sobota, 8 stycznia 2011

Rozmyślania nad biedą

Bieda jest chorobą trapiącą ludzkość od zarania. Zawsze była obecna wszystkim czasom historycznym i systemom sprawowania władzy. W jej obecności jest jakieś przeklęte fatum, którego na stałe pozbyć się ludzkość nie potrafi. Myślę tu o takiej skrajnej biedzie zagrażającej biologicznemu życiu człowieka. Żaden z przepraktykowanych systemów ekonomiczno-politycznych nie zakładał planowo jej istnienia a zawsze się pojawiała i pojawia do dziś. Jest jakąś niezamierzoną skazą na wszystkich systemach regulacji porządku prawno-ekonomicznego społeczeństw. Nie wypada dać posłuchu i legitymizacji przekonaniu, iż musi być zawsze obecna w życiu ludzi a jest. Co z nią począć?

Chyba żaden z systemów filozoficznych, politycznych, społecznych, religijnych, nie zakłada deklaratywnie nierówności ludzi przy korzystaniu z dóbr naszej ziemi. Nie ma chyba jednej ogólnie stosowanej definicji biedy na świecie i w Polsce. Ja widzę takie jej odmiany:
- gdy pewne grupy ludzi nie mogą osiągnąć minimalnego poziomu biologicznej egzystencji,
- gdy pewne grupy społeczeństwa żyją na marginesie dostępu do pewnych dóbr,
- gdy pewne grupy społeczne nie mają zdolności do większego udziału w dobrach,
- gdy pewne grupy żyją na marginesie ludzkich osiągnięć organizacji życia codziennego.
Najgorsza jest ta pierwsza.

Dalej nie będę filozofował, by się nie pogubić w ważnej dla ludzkości dziedzinie życia. Zejdę niżej do biedy, którą widzę na co dzień wokół siebie, którą widziałem przed pół wiekiem.

Pamiętam z mego miasta, z mej dzielnicy obrazy biedy w okresie powojennym. Miasteczko górniczo-hutniczo-rolnicze ze wszystkimi jego cechami dobrymi i złymi. Wojna pozbawiła ludzi ich dobytku, domów, opiekunów i znaleźli się w biedzie. Niezasłużonej.

Pamiętam zbieraczy węgla z hałd kopalnianych. Mieszkałem przy trasie ich przejazdu z wózkami węgla. Ten węgiel był im potrzebny do ogrzania mieszkań, ale i był sprzedawany dla uzyskania pieniędzy na życie. Umęczeni i umorusani często pukali do drzwi naszego mieszkania z prośbą o kawałek chleba. W pamięci pozostały mi twarze często nas odwiedzających żebraków. W tym czasie powojennym było to uzasadnione, ale i wstydliwe dla tych biednych. Potem zjawisko żebractwa dostrzegalnie się traciło. Pozostało tylko szczątkowo jako żebranie w pewnych okresach i miejscach.

Teraz obserwuję nawrót tego żebractwa jako widocznego liszaju na światłym organizmie społeczeństwa XXI wieku. Czemu tak się dzieje? Czy jest to zamierzonym efektem sprawowania władzy przez coraz świetlejsze grupy polityczne? Chyba nie! Jak by nie było, jest to najbardziej wstydliwym objawem dzisiejszego życia. Świat uczynił w niebywale krótkim czasie wielki postęp naukowy, technologiczny, organizacyjny, a zapomniał o życiowych potrzebach ludzi biednych.

Nie mogę ukryć w sobie uczucia wielkiego zażenowania i wstydu gdy:
- do mnie wychodzącego z samochodu podchodzi dziecko proszące o chleb lub parę groszy na jego kupno,
- do mego mieszkania dzwoni mężczyzna z reklamówką prosząc o to co wyżej,
- gdy widzę w telewizji obrazy bezdomnych koczujących w piwnicach i kanałach.

Dziś takie sceny, gdy człowiek szykuje się do podróży w kosmos? Dziś, gdy buduje się instytucje mające ze swego nadania świadczyć pomoc ludziom, a wyglądają jak pałace lśniące przepysznym wystrojem? Dziś, gdy usta polityków są pełne frazesów o ich służebności względem ludzi? Wydaje mi się, że pomylono kierunki rozwoju ludzkości.

Co Wy, Szanowni Czytelnicy mych smutnych myśli, sądzicie w tej sprawie?

1 komentarz:

  1. Z tym żebractwem różnie jest . Wczoraj podeszła do mnie starsza kobieta prosząc z płaczem o dwa złote , bo jest głodna i chce sobie coś kupić do jedzenia . W kieszeni miałam złotówkę , więc jej dałam . Gdy przeszłam kilka kroków - podeszła inna pani i powiedziała , że to była jej sąsiadka , która ma na pewno większą emeryturę niż ja . A takie żebranie to sposób na zarobienie większych pieniędzy .
    I jak wierzyć ? Kto kłamie , a kto mówi prawdę ?

    OdpowiedzUsuń