niedziela, 11 grudnia 2011

Moje przemyślenia o sprawiedliwości.

Obserwuję aktualnie prowadzone dyskusje o dopuszczalności kary śmierci
i myślę sobie tak:
Karę śmierci wymierzają światowe systemy prawne na podstawie ugruntowanej pewności, iż są poprawnym narzędziem sprawiedliwości. Ma to odniesienie do ustanowionych w tych systemach zapisów prawnych. Więc formalnie wszystko jest poprawne. Jest przestępca, zbrodniarz, bandyta wreszcie morderca, który odbiera życie innemu człowiekowi. Czyn ten jest wysoce napiętnowany przez społeczeństwa wyręczane w tym przez aparaty sprawiedliwości – sądy. Piętnują zbrodniczy fakt morderstwa. Czym? Popełnieniem następnego odebrania życia czyli następnym morderstwem. Jakby nie uzasadniać tego faktu, jego forma jest odebraniem życia przez wydanie i wykonanie wyroku.
Jest w tym jakaś różnica? Morderca odebrał bezprawnie życie drugiemu człowiekowi.
W swym rozumieniu udzielił sam sobie prawa zamordowania i je zrealizował.
Gremia prawne – przedstawiciele społeczności – też udzieliły sobie tego prawa. Jakaż w tym jest różnica? Nie widać jej logicznie. Takiego prawa w jednym i drugim przypadku nie nadała żadna wyższa władza. Jest w tym taka pokrętna logika: zło naprawia się tym samym złem.
Znamy takie słowa naszego wieszcza narodowego: „Gwałt niech się gwałtem odciska”. Jest to jednak anty - logiczne i głęboko niehumanitarne a światowe systemy prawne uznają się za najwyższy wykwint ludzkiej myśli. Chyba tak nie jest! Przypomnę drugi tragiczny przykład na uzurpowanie sobie prawa bycia sprawiedliwym. Bombardowanie Drezna w 1945 roku. Był to już moment faktycznej klęski Wermachtu. Cele strategiczne aliantów zostały osiągnięte.Wymyślona przez brytyjskiego generała - Artura Harrisa - apokalipsa dla Drezna, była militarnie całkowicie niepotrzebna. Była to jedna z najbardziej niesławnych akcji II wojny światowej. W styczniu 1945 do Drezna dotarła fala uchodźców ze wschodu. Podwoili oni nieomal populację Drezna. Według szacunkowych danych w mieście w lutym 1945 roku przebywało znacznie więcej niż normalne 650 000 mieszkańców. Według niektórych źródeł liczba ta mogła sięgnąć nawet miliona. Miasto stanowiło centrum kulturalne w średniowieczu, szczyciło się licznymi zabytkami i nie posiadało żadnego znaczenia militarnego. Według mnie nalot na Drezno mogą tłumaczyć tylko przesłanki polityczne. Tę apokalipsę zrealizowało państwo uważające siebie za jeden z przewodnich autorytetów moralnych świata zachodniego. Tę wiarę żywią chyba do dziś.(sic!) Owszem hitleryzm był złem absolutnym, zniszczył znaczącą część świata. Ale czy słuszną była zasada odpłacenia mu tą samą miarką?Jeśli tak, to siły dezawuające to zło, stawiają się w tym samym szeregu zła. Reasumując moje myśli nieuczesane, dochodzę do wniosku, że ludzkość XXI wieku powinna przyjąć inną logikę kreowania zasad prawnych i definicji sprawiedliwości zwanych mylnie różnie: sprawiedliwość historyczna, ludowa, dziejowa, narodowa czy jeszcze jakoś bardziej pokrętnie. Na koniec: mistrzu Adamie, mój idolu wszechczasowy – nie miałeś racji!

