niedziela, 19 września 2010
Taki sobie zakład z sobą samym
Jestem pewien tego, że gdyby dyskutowano kierunek obrotu ziemi, wschodu i zachodu słońca, to w stosunku do racji absolutnych ich zdania będą przeciwne. Każdy z uczestników rozmowy, wywiadu, panelu, prezentowałby z oczywistą oczywistością zdanie zdecydowanie przeciwne do swego interlokutora. Inaczej przecież nie wypada. Prowadzący dyskusję dziennikarz nie zawsze panuje nad tokiem rozmowy, bo jest stawiany przez uczestników jako trzecia strona i to przeznaczona do dezawuowania każdego zdania. Pod znakiem zapytania stawiam powagę i rzetelność wypowiedzi wszystkich stron. Pełna zabawa! Otóż, jaki byłby los w życiu politycznym uczestnika spotkania medialnego, gdyby poparł publicznie zdanie wyznawcy innej ideologii partyjnej? Łatwo to przewidzieć: rozmowa dyscyplinująca z szefem partii, zawieszenie w prawach członka i odsunięcie od wszelkich możliwości reprezentowania zdradzonej opcji partyjnej.
Jak pamiętam z ostatnich lat zakończenia coraz ochoczo kreowanych Komisji Sejmowych, to żadna konkluzja – wynik prac tych komisji nie był przyjmowany demokratycznie przez wszystkie partie polityczne. Głośne ostatnie bolesne dla całego narodu śledztwo nie będzie zakończone żadną konkluzją znajdującą aprobatę lub tylko zrozumienie u wszystkich opcji. Odnosząc taki styl, sposób postępowania na mój prywatny grunt życia rodzinnego, to powiem, że moja rodzina, gdyby w niej nie można przyjąć wspólnego zdania w kwestiach zasadniczych, już by dziś nie istniała i miliony jej podobnych. A teraz moje marzenie. Marzy mi się aby wybrani w wyborach pomazańcy narodu swe wysiłki kierowali na załatwienie ważnych spraw życiowych nas wyborców, a nie na niszczące walki polityczne o swe partykularne racje. Marzenie ściętej głowy!
Dziękuję za cierpliwe wyczytanie mych myśli kosmatych.
wtorek, 14 września 2010
Rachunek porównawczy
Z racji mego wieku - w ilości 3/4 lat, które prawdopodobnie będą mym czasem osobistym - ochłonąłem już z emocji właściwych młodemu i średniemu wiekowi ludzi, pozwalam sobie na kontemplacyjne podejście do zjawisk życia codziennego. Dokonuję sobie swoistego rachunku porównawczego tych zjawisk, choć nie wiem czy istnieje taka dziedzina mej ulubionej nauki - matematyki. Wiem, że jest rachunek prawdopodobieństwa, rachunek różniczkowy, rachunek ekonomiczny, rachunek statystyczny i jeszcze wiele innych rachub. Wiele dziedzin nauki i techniki obrazuje swoje dokonania metodami właściwymi matematyce. Są przez to bardziej przystępne do zrozumienia. Sądzę, że wszystkie dokonania ludzkie mogą znaleźć swój obraz matematyczny. Ba, nawet – tak z pozoru niematematyczna – muzyka daje się wyrazić zapisem matematycznym w powtarzających się w melodiach funkcjach i akordach. Wielki prekursor nauki i sztuki Leonardo da Vinci zapisał w swym "Traktacie o malarstwie" słowa takie, iż żadne ludzkie dokonania - jeśli chcą być uznane za naukowe - nie mogą być prawdziwą nauką, jeśli nie dadzą się zademonstrować matematycznie. Mamy przeto takie dziwy naukowe jak: lingwistyka matematyczna, matematyczna teoria gier liczbowych, matematyka politologiczna i bardzo na dziś przydatna - w dobie demokratycznych przesileń - matematyczna teoria głosowań wyborczych. Ciekawe, co? Politycy do tablicy! Wracając do moich przysłowiowych baranów, wymyśliłem sobie mój – całkiem prywatny - rachunek porównawczy zjawisk społeczno-politycznych