sobota, 25 lutego 2012

Kolonia XXI-go wieku

Co znaczy słowo: K O L O N I Z A C J A ?
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.

Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.

Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.

Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.

By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.

Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.

Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.

Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.

Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz