poniedziałek, 16 marca 2015

Czy to już jest zawłaszczanie?


Chcę się podzielić z Szanownymi Czytelnikami rodzącymi się w mej
głowie wątpliwościami dotyczącymi tzw. sfery publicznej w naszym kraju - Polsce.
Zdefiniuję użyte określenie: sfera publiczna.
SP to przestrzeń, w której może się realizować uczestnictwo obywateli w kształtowaniu wspólnych norm poprawnego działania. Są i inne określenia tej sfery.
Mnie zainteresował pewien wycinek tej sfery jaki każdy z nas obserwuje na co dzień
przemierzając ulice swego miejsca zamieszkania; miasta, miasteczka, osiedla.
Chodzi mi o zmiany jakie w wyglądzie naszych miast wywołuje żywiołowo rozwijający się sektor handlu i usług. Martwi nas zanik dawnej przedsiębiorczości
naszego kraju w zakresie przemysłu ciężkiego i lekkiego. Natomiast nie wiem, czy
mamy się cieszyć z dziko rozwijającego się handlu i usług, czego widocznym znakiem są tysiące „świątyń marketowych”. Wprowadziłem takie określenie dla
supozycji mych wątpliwości i obaw niżej określanych.
Handel w Polsce, albo już całkowicie przeszedł w obce ręce, albo wnet taki stan osiągnie. Mimo mego czarnowidztwa użyję ociupiny mego trochę satyrycznego
sposobu myślenia i powiem, iż niedługo już doczekamy się takiego ”szczęścia”,
iż nie będziemy musieli w Polsce nic robić. Wpierw dlatego, iż tej roboty nie będzie,
a potem dlatego, że wszystko potrzebne nam do życia zrobią nam ludzie z innych
krajów, innych kontynentów. Już dziś na każdym gadżecie jest małymi bukwami
dopisek: Made in … tu proszę sobie dopisać nazwę kraju z encyklopedii
geograficznej. Kiedyś bolało nas, że na wyrobach polskich był (żartobliwy) dopisek:
Made in USSR. Ale przy ich produkcji pracował polski robotnik, technik, inżynier
itp. zanikające profesje.
Co było gorsze? Tamto  medowanie, czy obecne.
Dalej popłaczę. W ślad za tymi gadżetami bezcłowo importowane są do naszego kraju nazwy tych gadżetów (obowiązkowo!) w obcym języku.
Rozglądam się - nierozumiejącym sytuacji wzrokiem - po wystroju szyldów i napisów obcojęzycznych. Dobra! (niepoprawny stylistycznie zwrot). Aplikują nam
darmową, obowiązkową lekcję języków obcych, z przewagą mowy albionu.
Te napisy szyldowe i logowe mają nas zachęcić do kupowania tych obco zwących się gadżetów. I tak czynimy. Jest to działanie podprogowe - ścigane przez prawo.
Mam pytanie do Was, bywających w innych krajach: czy widzieliście gdzieś na ulicy
zagranicznej jakieś polskie napisy reklamowe?
Uprzedzam możliwy w tym miejscu zarzut: bo, Polska nie ma co oferować.
                                                                Moja riposta
A kto nam pozamykał prawie wszystkie polskie fabryki od stoczni do koszul wólczańskich? Czerwony Brat? Czy niebieska Siostra?
Zostawiam sobie ten temat na inny czas.
Te udane podchody obcej gadżetosfery (mój wymysł niepoprawny) z ich nazwami
zawładnęły naszą rodzimą przestrzenią. To również jest przestrzeń naszej tożsamości
kulturowej.

Pamięta ktoś, że na naszych ulicach obecni byli: rzeźnik, piekarz, szewc, krawcowa, AGD, hydraulik, (ten wyjechał do żabojadów), mleczarnia. No, resztę dawnych nazw dopiszcie sobie sami: np. selbstbedinung, self-service, libre-service.