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Myśli 4

Dalsze moje myśli nieuczesane

Wielu mych znajomych dokonuje sobie przewartościowania różnych elementów życia codziennego w czasach obecnych i w minionym okresie, który zwiemy różnie : czasami komuny,czasami propagandy sukcesu, czasami PRL-u, itp.
Dochodzą w tym do ciekawych wniosków. Spróbuję je sobie jakoś zapisać i zestawić.
Przed tym jednak muszę pomieścić taką konstatację, iż sprawy związane z tzw. ideologią systemu dla większości ludzi były sprawami trzeciorzędnymi. Owszem, kto był ciekaw, to śledził
je, zagłębiał się w tej tematyce na miarę swego zainteresowania i wykształcenia.
Najważniejsze jednak (bez okłamywania się ) były sprawy socjalne.
Prosto mówiąc, sprawy dnia codziennego związane z tym czy mamy za co żyć i jakie mamy perspektywy na czas najbliższy były najważniejsze. Były tą bazą a nadbudowa była istotna dla
mniejszej części społeczeństwa.
Jakie wartości były najważniejsze dla życia w tym wyżej określonym czasie?
PRACA
Kraj się odbudowywał i rozbudowywał, potrzeba było dużej liczby rąk do pracy.
System edukacyjny był skorelowany z potrzebami gospodarki. Szkolnictwo zawodowe na
poziomie podstawowym, średnim i wyższym było adekwatne do potrzeb gospodarki kraju.
Tu na Śląsku ważnym elementem wartości wychowawczych preferowanych w rodzinach było,
zalecanie dzieciom zdobycia uczciwego i popłatnego zawodu oraz później sumienne wykonywanie obowiązków w tym zawodzie w miejscu pracy.
Największe zatrudnienie było w działach przemysłu ciężkiego, który od wieków był na Śląsku
wyznacznikiem poziomu gospodarczego tej ziemi z racji istnienia tu naturalnych bogactw
węgla , rud metali i towarzyszących temu zakładów przetwórczych z bogatą wielowiekową
tradycją i infrastrukturą stale modernizowaną w łączności z ogólnoświatową techniką.
W tej machinie wydobywczo-przetwórczej Śląsk był wiodącym rejonem z wpływem na rozwój całej Polski. Praca dla ludzi w tych sektorach była pewną podstawą planowania życia i zakładania rodzin. Każdy z nadzieją patrzył ( muszę tu użyć górnolotnej myśli) w swoją i rodziny przyszłość.
Moja osobista reminiscencja podpowiada mi,iż nie miałem wtedy obaw założenia rodziny.
Przez studia wyższe zdobyłem zawód przydatny w górnictwie i hutnictwie.
Trywialnie mówiąc, byłem ustawiony .

WIELKIE BUDOWY GOSPODARCZE TYCH LAT
Jakby kogoś z czytających ten wpis zawiodła pamięć, to przypomnę większe inwestycje.
1.Nowa Huta pod Krakowem,
2.Huta Katowice,
3.Port północny,
4.Rafineria „Gdańsk”,
5.Kopalnia węgla brunatnego i elektrownia Bełchatów,
6.Lubelskie Zagłębie Węglowe,
7.Trasa kolejowa Śląsk-Warszawa.
8.Mielec, Świdnik, Rzeszów.
To te najbardziej znane wybudowane fabryki i kopalnie. Było wiele innych.
Dla mego pokolenia lat 1957 – 1990 , to okres prawie całości czasu pracy zawodowej, która
dostarczyła mej rodzinie podstawę bytu na miarę tych lat i pewną stabilizację. Dzisiaj w życiu naszych dzieci i wnuków tej podstawy bytu i tej stabilizacji nie ma.
2

Wspólnie z żoną , pomocą rodziny , pomocą mego Zakładu Pracy i znośnego kredytu bankowego wybudowałem dom. W osiedlu domków jednorodzinnych, w którym mieszkam należałem do grupy średnio zarabiającej, ale wokół mnie domki wybudowało wielu ludzi o niższych zarobkach.
Czy to ma świadczyć źle o możliwościach tamtych czasów? Nie chcę ich idealizować, lecz rzec
prawdę obiektywną.
Dziś też buduje się domki jednorodzinne w oparciu o lepsze materiały i lepszą technikę, ale kto je
buduje? Z racji swego drugiego zawodu – projektanta budowlanego - stykam się z tymi inwestorami i wiem, iż rzadko to są ludzie z tego przedziału dochodów, w którym byłem ja.
Są to budowy traktowane jako tezauryzacja walorów finansowych bogatszej warstwy społeczeństwa mniejszościowego.
Nie ma warstwy średniej, tylko bogatsza i liczniejsza biedna.



