sobota, 25 lutego 2012
Kolonia XXI-go wieku
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.
Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.
Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.
Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.
By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.
Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.
Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.
Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.
Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.
sobota, 7 stycznia 2012
Moje myśli nieuczesane (może niesłuszne?)
To co niżej chcę wyłożyć ma uzasadnienie w moich skromnych doświadczeniach i mych znajomych. Sprawa jest coraz bardziej widoczna i dotykająca boleśnie nieświadomych obywateli, do których ja należę. Otóż parę lat temu przy tankowaniu paliwa zagadnął mnie pewien młodzian przy kasie stacji benzynowej pytaniem; Czy zbieram punkty za zakup paliwa i czy nie skorzystam z jego propozycji uzyskiwania większej ich ilości przez
reprezentowaną przez niego firmę. Któż by nie chciał? Ja chciałem świadomie, nieświadomy podstępu jaki mi szykuje ten młodzian. Poprosił mnie grzecznie do stolika i zadał kilka pytań osobowo - adresowych grzecznie wypowiedzianych i tchnących obietnicą korzyści niewielkich. Złapał mnie, ponieważ jestem człowiekiem starszej daty wychowany w myśl zasad grzecznościowych i ufności ludziom. Podpisałem jakieś tam kilka druków z bardzo małymi czcionkami nie doczytawszy ich w szczegółach, ale aparycja i grzeczny ton rozmowy owego wysłannika (teraz użyję tego określenia) – piekła finansowego - uśpił moją czujność. Po dwu tygodniach dostałem obiecaną w rozmowie inną, nową kartę niby kartę na zbieranie punktów za zakup paliwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy przysłana karta okazała się Kartą Kredytową Banku... (z obaw niżej wyłuszczonych jego nazwy nie podaję). Posiadania Karty Kredytowej nie pragnąłem a nawet nie chciałem, lecz stałem się jej właścicielem. Jestem w wieku, w którym większych inwestycji i kredytów nie planuję, więc po co mi ta karta. Postanowiłem się jej pozbyć. Hm! Gorzka naiwności! Jak tego dokonać? Telefony pod podany numer firmy odbierał automat a nie żywy człowiek. Po kilku tygodniach poszukiwań natrafiłem na agendę wyżej niewymienionego banku, gdzie zastałem (O dziwo!) żywego człowieka. Moje z tym człowiekiem rozmowy nie umożliwiły mi oddania karty. I teraz zaczęła się jednostronna korespondencja z tym wyżej niewymienionym bankiem polegająca na otrzymywaniu kolejnych pism z satyryczną treścią. Jej sens satyryczny polegał na wzywaniu mnie do zapłaty za podjęte zobowiązania kredytowe na sumę 0, 00 złotych. (słownie: zerozłotych). Ponieważ taką sumą nie dysponowałem, więc nie mogłem jej zapłacić. Żarty się skończyły gdy dostałem wezwanie do zapłaty 30,00 zł. Za prowadzenie ,(za manie) konta kredytowego, z którego nie skorzystałem ani nie miałem najmniejszego zamiaru skorzystać. Taka wesoła korespondencja wiąże mnie z tym niewymienionym wyżej bankiem już ponad trzy lata. Nie widzę sposobu oderwania się od tych zażyłych kontaktów. Trwają dalej. Co bardziej mi nieżyczliwi znajomi prorokują mi, iż nadejdzie dzień sprawiedliwości, w którym zawita w mój dom komornik i zlicytuje mnie. Czyżby? To nie jest przesadna obawa, bowiem jeden mój nieżyjący znajomy dał się prawdopodobnie złapać na podobny haczyk. Po jego śmierci, jego córka znalazła kilka kredytowych kart, ale na nieszczęście zrealizowanych i musi jako nieświadoma spadkobierczyni spłacać odziedziczoną wartość ujemnego spadku. Myślę, iż wyżej nie wymieniony bank działał z całą świadomością na nieświadomych ludziach starszego wieku. Proponował im łatwe kredyty, którymi ich po prostu zwodził. Zapewne w całej aureoli polskiego prawa. To się może zwać; falandyzacją prawa. Co? Takich historii poznałem kilka. Emeryci, ludzie starsi o zakłóconej percepcji nowych przepisów i uregulowań bankowych są łatwym żerem dla takich banków. Strach się bać. Tak sobie myślę (może naiwnie?) czy nie dało by się powołać rzecznika poszkodowanych przez banki. Działania takie wydają mi się w charakterze kryminalnych działań. Jeszcze dziś świadomość polskiego społeczeństwa i jego liderów nie stanęła na poziomie percepcji sensu tych działań. Co będzie dalej? Socjologom jest zapewne znane pojęcie oddziaływania podprogowego na mózg ludzki. Czy to nie jest to? Wiadomo mi, iż Rząd Polski podpisał regulacje podobnych spraw w Oświadczeniu Rządowym z dnia 15 czerwca 1994 r do Konwencji Europejskiej w Strasburgu 5 maja 1989r. Szanowni czytelnicy mego bloga – zastanówmy się nad tym problemem. Ciekaw jestem Waszych zdań, nawet gdyby miały być przeciwne moim spostrzeżeniom.