Czy to, co skrótowo i może trochę naiwnie wyżej opisałem jest już zamachem na
nasze rodzime składniki kultury, obyczaju, tożsamości, historii?
Pomyślmy z odrobiną sentymentalnego zastanowienia.
Będę już kończył, bo słyszę z dołu zaproszenie żony: to sit down to table.
Pewnie mnie poczęstuje frytkami, hamburgerem, który zapiję coca-colą, potem na
deser dostanę pop-corn, pudding, żabie nóżki. Zrobię sobie selfie i Wam pokażę.
A o schabowym, roladach, śląskim żurze, to sobie w cichości żołądka tylko pomarzę.
Czy coś zostanie z polskich atrybutów dawnej rzeczywistości?
Może tylko flaga i hymn? Oby nie przetłumaczony na obcą mowę. Amen!

Proszę Was! Przekonajcie mnie, że nie mam racji i nie muszę się bać patyczkowania
z ryżem.

środa, 4 marca 2015

Inspiracja rozwoju świata

  Moje nieśmiałe ( może naiwne?) przemyślenia nad urządzeniem naszego świata.
Obserwując ostatnimi laty systemy rządzenia w moim kraju i w innych, dochodzę
do smutnego wniosku, iż żaden system nie dał ludziom pełni zadowolenia,
o szczęściu nawet nie marząc.
Wszystkie systemy są powinowatymi partii politycznych, które zdegenerowały się
i mało różnią się od mafii. Mocne słowo, co ? Takimi mi się jawią. Głównym ich celem- skrywanym za gęstą woalką kłamliwej ideologii - jest zdobycie władzy dla swej partii a w efekcie zdobycie wielu apanaży materialnych i pozamaterialnych przez członków tych partii.
Partie w takiej postaci jakie mamy teraz powinny zniknąć z życia publicznego.
Zdaję sobie sprawę z światoburczości tej propozycji. Może jeszcze musi upłynąć jakiś czas przykrych doświadczeń z tymi partiami. Zło musi sięgnąć dna.
W działalności znanych nam typów partii politycznych zawsze dominował wpływ
osobowych charakterów wybranych królów, prezydentów, kanclerzy, posłów, senatorów, liderów partyjnych, prezesów wielkich korporacji i wszelkiej maści bossów.
Negatywne cechy w/w zawsze dawały o sobie znać niskim poziomem etycznym,
nepotyzmem, parciem na władzy posiadanie i najbardziej prymitywnym dążeniem
do nieuczciwego bogacenia się. Znamy takich historii na pęczki.
Nowoczesny charakter rządzenia państwem ( krajem) musi -w dzisiejszych czasach
wyższej świadomości społecznej - być oparty o inne zasady.
Chcę poddać dyskusji inną filozofię rządzenia wielkimi społecznościami ludzkimi.
Myślę sobie, iż w dzisiejszej dobie system zarządzania powinien być oparty na
maksymalnej liczbie informacji uzyskanych od ogółu obywateli danego państwa.
Jest to możliwe obecnie gdy rozwój technik informatycznych jest wysoki i nadal
jest stale udoskonalany.
Tradycyjne preferowane dziś systemy wyboru polityków do sprawowania władzy powinny być zastąpione utworzeniem kadencyjnego gremium, którego w tej chwili nie potrafię jeszcze nazwać, bowiem takowe nie istnieje jeszcze w świecie.
Gremium to, dysponując maksymalną liczbą informacji uzyskanych od obywateli
danego kraju a dotyczących ich potrzeb życiowych, oczekiwań, i marzeń możliwych
do spełnienia w oparciu o realny poziom rozwoju tego kraju, kreowało by jego politykę społeczno-gospodarczą.

