaczy słowo: K O L O N I Z A C J A ?
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.
Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.
Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.
Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.
By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.
Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.
Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.
Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.
Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.
Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.
Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.
Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.
By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.
Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.
Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.
Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.
Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.
sobota, 7 stycznia 2012
Moje myśli nieuczesane (może niesłuszne?)
Martwią mnie agresywne działania ogólnie pojętego sektora bankowego.
To co niżej chcę wyłożyć ma uzasadnienie w moich skromnych doświadczeniach i mych znajomych. Sprawa jest coraz bardziej widoczna i dotykająca boleśnie nieświadomych obywateli, do których ja należę. Otóż parę lat temu przy tankowaniu paliwa zagadnął mnie pewien młodzian przy kasie stacji benzynowej pytaniem; Czy zbieram punkty za zakup paliwa i czy nie skorzystam z jego propozycji uzyskiwania większej ich ilości przez
reprezentowaną przez niego firmę. Któż by nie chciał? Ja chciałem świadomie, nieświadomy podstępu jaki mi szykuje ten młodzian. Poprosił mnie grzecznie do stolika i zadał kilka pytań osobowo - adresowych grzecznie wypowiedzianych i tchnących obietnicą korzyści niewielkich. Złapał mnie, ponieważ jestem człowiekiem starszej daty wychowany w myśl zasad grzecznościowych i ufności ludziom. Podpisałem jakieś tam kilka druków z bardzo małymi czcionkami nie doczytawszy ich w szczegółach, ale aparycja i grzeczny ton rozmowy owego wysłannika (teraz użyję tego określenia) – piekła finansowego - uśpił moją czujność. Po dwu tygodniach dostałem obiecaną w rozmowie inną, nową kartę niby kartę na zbieranie punktów za zakup paliwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy przysłana karta okazała się Kartą Kredytową Banku... (z obaw niżej wyłuszczonych jego nazwy nie podaję). Posiadania Karty Kredytowej nie pragnąłem a nawet nie chciałem, lecz stałem się jej właścicielem. Jestem w wieku, w którym większych inwestycji i kredytów nie planuję, więc po co mi ta karta. Postanowiłem się jej pozbyć. Hm! Gorzka naiwności! Jak tego dokonać? Telefony pod podany numer firmy odbierał automat a nie żywy człowiek. Po kilku tygodniach poszukiwań natrafiłem na agendę wyżej niewymienionego banku, gdzie zastałem (O dziwo!) żywego człowieka. Moje z tym człowiekiem rozmowy nie umożliwiły mi oddania karty. I teraz zaczęła się jednostronna korespondencja z tym wyżej niewymienionym bankiem polegająca na otrzymywaniu kolejnych pism z satyryczną treścią. Jej sens satyryczny polegał na wzywaniu mnie do zapłaty za podjęte zobowiązania kredytowe na sumę 0, 00 złotych. (słownie: zerozłotych). Ponieważ taką sumą nie dysponowałem, więc nie mogłem jej zapłacić. Żarty się skończyły gdy dostałem wezwanie do zapłaty 30,00 zł. Za prowadzenie ,(za manie) konta kredytowego, z którego nie skorzystałem ani nie miałem najmniejszego zamiaru skorzystać. Taka wesoła korespondencja wiąże mnie z tym niewymienionym wyżej bankiem już ponad trzy lata. Nie widzę sposobu oderwania się od tych zażyłych kontaktów. Trwają dalej. Co bardziej mi nieżyczliwi znajomi prorokują mi, iż nadejdzie dzień sprawiedliwości, w którym zawita w mój dom komornik i zlicytuje mnie. Czyżby? To nie jest przesadna obawa, bowiem jeden mój nieżyjący znajomy dał się prawdopodobnie złapać na podobny haczyk. Po jego śmierci, jego córka znalazła kilka kredytowych kart, ale na nieszczęście zrealizowanych i musi jako nieświadoma spadkobierczyni spłacać odziedziczoną wartość ujemnego spadku. Myślę, iż wyżej nie wymieniony bank działał z całą świadomością na nieświadomych ludziach starszego wieku. Proponował im łatwe kredyty, którymi ich po prostu zwodził. Zapewne w całej aureoli polskiego prawa. To się może zwać; falandyzacją prawa. Co? Takich historii poznałem kilka. Emeryci, ludzie starsi o zakłóconej percepcji nowych przepisów i uregulowań bankowych są łatwym żerem dla takich banków. Strach się bać. Tak sobie myślę (może naiwnie?) czy nie dało by się powołać rzecznika poszkodowanych przez banki. Działania takie wydają mi się w charakterze kryminalnych działań. Jeszcze dziś świadomość polskiego społeczeństwa i jego liderów nie stanęła na poziomie percepcji sensu tych działań. Co będzie dalej? Socjologom jest zapewne znane pojęcie oddziaływania podprogowego na mózg ludzki. Czy to nie jest to? Wiadomo mi, iż Rząd Polski podpisał regulacje podobnych spraw w Oświadczeniu Rządowym z dnia 15 czerwca 1994 r do Konwencji Europejskiej w Strasburgu 5 maja 1989r. Szanowni czytelnicy mego bloga – zastanówmy się nad tym problemem. Ciekaw jestem Waszych zdań, nawet gdyby miały być przeciwne moim spostrzeżeniom.