Zadłużony na 4 x 30 zł Jurgis
niedziela, 11 grudnia 2011
Moje przemyślenia o sprawiedliwości.
i myślę sobie tak:
Karę śmierci wymierzają światowe systemy prawne na podstawie ugruntowanej pewności, iż są poprawnym narzędziem sprawiedliwości. Ma to odniesienie do ustanowionych w tych systemach zapisów prawnych. Więc formalnie wszystko jest poprawne. Jest przestępca, zbrodniarz, bandyta wreszcie morderca, który odbiera życie innemu człowiekowi. Czyn ten jest wysoce napiętnowany przez społeczeństwa wyręczane w tym przez aparaty sprawiedliwości – sądy. Piętnują zbrodniczy fakt morderstwa. Czym? Popełnieniem następnego odebrania życia czyli następnym morderstwem. Jakby nie uzasadniać tego faktu, jego forma jest odebraniem życia przez wydanie i wykonanie wyroku.
Jest w tym jakaś różnica? Morderca odebrał bezprawnie życie drugiemu człowiekowi.
W swym rozumieniu udzielił sam sobie prawa zamordowania i je zrealizował.
Gremia prawne – przedstawiciele społeczności – też udzieliły sobie tego prawa. Jakaż w tym jest różnica? Nie widać jej logicznie. Takiego prawa w jednym i drugim przypadku nie nadała żadna wyższa władza. Jest w tym taka pokrętna logika: zło naprawia się tym samym złem.
Znamy takie słowa naszego wieszcza narodowego: „Gwałt niech się gwałtem odciska”. Jest to jednak anty - logiczne i głęboko niehumanitarne a światowe systemy prawne uznają się za najwyższy wykwint ludzkiej myśli. Chyba tak nie jest! Przypomnę drugi tragiczny przykład na uzurpowanie sobie prawa bycia sprawiedliwym. Bombardowanie Drezna w 1945 roku. Był to już moment faktycznej klęski Wermachtu. Cele strategiczne aliantów zostały osiągnięte.Wymyślona przez brytyjskiego generała - Artura Harrisa - apokalipsa dla Drezna, była militarnie całkowicie niepotrzebna. Była to jedna z najbardziej niesławnych akcji II wojny światowej. W styczniu 1945 do Drezna dotarła fala uchodźców ze wschodu. Podwoili oni nieomal populację Drezna. Według szacunkowych danych w mieście w lutym 1945 roku przebywało znacznie więcej niż normalne 650 000 mieszkańców. Według niektórych źródeł liczba ta mogła sięgnąć nawet miliona. Miasto stanowiło centrum kulturalne w średniowieczu, szczyciło się licznymi zabytkami i nie posiadało żadnego znaczenia militarnego. Według mnie nalot na Drezno mogą tłumaczyć tylko przesłanki polityczne. Tę apokalipsę zrealizowało państwo uważające siebie za jeden z przewodnich autorytetów moralnych świata zachodniego. Tę wiarę żywią chyba do dziś.(sic!) Owszem hitleryzm był złem absolutnym, zniszczył znaczącą część świata. Ale czy słuszną była zasada odpłacenia mu tą samą miarką?Jeśli tak, to siły dezawuające to zło, stawiają się w tym samym szeregu zła. Reasumując moje myśli nieuczesane, dochodzę do wniosku, że ludzkość XXI wieku powinna przyjąć inną logikę kreowania zasad prawnych i definicji sprawiedliwości zwanych mylnie różnie: sprawiedliwość historyczna, ludowa, dziejowa, narodowa czy jeszcze jakoś bardziej pokrętnie. Na koniec: mistrzu Adamie, mój idolu wszechczasowy – nie miałeś racji!