Działające dziś Ośrodki Badania Opinii Społecznych musiały by się udoskonalić
w oparciu o informatyczne osiągnięcia techniki komputerowej.
Nie jestem informatykiem i nie potrafię wyspecyfikować sposobów i metod uzyskiwania tej szerokiej informacji. Rozwijająca się technika informatyczna podoła jednak takiemu wyzwaniu.
Takie gremium, którego adekwatną nazwę trzeba dopiero wymyślić, dysponując potężnym zasobem informacji mogło by trafniej realizować potrzeby danej grupy obywateli swego kraju. Może to być coś na kształt jakiejś kapituły, ale musi być
założona konieczna kadencyjność jej członków by nie popadali w przekonanie długiego trwania ich władzy, która raczej powinna być służbą dla narodu.
Musi powstać taka sytuacja, iż całym krajem zarządza cała społeczność.
Czy jest to możliwe?
Moim zdaniem – TAK !
Na uzasadnienie mej wiary przytoczę znany mi i Wam – Szanowni Interlokutorzy-
przykład z zarządzania w społeczności owadziej. Jako pszczelarz amator wybrałem
właśnie mały kraik położony geograficznie na łące w mym ogrodzie.
Zwyczajowo uważa się, iż w ulu rządzi Królowa/Matka. W pewnym obszarze jej działania w istocie tak jest. Ale zdarza się, że Matka ginie w oblocie godowym, lub dożywa swego wieku i w ulu nastaje bezkrólewie. Matka Natura przewidziała taki przypadek i wówczas cała społeczność pszczela tworzy nową Matkę/Królową.
Dokonuje się to przez odpowiednie postępowanie z jajeczkiem, czerwiem istniejącym w ulu. Polega to w prostych słowach na odpowiednim karmieniu
i pielęgnacji jajeczka wykonywanym przez pszczoły robotnice.
Rodzi się nowa Królowa i życie pszczelej rodziny jest kontynuowane.
Ta i inne decyzje są podejmowane przez całą społeczność pszczelą.
Wspaniałe rozwiązanie ! Nie ma kampanii wyborczej, nie ma wyborów.
Nic prostszego dla ludzi jak podglądnąć przyrodę.
W przeszłości dziejów ludzkości takich podglądań było wiele i to z pozytywnym
skutkiem. Człowiek zawsze na podpatrywaniu natury korzystał.
Wymienię tylko kilka Wam dobrze znanych podpatrywań :
Pradziad Archimedes wykonując swe ablucje i zanurzając swe cenne ciało
w alabastrowej wannie nagle wyskoczywszy na posadzkę, krzyknął – EUREKA
i …. sformułował podstawowe prawo hydrostatyki.

Sir Isaac Newton leżąc pod jabłonią uderzony spadającym jabłkiem ….
sformułował prawo powszechnego ciążenia i wiele innych.
Jakiś inny myśliciel obserwując ptaki w locie dał podstawę lotom samolotów.
Jeszcze ktoś inny obserwując ryby w wodzie dał inspirację do budowy łodzi
podwodnych.
Wyżej wspomniany Isaac Newton obserwując załamujące się światło w kropelce wody ….. sformułował jedno z podstawowych praw optyki.

Wiele jest dowodów na korzyści dla człowieka, wypływające z obserwacji natury.
Żyjemy obecnie w dobie żywiołowego rozwoju informatyki i o jej korzyściach
dla naszego życia nie trzeba nikogo przekonywać. Dziś komputer jest prawie we wszystkich domach a z nim oczywiście wejście w światową sieć internetu.
To jest wspaniałe. Komputer jest rewelacyjnym urządzeniem.
Pomyślmy, co jest pierwowzorem tego powszechnego urządzenia? Hm?
Prosta odpowiedź : człowiek. Jego neurofizyczna konstrukcja.
Człowiek jest najdoskonalszym komputerem jaki stworzyła Natura.
Nasz mózg można przyrównać do twardego dysku komputerowego a wszystkie
połączenia nerwowe i anatomiczne do płytek z obwodami drukowanymi.
Ale wszystkich tajemnic budowy organizmu ludzkiego jeszcze nie poznano.
Ich właściwości są przed nami do odkrycia.
Jaka szkoda, że w skali naszego życia nasza bytność na ziemi jest zaledwie tylko
mgnieniem oka. Każdemu z nas przypadnie tylko poznanie niewielkiego fragmentu
tajemnic tego życia. Może wypowiem banał, ale człowiek jest trudniejszym obiektem do poznania niż kosmos.
Wracając do myśli przewodniej mego mędrkowania powiem, iż stworzenie
doskonalszego systemu polityki społecznej satysfakcjonującego, nie wszystkich,
ale większość populacji zbliży nas do skrywanego marzenia ludzkości zwanego
( umownie) szczęściem co jest spełnieniem zapowiedzianego przez naszego narodowego wieszcza stanu w słowach :
Razem młodzi przyjaciele!
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;