STABILIZACJA ZAWODOWA I RODZINNA
oraz wykształcenie zawodowe.

Jaką stabilizację życia dają nam dzisiejsze czasy? Żadną !!.
W mojej rodzinie i znajomych rodzinach poziom wykształcenia się podniósł , co uważam za pozytywne zjawisko, ale jego rodzaje i przystawanie do życia się rozchodzą. Coraz więcej młodych ludzi z jednym lub dwoma fakultetami pracuje wytężliwie w obcych krajach w zawodach
usytuowanych w dole ambicjonalnej listy zawodów.
Jako przykład podam prace na angielskim zmywaku i polsko-francuskiego hydraulika.
Po cóż było się kształcić na wyższych uczelniach polskich by wykonywać prace w/w?
Takie trywialne porównanie tu zamieszczę, jakby zbudowano technicznie wysublimowany aparat
przy bardzo wysokich kosztach a służyłby on do wyjmowania korka z butelki.
Widać tu rozziew między planowaniem rozwoju rodzajów szkolnictwa a potrzebami gospodarki i życia krajowego.
Owszem może kiedyś w przyszłości do pomyślenia jest kształcenie się dla rozwijania horyzontów umysłowych jednostki przy zabezpieczonych jednak podstawowych potrzebach egzystencjonalnych.
Tak zapewne będzie i mocno w to wierzę. Rozwój umysłowy społeczeństwa jest dziedziną , w którą warto inwestować.
Więc jaką perspektywę stabilizacji życiowej daje ukończenie studiów wyższych?
W młodości mego pokolenia takich pytań nie stawiało się.
Uzyskanie zawodu drogą studiów zapewniało dobry start życiowy.
Politycy dzisiejszej miary powiadają ''na pociechę'' młodym ludziom bez pracy: jedźcie za granicę,
tam praca czeka na Was. Jest to powiedzenie nieodpowiedzialnie prostackie i nieokrzesane i wielce antynarodowe. To my mamy się godzić, by nasze dzieci z trudem finansowym rodziny, wkładem finansowym budżetu kraju i nakładem własnego trudu nauki pracowały na dobro
innego kraju, często bogatszego od nas. Taki internacjonalizm odrzucam!









3


BUDOWNICTWO MIESZKAŃ, SZPITALI,
SANATORÓW, OŚRODKÓW WCZASOWYCH.

Prawie wszystkie Zakłady Pracy miały tzw. fundusz socjalny, który dawał możliwość budowy
wyżej pomienionych rodzajów obiektów użyteczności publicznej.
Mojemu pokoleniu nie muszę przypominać o tych budowlach, bo niejednokrotnie korzystało
z nich.
Jaki dziś jest stan tych obiektów? W większości opłakanie zły. Te co się ostały przeszły w ręce prywatne i dawni pracownicy tych zakładów ( czyt. udziałowcy) dziś nie mogą z nich korzystać.
Są to obiekty drogie i elitarne.


Dwie osobiste dygresje i wspomnienia.
W takim Domu Wczasowym poznałem żonę, lecz dziś w naszą rocznicę nie mogę tam pojechać,
bo mnie nie stać na opłacenie pobytu.

Jakie dzisiaj istniejące przedsiębiorstwa i firmy inwestują w takie obiekty z myślą o swych
pracownikach?