w szerokiej palecie ich odmian i czasu historycznego. Tak na początek porównuję sobie uzysk jaki jest wynikiem wielkich i małych ruchów społecznych, zwanych fachowo przez politologów i historyków rewolucjami, powstaniami lub innymi formami buntu przeciw doznawanej krzywdzie. Pierwszym powodem inspirującym inicjatorów buntów społecznych jest zawsze rachuba na poprawę ich sytuacji społecznej, materialnej, narodowościowe. Najdawniejszym historycznie udokumentowanym społecznym buntem w randze powstania było powstanie niewolników znane pod nazwą Powstania Spartakusa. Pierwszym powodem jego zawiązania było dążenia do wyzwolenia z niewolnictwa, inaczej jego zniesienia. Znamy cenę tego powstania, jego historię, ofiary tysięcy ludzkich istnień po obu stronach. Czy niewolnictwo zostało zniesione za sprawą tego powstania? Otóż nie. Miało ono swój czas w roku 72 p.n.e., a niewolnictwo prawnie zostało dopiero zniesione w wiekach średnich w epoce Oświecenia. Narody i społeczności musiały dojrzeć do takiej wielkiej zmiany społecznej. Całkowitego i zupełnego stosunku podległości jednych grup społecznych innym nie dokonano. Przybrało ono tylko przez pańszczyznę i kolonizatorstwo inne formy. Trochę łagodniejsze. Więc stosując moją metodę rachunku porównawczego - porównując ofiary śmierci i męczeństwa uczestników powstań - wychodzi nam brak uzysku w postaci całkowitej wolności i równości. Nie mam żadnych kompetencji do oceny zasadności zamysłu i sposobów walk powstańczych, ale całkowitego efektu brak. Nie ośmielę się też wysunąć myśli iż powstania były niesłuszne i niepotrzebne. Były konieczne jako elementy ewolucji społeczno-politycznej. Przypomnijmy sobie, że uwłaszczenie w Królestwie Polskim, na ziemiach z zaboru pruskiego, w Galicji (a od 1861 roku w Rosji) następowało nie przez dziedziców, ale przez (zaborczą) władzę państwową. Tu zaś nowy ambaras, bo duże części naszych ziem wpadły pod obce panowanie. Zaś zasadne i konieczne stały sie powstania norodowo-wyzwoleńcze. Znamy ich historie nader dobrze. Czy wszystkie doprowadziły do całkowitego zrzucenia obcych jarzm?
Wielkie ofiary naszych praojców powstańców a wolność nie była całkowita. Znów z mego rachunku wychodzi brak uzysku. Smutno mi. Spójrzmy na wschód; nasi bracie słowianie ruscy, gdy dojrzeli narządzili WRP. W euforii z wielkimi ofiarami zrzucili okowy caratu i... i wpadli z deszczu carskich ukazów i zsyłek pod bolszewicko-komunistyczne rynny krwawego deszczu. Znów nie ma oczekiwanego całkowitego wyzwolenia. Moje porównanie wypada na minus. Zróbmy jeszcze jeden krok w lata nam przytomne. Rewolucja styropianowa zapoczątkowana skokiem przez mur stoczni tego tam, no wiecie. Pozostaję z wielkim uszanowaniem dla Jego dokonań. Potem walka w obronie Związków Zawodowych, wygrana w pełni i wielce dziś sławiona. Mamy Wolne i Niezależne! Kiedyś 10-milionowe, dziś stopniałe do 1/5. Mamy obecny już kiedyś na naszej ziemi kapitalizm i wolność związkową objawiającą się tym, że wolno je zakładać tam gdzie właściciel wyrazi na nie zgodę. Jaki bilans?
Dopiszcie sami: ......................................................................................................
A dobry Panbóg się z za chmurki śmieje z naiwności narodu wybranego. Nic z tego nie rozumiem. A Wy?
Proszę miłych gości o wyprowadzenie mnie z tej rozterki duchowej.
czwartek, 9 września 2010
Dlaczego założyłem sobie „BLOGA"?