wtorek, 22 lipca 2014

Wakacyjne rozmyślania

Mamy czas wakacji, który wypada zająć sprawami lekkiej wagi, a tu życie
podłożyło nam bombę z niewiadomym finałem i z nieznaną siłą wybuchu
w sferze polityki i z pewnością zahaczającą o etykę, moralność i wartości
dla nas katolików ważne. No, myślę o tzw. aferze podsłuchowej.
Sprawa i szum wokół niej zainfekowały mnie bakcylem pewnego aspektu związanego z pojęciem z dziedziny informatyki jakim jest techniczny proces nagrywania. Perfekcyjność technicznych możliwości nagrywania wszystkich zdarzeń dźwiękowych i obrazowo-ruchowych jest dla mnie zachwycająca i przerażająca. Musimy sobie uświadomić – my korzystający z techniki informatyczno-komputerowej – iż żaden nasz najmniejszy ruch i wydany dźwięk nie zginie w nicości nieznanego nam świata. I tu dopadła mnie przerażająca świadomość, iż nasze, jakiekolwiek działania w życiu doczesnym zostaną gdzieś utrwalone. Przed podglądem ludzkich możliwości można by - póki co - jakoś się ukryć, ale przed Bożą wszechmocą nie jest to możliwe. Bóg jako sędzia najwyższy, gdy sądzić nas będzie po śmierci, jako ten Sędzia Ostateczny będzie miał o nas całe dossier, o które w kreacji świata zapewne zadbał. To jest pewne a wiemy to - my katolicy - z wielu
przekazów Pisma Świętego. Jako katolicy przyjmujemy to do akceptującej
wiadomości. I w dalszej samoświadomości musimy uznać, iż nic z myśli naszych
i postępków nie zniknie i zostanie zapomniane. O nie!
Nie odkrywam żadnych rewelacji, ale mówię (tu: piszę) to ku swej - przede wszystkim - przestrodze.  Nie mam zamiaru siebie i Was - drodzy czytelnicy - przerażać, ale są to moje konstatacje tak oczywiste i proste jak stwierdzenie, iż po nocy dzień nastaje. Nie należy też wpadać w irracjonalny strach, pomni tego, iż Bóg nas stworzył z miłości i nie po to by nas unicestwić.
Nasza wiara w potęgę Miłosierdzia Bożego jest naszą rękojmią i obroną przed samopogrążaniem się w rozpaczy.
I na koniec – mych myśli nieuczesanych - jeszcze jedno: Bóg wszystkie ludzkie
dokonania przewidział, co pamiętamy ze słów Pisma Świętego: rośnijcie
i rozmnażajcie się czyniąc sobie ziemię poddaną.
Techniki nagrywania też przewidział!

niedziela, 26 sierpnia 2012

Jak opanować totalne bezrobocie?