ZAOPATRZENIE RYNKU I JEGO OFERTA
Tu stwierdzić trzeba , iż zaopatrzenie rynku w podstawowe artykuły niezbędne do życia w latach
komunizmu było zdecydowanie złe i przyprawiające nas o stałe kłopoty.
System kartkowy,talony na pewne dobra,znajomości, korupcja i udawana troska władzy o stan
zaopatrzenia były liszajami na naszym życiu.
Oferta nowych towarów istniejących na rynkach poza Polską była gorsza niż marna.
Oferty Pewexów , to pokazywanie cukierka przez szybę.
Dziś zaopatrzenie jest prawie całkowite a oferty czasem przyprawiają nas o ból głowy, bo nie stać większości z nas na nie.

WYPOCZYNEK
Ważnym elementem życia jest wypoczynek pracujących i dzieci.
Pamiętamy jak to było?
Akcje kolonijne zapewniały dzieciom coroczny wypoczynek po przystępnych dla rodziny cenach,
emeryci mieli możliwość poza sezonem korzystać z tanich wczasów w ośrodkach zakładowych,
pracownicy w wielkiej liczbie korzystali z wczasów.
Dziś koszt wysłania dziecka na kolonie jest spłacany przez cały rok a i tak większości rodzin nie stać na niego.
Wyjazd na wypoczynek dla pracujących też łączy się z dużym wysiłkiem finansowym co jest
ryzykowne z uwagi na łatwość utraty pracy.
Emeryci wyjeżdżają bardzo rzadko, bo biorą udział w polowaniach.
W polowaniach na tanie wyprzedaże przeterminowanych produktów spożywczych.
Jest dużo ofert wyjazdów za granice, ale jaką część społeczeństwa na nie stać?
Ten temat z pewnością można jeszcze uzupełnić.



4


PLANOWE UNICESTWIENIE POLSKIEGO PRZEMYSŁU

W wielkie niezrozumienie i konsternację wprawia wielu prosto myślących ludzi to, co się od lat
dzieje z likwidacją produkcji wielu tradycyjnych polskich wyrobów.
Spróbuję to niżej jakoś poskładać.
I.Polski przemysł lekki,
- włókiennictwo,
- produkcja obuwia,
- zakłady odzieżowe,
- przemysł skórzany,
- wyrób ozdób świątecznych, i wiele jeszcze innych.
Dziś tych produkcji prawie nie ma. Wszystko jest sprowadzane z zagranicy w złej jakości.
Likwidacja tych działów pozbawiła pracy tysiące ludzi.

II.Przemysł hutniczy
Większość wyrobów sprowadzamy z zagranicy


III. Przemysł stoczniowy.
Wymiksowano nas z grona producentów stoczniowych z wielką „ pomocą” UE.

IV.Górnictwo
Sprowadzamy węgiel z zagranicy. Kto działał na rzecz likwidacji polskiego górnictwa?
Odpowiedź:
Wszystkie formacje polityczne po 1989 roku.

V.Przemysł spożywczy.
Większość kupowanych produktów pochodzi z zagranicy.
Ukłon pośmiertny dla Polskiego Rolnictwa.

VI. Handel

Mnogość obcych sieci handlowych zabiła Polskie Kupiectwo.



Moja ironiczna refleksja

Bardzo dobrze nam się w Polsce dzieje,nie musimy niczego produkować , większość zrobią nam chińczycy i inni. Należy się cieszyć z żywiołowo rosnących sieci handlowych i banków.
Żyć a nie umierać !!!





5


Moja smutna refleksja.

Poszukujący pracy poza Polską mają rodziny. Muszą je opuszczać na długie
tygodnie, miesiące ,lata. W życiu swych rodzin są jak odlatujące ptaki.
Jeśli to są odpowiedzialni rodzice, to nie biorą udziału w koniecznym procesie wychowawczym.
swych dzieci, zgodnie ze słowami złożonej przy zaślubinach przysięgi.
Jeśli to są dzieci, to wymykają się spod koniecznego w młodym wieku tegoż samego procesu.
Jeśli to są małżonkowie, to w obcym kraju są narażeni na wiadome pokusy.
Czy jakieś gremia moralizatorskie zastanowiły się nad erozją życia rodzinnego ?
Nad szkodami wychowawczymi jakie taki stan powoduje.
Zapewne wielu z Was może podać ze swych obserwacji przykłady rozpadu wielu małżeństw.
Jeśli jesteście wyznawcami uznanych w świecie WC, to nie będzie Wam to obojętne.