Zadłużony na 4 x 30 zł Jurgis
To co niżej chcę wyłożyć ma uzasadnienie w moich skromnych doświadczeniach i mych znajomych. Sprawa jest coraz bardziej widoczna i dotykająca boleśnie nieświadomych obywateli, do których ja należę. Otóż parę lat temu przy tankowaniu paliwa zagadnął mnie pewien młodzian przy kasie stacji benzynowej pytaniem; Czy zbieram punkty za zakup paliwa i czy nie skorzystam z jego propozycji uzyskiwania większej ich ilości przez
reprezentowaną przez niego firmę. Któż by nie chciał? Ja chciałem świadomie, nieświadomy podstępu jaki mi szykuje ten młodzian. Poprosił mnie grzecznie do stolika i zadał kilka pytań osobowo - adresowych grzecznie wypowiedzianych i tchnących obietnicą korzyści niewielkich. Złapał mnie, ponieważ jestem człowiekiem starszej daty wychowany w myśl zasad grzecznościowych i ufności ludziom. Podpisałem jakieś tam kilka druków z bardzo małymi czcionkami nie doczytawszy ich w szczegółach, ale aparycja i grzeczny ton rozmowy owego wysłannika (teraz użyję tego określenia) – piekła finansowego - uśpił moją czujność. Po dwu tygodniach dostałem obiecaną w rozmowie inną, nową kartę niby kartę na zbieranie punktów za zakup paliwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy przysłana karta okazała się Kartą Kredytową Banku... (z obaw niżej wyłuszczonych jego nazwy nie podaję). Posiadania Karty Kredytowej nie pragnąłem a nawet nie chciałem, lecz stałem się jej właścicielem. Jestem w wieku, w którym większych inwestycji i kredytów nie planuję, więc po co mi ta karta. Postanowiłem się jej pozbyć. Hm! Gorzka naiwności! Jak tego dokonać? Telefony pod podany numer firmy odbierał automat a nie żywy człowiek. Po kilku tygodniach poszukiwań natrafiłem na agendę wyżej niewymienionego banku, gdzie zastałem (O dziwo!) żywego człowieka. Moje z tym człowiekiem rozmowy nie umożliwiły mi oddania karty. I teraz zaczęła się jednostronna korespondencja z tym wyżej niewymienionym bankiem polegająca na otrzymywaniu kolejnych pism z satyryczną treścią. Jej sens satyryczny polegał na wzywaniu mnie do zapłaty za podjęte zobowiązania kredytowe na sumę 0, 00 złotych. (słownie: zerozłotych). Ponieważ taką sumą nie dysponowałem, więc nie mogłem jej zapłacić. Żarty się skończyły gdy dostałem wezwanie do zapłaty 30,00 zł. Za prowadzenie ,(za manie) konta kredytowego, z którego nie skorzystałem ani nie miałem najmniejszego zamiaru skorzystać. Taka wesoła korespondencja wiąże mnie z tym niewymienionym wyżej bankiem już ponad trzy lata. Nie widzę sposobu oderwania się od tych zażyłych kontaktów. Trwają dalej. Co bardziej mi nieżyczliwi znajomi prorokują mi, iż nadejdzie dzień sprawiedliwości, w którym zawita w mój dom komornik i zlicytuje mnie. Czyżby? To nie jest przesadna obawa, bowiem jeden mój nieżyjący znajomy dał się prawdopodobnie złapać na podobny haczyk. Po jego śmierci, jego córka znalazła kilka kredytowych kart, ale na nieszczęście zrealizowanych i musi jako nieświadoma spadkobierczyni spłacać odziedziczoną wartość ujemnego spadku. Myślę, iż wyżej nie wymieniony bank działał z całą świadomością na nieświadomych ludziach starszego wieku. Proponował im łatwe kredyty, którymi ich po prostu zwodził. Zapewne w całej aureoli polskiego prawa. To się może zwać; falandyzacją prawa. Co? Takich historii poznałem kilka. Emeryci, ludzie starsi o zakłóconej percepcji nowych przepisów i uregulowań bankowych są łatwym żerem dla takich banków. Strach się bać. Tak sobie myślę (może naiwnie?) czy nie dało by się powołać rzecznika poszkodowanych przez banki. Działania takie wydają mi się w charakterze kryminalnych działań. Jeszcze dziś świadomość polskiego społeczeństwa i jego liderów nie stanęła na poziomie percepcji sensu tych działań. Co będzie dalej? Socjologom jest zapewne znane pojęcie oddziaływania podprogowego na mózg ludzki. Czy to nie jest to? Wiadomo mi, iż Rząd Polski podpisał regulacje podobnych spraw w Oświadczeniu Rządowym z dnia 15 czerwca 1994 r do Konwencji Europejskiej w Strasburgu 5 maja 1989r. Szanowni czytelnicy mego bloga – zastanówmy się nad tym problemem. Ciekaw jestem Waszych zdań, nawet gdyby miały być przeciwne moim spostrzeżeniom.
Zadłużony na 4 x 30 zł Jurgis
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)