Największą chorobą społeczną obecnych czasów jest bez wątpienia – bezrobocie.
Wszystkie znane systemy polityczne i gospodarcze walczą z nią, ale bez znaczącego rezultatu pozytywnego. Na naszym polskim podwórku znany Wam i przeze mnie szanowany działacz związkowo - polityczny życie strawił na walce o prawo do pracy i prawa pracujących do godnej zapłaty za nią. Dziś skonsternowany rezultatami swej walki zrekapitulował osiągnięcie swego życia słowami:
 „I po co ja tę komunę obalałem?”
No właśnie skoro związki zawodowe są marginalizowane w życiu kraju, skoro:
Pracującym jest coraz gorzej,
Pracujących jest coraz mniej,
Procent bezrobocia jest dwucyfrowy,
Coraz bardziej wykształceni młodzi Polacy są bez pracy i widoków na godne życie,
Utrata pracy jest faktem tak łatwym i częstym jak pstryknięcie palcem,
Manipulacja okresem pracy jest perfidnym elementem politycznej walki,
to po cośmy tę komunę obalali?
Nic się już w tej materii nie wymyśli. Koło wymyślono już dawno temu. Spójrzmy na kwestię konieczności pracy w społeczeństwie inaczej. Czy wszyscy członkowie społeczności ludzkiej muszą pracować? Nie jestem politologiem ani socjologiem, nie studiowałem nauk społecznych, lecz w liceum byłem pilnym uczniem Pani wykładającej nam w ostatniej klasie przedmaturalnej podstawy logiki i przeto mam opanowaną umiejętność prostego logicznego myślenia. Jest taka trochę przewrotna, trochę kontrowersyjna i trochę satyryczna maksyma tej treści: „ jeśli nie możesz pokonać wroga, to przejdź na jego stronę”.
No właśnie, czy wszyscy ludzie muszą pracować? W dzisiejszych czasach gdy techniczne uzbrojenie procesów produkcji jest coraz bardziej finezyjne, zrobotyzowane, skomputeryzowane i zautymatyzowane - człowiecza praca jest w coraz mniejszym stopniu potrzebna. Do wytworzenia niezbędnych człowiekowi do życia środków jest zatrudnianych coraz mniej tych „człowieków”. Racjonalnym wydaje mi się zatrudnianie we wszelkich procesach produkcyjnych ludzi najbardziej predestynowanych do ich spełniania przy maksymalnym wykorzystaniu ich zdolności wrodzonych i nabytych. Właściwe narzędzia stosujmy do właściwych czynności. Korek z butelki da się wyjąć nożyczkami, ale istnieje korkociąg. Albo takie uzasadnienie mej myśli; czy wszyscy członkowie rodziny muszą być zatrudnieni by tę rodzinę wyżywić? Wydaje mi się, że nie muszą. Wystarczy praca ojca rodziny solidnie opłacona. Co? Co myślisz Szanowny Czytelniku mego bloga? Pozostaje jednak problem znalezienia sensownego miejsca w życiu dla pozostałych członków rodzin i członków wielkiej rodziny ludzkiej. Tego obszaru socjologii społecznej nie potrafię zadowalająco wypełnić rozsądnymi myślami i propozycjami. Dostrzegam w tym samokrytycznie moje ograniczenie. Na zasadzie prymitywnego gdybania roją mi się takie myśli, aby Ci niepracujący zajęli się samodoskonaleniem w wybranych dziedzinach ludzkich dążności poznawania świata, który to świat wydaje mi się największą nieznaną księgą, do której nikt nigdy epilogu nie napisze. Chciałbym na ten temat podyskutować z zainteresowanymi problemem Szanownymi Czytelnikami mego bloga.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Praca

„Cogito ergo sum”, "Je pense donc je suis", "I think, therefore I am" a w samej rzeczy znaczy: myślę, więc jestem! Więc ostatnio w bezsenną noc wymyślałem myśl (masło maślane, co?), iż praktyczno - moralny imperatyw, by wszyscy ludzie musieli pracować już się zdewaluował przy założeniu iż praca jest niezbędna dla pozyskania środków do życia. Przecież w rodzinie wystarczyło kiedyś (np. w dobie realnego socjalizmu i wcześniejszego patriarchatu), by pracował (polował) ojciec rodziny. Jego praca, dawniej upolowane mięso, dawały wszystkim możliwość zapewnienia środków do życia. A dziś w XXI-szym wieku, gdy postęp organizacyjno - produkcyjno - techniczny jest na bardzo wysokim poziomie – czy muszą wszyscy pracować? Tym bardziej iż wszystkie modele gospodarczo - polityczne świata borykają się z bezrobociem traktowanym jako liszaj na tkance społecznej. Obecnie stosowanymi zabiegami socjotechnicznymi nigdy tej choroby nie wyleczą. O nie! Wydaje mi się, iż wystarczyłoby do pracy, której efektem ma być produkcja
niezbędnych środków materialnych do fizycznego przeżycia, zatrudnić tylko wybraną, niezbędna liczbę ludzi, biorąc pod uwagę ich predyspozycje osobowe, umysłowe, fizyczne. Nie oznacza taki wybór tego, by reszta populacji wpadła w słodkie niemoralne nieróbstwo. Mogłaby się zająć działalnością związaną z niematerialnymi elementami życia człowieka. Specjalizowaniem się w rozwoju nauki, sztuki i jeszcze dziś niewymyślonych kierunków zainteresowań ludzkości godnych
polecenia. Dwucyfrowy procent bezrobocia jest powodem frustracji społeczeństw oraz ich rządzicieli - polityków. A gdyby tak połowie tych chorobliwie bezrobotnych nie kazać pracować, tylko podsunąć im inne paradygmaty zajęć nie produktywnych, ale pożytecznych. Co? Pomyślmy o takim kierunku walki z największą chorobą ekonomiczną dzisiejszych czasów. Jest taka niepisana zasada; iż jak nie możesz pokonać swego odwiecznego wroga, to...to przejdź na jego stronę. Co? Proste? Nie jest to najmądrzejsza myśl, ale dawniej człowiek leżąc na trawie pomyślał, iż chciałby latać jako ten ptak, który mu z góry narobił coś paskudnego na głowę. I ta głowa (nie jest udowodnione czy pod wpływem tego co zleciało z tego ptaka) wymyśliła samolot i inne takie podobne. Co? Tyle na dziś, bo myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, jeśli myślę, że myślę o myśli, to tylko myślę że myślę, ale myśleć nigdy nie myślę(Ha,ha,ha:-))