Moje polityczne uwagi

Obowiązujący i stosowany system wyborczy preferuje osoby wyłonione na listach przez partie polityczne.
Praktycznie to już w momencie układania tych list wynik wyborów jest przesądzony.
Czy to jest demokratycznie ?
Mam wątpliwości.
Dalej, stosowany u nas system przeliczania liczby głosów metodą d'Hondta, lub metodę Sainte-Lague'a , oznacza, iż wybrany kandydat niekoniecznie musi być tym, który uzyskał najwięcej głosów - zwykle w ordynacji proporcjonalnej jest to kandydat, który zajmował pierwsze miejsce na liście partyjnej, na którą padło najwięcej głosów.
W wyborczych pożytkach politycznych preferowane są u nas partie a ich cele ostatnio mijają się z oczekiwaniami szerokich rzesz wyborców.
Powiem wyraźniej: partie dbają o swe cele polityczne i swój interes związany ze zdobyciem władzy.
Czy tak ma być ?


Tyle na ten czas


&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*






Moje wyżej spisane myśli są wyrywkowe i można je uzupełnić o wiele podobnych tematów.
Spisałem je w celu zainicjowania dyskusji na mym blogu.
Jeszce raz zaznaczam, iż pominąłem sprawy motywacji ideologiczno- politycznych, bo moim
zdaniem większość narodu nie jest nimi zainteresowana.
Tej większości jest zupełnie obojętne jakiej proweniencji są rządzące ugrupowania polityczne.
Za jedno im ( nam) czy rządzący zwie się Sekretarzem Partii, Premierem, Prezydentem, bądź nawet Królem czy Cesarzem. Ważnym jest jaki za jego panowania mamy poziom życia codziennego ze wszystkimi jego aspektami egzystencji.
Wiem, iż można mi wytknąć to uproszczenie, ale wielokrotne dyskusje z prostymi ludźmi,
których jest w populacji narodu większość, daje mi przekonanie o słuszności praktycznej mych wywodów.
Nie chce idealizować minionego okresu PRL-u, nie chcę też totalnie źle oceniać czasów
obecnych, ale w jednym i drugim czasie dostrzec rzeczy dobre i złe.


Proszę o odniesienie się do mych myśli bez fanatyzmu politycznego.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Memento

Jechali żywi pokłonić się martwym,
Leżącym w ziemi rosyjskiej dali,
Jechali z sercami pełnymi żalu,
Bólu pamięci; nie dojechali.

Ta Ziemia Katyńska nam nieprzychylna
Stale żąda ofiary polskiej krwi.
Cóż tragicznego w naszym wspólnym losie -
Synów Lecha i Rusa - od lat tkwi?

Coś zmienić trzeba w naszym wspólnym losie,
By w przyszłość móc pójść z wzniesionym czołem.
Stańmy w Ziemi Lecha wraz, już w tej chwili
Zgodnym, przyjaznym, nas Słowian kołem.

Zawieśmy spory i czcze ujadanie,
Bo czas drogi, by go marnotrawić
Odrzućmy wreszcie nasze stare kwasy
Nasze przyjaźnie rychło poprawić!

czwartek, 10 lutego 2011

Dawniej i dziś.

