Siedzę sobie sam w towarzystwie moich myśli i filiżanki kawy we wczesny poranek dnia wyborczego. Cóż to się dzisiaj stanie? Ano wybierzemy nowy komplet zarządców naszego życia powszedniego. Takie będzie to życie jaki będzie ten komplet.
Byłem swego czasu radnym w mej miejscowości, a wcześniej przez wiele lat interesowałem się pracami każdego kompletu radnych i władz miasta, i robię to do dziś. Nasuwają mi się pewne wnioski i są smutne. Otóż w miarę upływu czasu działania tych kompletów są w coraz rosnącym stopniu naznaczane walką naszych "wybrańców" między sobą. Cała ich energia idzie w organizowanie tej walki zaczynającej się już wcześniej w okresie tzw. kampanii wyborczej, którą nazwałbym raczej "okresem tworzenia się hord zespolonych głównie nienawiścią do inaczej myślących i wspólnotą celu jakim jest zdobycie władzy". To zdobycie władzy staje się celem samym w sobie. Przypominają mi się słowa prominentnego polityka czerwonych lat: "Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy!". Zapominają, iż są powoływani - przez nas wyborców - do działań na rzecz rozwiązywania problemów społecznych. Ich satysfakcja z posiadania władzy jest dla nas wyborców rzeczą mało ważną, bo nie o ich satysfakcję nam chodzi, a o ich skuteczność w działaniu. Ze smutkiem konstatuję, iż napięcia walki tych hord przeradzają się we wzajemną nienawiść, która kreuje wzajemną nienawiść w części bezrefleksyjnego odłamu społeczeństwa. Takie sianie nienawiści powoduje przekonanie o (jakoby istniejącym) podziale społeczeństwa na prawdziwych i nieprawdziwych Polaków. Wydaje mi się to jakąś zbiorową hipnozą. Przecież jesteśmy w znakomitej większości społeczeństwem katolickim, wyznającym zasady dekalogu, który potępia nienawiść nakazując kultywowanie miłości bliźniego w jednym z najważniejszych przykazań. Co się to porobiło?
Co, a bardziej kto to wprowadza? Wy - szanowni czytelnicy mych myśli - wiecie i ja wiem. To elity polityczne wszystkich barw ostatnich lat. Przykład idzie z góry. Jesteśmy narodem, który wielokrotnie w historii dał przykład skutecznego łączenia się w obliczu zagrożenia zewnętrznego. Skutecznie te zagrożenia odpieraliśmy, ale z chwilą odzyskania choćby tylko przyczółka wolności, wstępował w nas demon niezgody i budować, pracować od podstaw nie potrafiliśmy. Co za fatum nas wiedzie? Jak odwrócić ten szkodliwy trend?
Może trzeba zwrócić się do czołowych haseł polskiego pozytywizmu. Pozytywiści rozumieli konieczność pracy na rzecz najbiedniejszych i najbardziej upośledzonych warstw narodu, które mając możność pełniejszego włączania się w struktury społeczne, swoją pracą pomnożą bogactwo ogólnonarodowe. Sięgnąć trzeba do zajmujących miejsce u podstaw społeczeństwa, do warstw wykształconych, a mamy ich w dużej ilości dzięki wysokiemu dziś stopniu scholaryzacji. Tu wielkim cieniem kładzie się potwarz rzucona na nasz naród przez prominentnego dziś polityka słowami o wykształciuchach. Już tę pogardę przeżyliśmy, jak wspomnimy sobie słowa nienawistne wypowiedziane przez równie prominentnego polityka czerwonego okresu, niejakiego Wiesława. Jego niechęć do inteligencji była jedną z przewodnich myśli jego polityki. Pamiętna jest jego nienawiść m.in. do: Pawła Jasienicy, Adama Michnika czy Leszka Kołakowskiego. Moim zdaniem, jeśli dziś jakiś polityk emanuje nienawiścią do innych polityków na publicznych forach, to sam skazuje się na banicję z obszaru publicznego.
Chciałbym doczekać czasów, gdy merytoryczna, rzeczowa i inteligentna rozmowa zastąpi słyszane dziś między politykami nieetyczne, prawie wulgarne ujadania. Myślę jednak tak jak koryfeusz polskiej myśli politycznej Leszek Kołakowski, że żyjąc w kraju chrześcijańskim, doświadczymy siłę tego chrześcijaństwa, która objawi się w świadomości społecznej umiejętnością budowania zapór przeciwko nienawiści. Bo, zaiste sama wiara w Jezusa - odkupiciela byłaby próżna i martwa, gdyby nie pociągała za sobą rezygnacji z motywu nienawiści, zgodnie ze słowami powtarzanymi w codziennej naszej modlitwie Pańskiej: "odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".
Zamykam stronę i idę w kierunku urny, by swoją małą mocą oddanego głosu, chociaż iluzorycznie wziąć udział w narodowej debacie. Życzę wszystkim doskonałych wyborów!
J u r g i s
I wyszło jak wyszło . Cieszyć się lub płakać ? Oto jest pytanie .
OdpowiedzUsuń