Emerytury

Nie mogę w sobie wygenerować jednoznacznego stanowiska w sprawie wieku emerytalnego dla Polaków. Mam za mało wiedzy w tej sprawie. Zostawiam to mądrzejszym ekonomistom i gerontologom.
Z czytanych kiedyś przedruków z prasy światowej zapamiętałem taką myśl ekonomiczno-finansową. Jest „oczywistą oczywistością”, iż jakikolwiek system kas emerytalnych generuje potężne zasoby pieniężne pochodzące od wpłat pracujących (przyszłych emerytów). Cóż się dzieje z tymi pieniędzmi? Ano dokładnie nie wiem, ale z pewnością nie leżą w trezorach bankowych. Natomiast są z pewnością w tych bankach takich instytucji jak, ZUS, Filar 1 lub 2 OFE. Leżącemu pieniądzowi nie należy pobłażać przez umożliwianie mu tego leżenia. Absolutnie! Trzeba go zmusić do pracy! Tą pracą jest mądre jego inwestowanie w sensowne i rentowne przedsięwzięcia. Przeto te wyżej wymienione instytucje powinny zatrudnić najwyższej wiedzy menagerów finansowych i nakazać im dokonywanie mądrych wyborów sfer inwestycyjnych. Tak się dzieje w bankach komercyjnych, prywatnych. Pierwszym bowiem celem każdego bankiera jest mnożenie pozyskiwanych od
ciułaczy pieniędzy. Ameryki tu nie odkrywam. Mądry bankier (choć nie zawsze uczciwy) robi wszystko co możliwe by się bogacić. Jest to zrozumiałe. Jeśli zaś tym właścicielem - bankierem są miliony uczciwie pracujących ludzi, to wielkim walorem etycznym jest dbanie o ich interes.
Złym jest system emerytalno - oszczędnościowy, który jest tylko kasjerem i całość wpływów (po odtrąceni swej prowizji) wypłaca na emerytury. Pieniądze odkładane przez długie lata przez pracujących muszą się mnożyć. Jest taka druga „oczywista oczywistość”, iż większa jest liczba wpłacających na fundusz emerytalny, niż pobierających po latach te świadczenia. Przecież nie zdarzyło się jeszcze by wypłacano emerytury nigdy nie pracującym. Natomiast część pracujących (czyt.wpłacających) umiera w czasie okresu pracy, lub krótko po rozpoczęciu okresu pobierania emerytur. Nadzwyczaj długo żyjących jest mały odsetek. A gdzie się podziewają ich wpłacane latami pieniądze? Czysty zysk dla ubezpieczycieli! Tak być nie powinno. Rozmawiałem przed laty z jednym Polakiem, który całe produkcyjne życie przepracował w USA. Teraz stać go na prawie coroczne wycieczki do kraju opłacane właśnie z pieniędzy zarobionych przez jego ubezpieczyciela w USA.
Te dolary, które ten Polak wpłacał przez lata nie leniły się, lecz pracowały na należny ubezpieczonemu zysk. O! Tak powinno być! Mamy z pewnością w kraju zdolnych ludzi, którzy podołają takim wyzwaniom.

sobota, 25 lutego 2012

Kolonia XXI-go wieku

Co znaczy słowo: K O L O N I Z A C J A ?
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.

Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.

Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.

Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.

By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.

Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.

Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.

Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.

Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.