Toczę częste rozmowy z przyjaciółmi i dobrymi znajomymi na temat poziomu życiaprostych ludzi ze średniej półki – dziś i dawniej.
Kilkoma wnioskami z tych rozmów chciałbym się podzielić z czytelnikami mego bloga. Otóż!
Zestawiamy różne elementy tego życia a dziś elementy materialne, które są dla wielu ludzi najważniejsze. Podam przykład mi najbliższy bo swój.
Pracowałem w górnictwie całe życie i materialnie nie czułem zawodu, choć nie należałem do grupy najlepiej zarabiającej. W piątym roku małżeństwa postanowiliśmy z żoną zbudować dom. Zakład pracy i ówczesny system bankowy udzielili nam pomocy. Resztę dopełniła nasza praca fizyczna i wydatna pomoc fizyczna członków naszych rodzin. Znanych wszystkim trudności materiałowych nie będę wspominał .Mieliśmy jedno dziecko i mimo budowy corocznie korzystaliśmy z wczasów zakładowych. Sądzę,że młodszym czytelnikom trzeba powiedzieć cóż to za kategoria świadczeń - wczasy zakładowe. Prawie każdy większy zakład pracy (dziś - pracodawca państwowy) z wypracowanych przez załogę środków budował obiekty wypoczynkowe (dziś te obiekty przy "wsparciu" systemu gospodarczego niszczeją).
Pobyt dwutygodniowy w takim ośrodku z rodziną nigdy nie stanowił problemu materialnego w sensie konieczności późniejszej spłaty. To były dziś wspominane i wyśmiewane - wczasy zakładowe. W okresie pozasezonowym z tych wczasów przy opłatach zniżkowych korzystali emerytowani pracownicy i było ich na nie stać.
Czy dzisiejszy emeryt może sobie na to pozwolić?
W osiedlu domków jednorodzinnych gdzie stawialiśmy nasz dom było wielu mniej odemnie zarabiających i też domki budowali.
Kto dziś buduje domki jednorodzinne i większe? Ja wiem, bo z racji mego zawodu geodety spotykam się z takimi ludźmi. Nazwisk tu nie podam, ale powiem iż są to ludzie o zarobkach ponadprzeciętnych na dzisiejszą miarę i chcą stezauryzować posiadane pieniądze w nieruchomości. Tych ludzi jest w naszej populacji nieznaczny procent. Nie wpływają zasadniczo na ocenę poziomu życia narodu.
Do takich wspólnych wniosków dochodzimy w naszych - nocnych polaków rozmowach. Czyż – wzorem poprawnych polityków prawicy mamy pluć na te czasy?
Można się pobawić i różnie je nazywać , jako: czerwone, socjalizmu realnego,
propagandy sukcesu, komunistycznego niewolenia i jeszcze parę śmiesznych epitetów
można sobie przypomnieć. Odrzucając cały sztafaż polityczno - bogoojczyźniany
myślmy tylko o samym materialnym poziomie życia w tych minionych latach.
Kończyłem wtedy studia i w mym pokoleniu nie było takich dylematów jakie mają dziś nasze dzieci i wnukowie; czy znajdę w kraju pracę? Czy praca będzie zgodna z mym zdobytym zawodem? Czy będzie mnie stać na mieszkanie? Czy - po latach – wypracowana emerytura gwarantuje mi minimum biologiczne... i wiele "budujących" podobnych obaw.
Proszę pomyśleć o możliwościach szybkiej utraty pracy (dziś) bez wyraźnego powodu i o solidarnej myśli przewodniej rewolucji styropianowej w celu obrony interesów pracujących (dawniej). Co z tego wyszło? Po czterdziestu latach mej pracy i mego pokolenia nasze nowoczesne państwo ofiaruje nam taki poziom życia jaki widzimy na co dzień. Fajne?Prawda? Zapewne wzbudzę gniew wielu apologetów dzisiejszych wartości politycznych.
Nie polityką człowiek się karmi, ale chlebem powszednim, który nam drożeje o VAT.
Co nam ze szczytnych frazesów w ustach wszystkich formacji politycznych dni
dzisiejszych? Nimi sie nie nakarmimy a życie mamy jedno i praktykować różnych
ideałów politycznych czasu nam nie starczy. A dobry Bozia zaglądając z za chmurki , śmieje się z naiwności polaczków. Innych nacji też.
Czekam na kontrargumenty porównania tamtych (złych) czerwonych czasów i tych dzisiejszych (dobrych) różowych.

wtorek, 1 lutego 2011

Zło dobrem zwyciężaj!