Otóż mam taką niezdrową potrzebę interesowania się życiem polityczno-społecznym kraju, co w moim (czasem pokrętnym) widzeniu świata sparafrazowałem sobie na życie polityczno- komiczne. Z natury swego charakteru podchodzę do wszystkich spraw naszego życia z dozą komizmu. Dokładniej, szukam w każdej sprawie niezamierzonego przez inicjatorów sprawy -komicznego pierwiastka. Z pełnym jednak uszanowaniem dla poważnych wydarzeń dziejących się w życiu, a szczególnie spraw łączących się z bólem i krzywdą ludzką. Poza nimi pozostaje mi bardzo szeroki skrawek naszego życia, w którym sobie buszuję jak ten w zbożu. Moje codzienne wizyty w cudownym ogrodzie życia rozpoczynam od czytania newsów w prasie, oglądania info w tv i internecie oraz słuchania radia.
Pierwszy temat, na który nieuchronnie się natykam, to polityka. W moim mniemaniu to jest (powinno być) uczciwym działaniem na rzecz rozwiązywania problemów szerokich rzesz społeczeństwa. Do tego w naszej rzeczywistości politycznej i ustrojowej przeznaczeni są politycy, jako Ci wybrańcy narodu. My, naród, ich wybieramy. Dobrze by było, byśmy wybrali najlepszych. Ba! Jak się o tym przekonać? Owszem prezentują nam się w tzw. kampaniach wyborczych, jak kandydatki na misski na wybiegu scenicznym. Z doświadczenia wiemy jednak jaka ta prezentacja jest nieszczera, kłamliwa. Pełna swoistej mimikry i ukrywania swoich rzeczywistych intencji zajmowania się polityką. Obserwuję sobie potem tych „wybrańców narodu" i zaczyna mi się dobra zabawa. Nie będę tu podawał żadnych konkretnych obserwacji z nazwiskiem rzeczonego „wybrańca", bo mam w sobie instynkt zachowawczy i samoobronny, by nie znaleźć się na smutnej ławce „obskarżonych" (błąd zamierzony).
W dalszym uzasadnieniu założenia bloga chcę w nim zestawiać różne fakty i wydarzenia z ich pierwotnymi oczekiwaniami. Dla wyjaśnienia tej mej konstrukcji myślowej podam taki przykład. Ta rewolucja „styropianowa" zapoczątkowana na północy Polski, jako główny powód głosiła obronę Związków Zawodowych i Robotników. Szczytny cel. A jaka jest dziś kondycja tych dwu podmiotów? Otóż - moim zdaniem - ZZ odgrywają coraz mniejszą rolę w życiu i robią dobrze tylko samemu aparatowi związkowemu. W wielu przedsiębiorstwach za samą myśl założenia ZZ traci się pracę. Robotnicy stracili status podmiotu a stali się przedmiotem do wyzysku.
Może nie mam racji i moje widzenie świata naszych dni jest prymitywne lub jakoś tendencyjne do upatrywania złych cech? Może tak być. Myślę, iż czytelnicy mego bloga odezwą się i skorygują mój światoogląd. Nie uzurpuję sobie prawa i umiejętności prawidłowego odczytywania sensu obserwowanych zjawisk życia naszego powszedniego. Odżegnuję się już na początku, i to solennie od zabarwienia mych myśli jakąś nienawiścią do osób i grup, których działania będę sobie analizował.
Jestem chrześcijaninem, katolikiem i staram się postępować zgodnie z dekalogiem, jednak bez przechyłu w stronę dewocji, bez oszołomstwa i zawsze – w miarę swych zdolności umysłowych - zważając na właściwe rzeczy miejsce. Mam nadzieję na wielkie korzyści, jakie będą mym udziałem w kontakcie z mądrością P.T. wielkiej zbiorowości internetowej. Do wszystkich spraw tego i tamtego życia (po śmierci) podchodzę z dystansem oraz z lekkim zabarwieniem satyrycznym, ale bez urażenia czci rzeczy jej godnych. Tyle tytułem mego ekspoze na początku blogowania.
P.S. Cieszę się, że został wymyślony BLOG jako swoisty światowy Hyde Park, tylko żal mi, iż jestem zbyt wcześnie urodzony.
Do miłych spotkań!