Ze smutkiem obserwuję w ostatnich latach narastające w naszym życiu publicznym postawy, jeśli jeszcze nie otwarcie wrogie, to konfrontacyjne. Najdotkliwsze dla zdrowej tkanki społecznej są swary polityków. Wybieramy ich po to by zajmowali się żywotnymi sprawami naszego życia, a ich działania i postawy stają się zaprzeczeniem tej nieświadomie altruistycznej nadziei wyborców. Jak to zmienić? Wymaga to wielkiej przebudowy mentalności ludzi. To poważna sprawa i nie czuję się na siłach sformułować jej zasady. Pozostawiam to mądrzejszym. Podzielę się jednak z miłymi czytelnikami mego bloga moim małym prywatnym sposobem na poprawę wrogich kontaktów z innymi ludźmi.

Otóż miałem dawno temu w życiu przykrą historię z jednym człowiekiem i jego rodziną. Nieistotne są w tym momencie powody, które nas poróżniły. Nie chcę być sędzią we własnej sprawie. Wrogie odnoszenie się tego człowieka i jego rodziny do mnie i mej rodziny bardzo mi ciążyło. Pewnego dnia owładnięty nie do końca sprecyzowaną myślą pojednania, zwróciłem się do niego (nadam mu tu imię Józef) takimi słowami: "Józefie, proszę Cię, wstąp do mnie jak akurat przechodzisz obok mego domu i porozmawiamy. Właśnie jestem sam i mam ochotę na kawę. Proszę Cię." Moje słowa w jakiś przedziwny sposób poraziły go tonem i treścią. Nie mógł z siebie wydobyć zwykle używanych do mnie słów na te zakazane litery. Przez chwilę jakby mu mowę odjęło. Spodziewał się zapewne z mej strony słów złych i wrogich, lub przynajmniej mego odwrócenia się do niego tyłem. Wydukał parę nieartykułowanych dźwięków, wykonał parę niekontrolowanych gestów, a ja nie czekając na jego reakcję otworzyłem furtkę mej posesji i gestem zaprosiłem go do środka dotykając jego ramienia. Był porażony, a ja również bardzo niepewny swego. Doszliśmy tak do miejsca ustronnego w mym ogrodzie, do stolika, gdzie miałem przygotowane utensylia do parzenia kawy. Rozpoczęliśmy rozmowę, której treści dziś już nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tylko, iż dotyczyła spraw mało istotnych, obojętnych, a przede wszystkim bardzo odległych od przedmiotu naszych wieloletnich sporów. W jakich słowach przekazał relację z tego spotkania żonie i dzieciom nie wiem do dziś. Faktem najmilszym dla mnie i mej rodziny były uśmiechy towarzyszące naszym krótkim spotkaniom. Wieloletnia wrogość zatraciła się w cudowny sposób, dla mnie do dziś niezrozumiały. Dalsze kontakty do dziś nacechowane są wzajemną tolerancją i grzecznością, której życzę wszystkim czytelnikom. Zaiste wielka jest prawda podana nam przez Boga jako nakaz, iż na zło należy odpowiadać dobrem. Pamiętamy biblijny opis męki pańskiej mówiący o tym, że Jezus modlił się za swych oprawców. Trudno taką modlitwę w sobie wzbudzić, ale spróbujmy wrogów naszych dobrem porazić.

Jak zachęcić polityków do takiego złamania lodów? Ba, tego nie wiem. Jakimś rodzajem nakazu z pewnością nie.

sobota, 8 stycznia 2011

Rozmyślania nad biedą

Bieda jest chorobą trapiącą ludzkość od zarania. Zawsze była obecna wszystkim czasom historycznym i systemom sprawowania władzy. W jej obecności jest jakieś przeklęte fatum, którego na stałe pozbyć się ludzkość nie potrafi. Myślę tu o takiej skrajnej biedzie zagrażającej biologicznemu życiu człowieka. Żaden z przepraktykowanych systemów ekonomiczno-politycznych nie zakładał planowo jej istnienia a zawsze się pojawiała i pojawia do dziś. Jest jakąś niezamierzoną skazą na wszystkich systemach regulacji porządku prawno-ekonomicznego społeczeństw. Nie wypada dać posłuchu i legitymizacji przekonaniu, iż musi być zawsze obecna w życiu ludzi a jest. Co z nią począć?

Chyba żaden z systemów filozoficznych, politycznych, społecznych, religijnych, nie zakłada deklaratywnie nierówności ludzi przy korzystaniu z dóbr naszej ziemi. Nie ma chyba jednej ogólnie stosowanej definicji biedy na świecie i w Polsce. Ja widzę takie jej odmiany:
- gdy pewne grupy ludzi nie mogą osiągnąć minimalnego poziomu biologicznej egzystencji,
- gdy pewne grupy społeczeństwa żyją na marginesie dostępu do pewnych dóbr,
- gdy pewne grupy społeczne nie mają zdolności do większego udziału w dobrach,
- gdy pewne grupy żyją na marginesie ludzkich osiągnięć organizacji życia codziennego.
Najgorsza jest ta pierwsza.

Dalej nie będę filozofował, by się nie pogubić w ważnej dla ludzkości dziedzinie życia. Zejdę niżej do biedy, którą widzę na co dzień wokół siebie, którą widziałem przed pół wiekiem.

Pamiętam z mego miasta, z mej dzielnicy obrazy biedy w okresie powojennym. Miasteczko górniczo-hutniczo-rolnicze ze wszystkimi jego cechami dobrymi i złymi. Wojna pozbawiła ludzi ich dobytku, domów, opiekunów i znaleźli się w biedzie. Niezasłużonej.

Pamiętam zbieraczy węgla z hałd kopalnianych. Mieszkałem przy trasie ich przejazdu z wózkami węgla. Ten węgiel był im potrzebny do ogrzania mieszkań, ale i był sprzedawany dla uzyskania pieniędzy na życie. Umęczeni i umorusani często pukali do drzwi naszego mieszkania z prośbą o kawałek chleba. W pamięci pozostały mi twarze często nas odwiedzających żebraków. W tym czasie powojennym było to uzasadnione, ale i wstydliwe dla tych biednych. Potem zjawisko żebractwa dostrzegalnie się traciło. Pozostało tylko szczątkowo jako żebranie w pewnych okresach i miejscach.

Teraz obserwuję nawrót tego żebractwa jako widocznego liszaju na światłym organizmie społeczeństwa XXI wieku. Czemu tak się dzieje? Czy jest to zamierzonym efektem sprawowania władzy przez coraz świetlejsze grupy polityczne? Chyba nie! Jak by nie było, jest to najbardziej wstydliwym objawem dzisiejszego życia. Świat uczynił w niebywale krótkim czasie wielki postęp naukowy, technologiczny, organizacyjny, a zapomniał o życiowych potrzebach ludzi biednych.

Nie mogę ukryć w sobie uczucia wielkiego zażenowania i wstydu gdy:
- do mnie wychodzącego z samochodu podchodzi dziecko proszące o chleb lub parę groszy na jego kupno,
- do mego mieszkania dzwoni mężczyzna z reklamówką prosząc o to co wyżej,
- gdy widzę w telewizji obrazy bezdomnych koczujących w piwnicach i kanałach.

Dziś takie sceny, gdy człowiek szykuje się do podróży w kosmos? Dziś, gdy buduje się instytucje mające ze swego nadania świadczyć pomoc ludziom, a wyglądają jak pałace lśniące przepysznym wystrojem? Dziś, gdy usta polityków są pełne frazesów o ich służebności względem ludzi? Wydaje mi się, że pomylono kierunki rozwoju ludzkości.

Co Wy, Szanowni Czytelnicy mych smutnych myśli, sądzicie w tej sprawie?