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Myśli 4
Wielu mych znajomych dokonuje sobie przewartościowania różnych elementów życia codziennego w czasach obecnych i w minionym okresie, który zwiemy różnie : czasami komuny,czasami propagandy sukcesu, czasami PRL-u, itp.
Dochodzą w tym do ciekawych wniosków. Spróbuję je sobie jakoś zapisać i zestawić.
Przed tym jednak muszę pomieścić taką konstatację, iż sprawy związane z tzw. ideologią systemu dla większości ludzi były sprawami trzeciorzędnymi. Owszem, kto był ciekaw, to śledził
je, zagłębiał się w tej tematyce na miarę swego zainteresowania i wykształcenia.
Najważniejsze jednak (bez okłamywania się ) były sprawy socjalne.
Prosto mówiąc, sprawy dnia codziennego związane z tym czy mamy za co żyć i jakie mamy perspektywy na czas najbliższy były najważniejsze. Były tą bazą a nadbudowa była istotna dla
mniejszej części społeczeństwa.
Jakie wartości były najważniejsze dla życia w tym wyżej określonym czasie?
PRACA
Kraj się odbudowywał i rozbudowywał, potrzeba było dużej liczby rąk do pracy.
System edukacyjny był skorelowany z potrzebami gospodarki. Szkolnictwo zawodowe na
poziomie podstawowym, średnim i wyższym było adekwatne do potrzeb gospodarki kraju.
Tu na Śląsku ważnym elementem wartości wychowawczych preferowanych w rodzinach było,
zalecanie dzieciom zdobycia uczciwego i popłatnego zawodu oraz później sumienne wykonywanie obowiązków w tym zawodzie w miejscu pracy.
Największe zatrudnienie było w działach przemysłu ciężkiego, który od wieków był na Śląsku
wyznacznikiem poziomu gospodarczego tej ziemi z racji istnienia tu naturalnych bogactw
węgla , rud metali i towarzyszących temu zakładów przetwórczych z bogatą wielowiekową
tradycją i infrastrukturą stale modernizowaną w łączności z ogólnoświatową techniką.
W tej machinie wydobywczo-przetwórczej Śląsk był wiodącym rejonem z wpływem na rozwój całej Polski. Praca dla ludzi w tych sektorach była pewną podstawą planowania życia i zakładania rodzin. Każdy z nadzieją patrzył ( muszę tu użyć górnolotnej myśli) w swoją i rodziny przyszłość.
Moja osobista reminiscencja podpowiada mi,iż nie miałem wtedy obaw założenia rodziny.
Przez studia wyższe zdobyłem zawód przydatny w górnictwie i hutnictwie.
Trywialnie mówiąc, byłem ustawiony .
WIELKIE BUDOWY GOSPODARCZE TYCH LAT
Jakby kogoś z czytających ten wpis zawiodła pamięć, to przypomnę większe inwestycje.
1.Nowa Huta pod Krakowem,
2.Huta Katowice,
3.Port północny,
4.Rafineria „Gdańsk”,
5.Kopalnia węgla brunatnego i elektrownia Bełchatów,
6.Lubelskie Zagłębie Węglowe,
7.Trasa kolejowa Śląsk-Warszawa.
8.Mielec, Świdnik, Rzeszów.
To te najbardziej znane wybudowane fabryki i kopalnie. Było wiele innych.
Dla mego pokolenia lat 1957 – 1990 , to okres prawie całości czasu pracy zawodowej, która
dostarczyła mej rodzinie podstawę bytu na miarę tych lat i pewną stabilizację. Dzisiaj w życiu naszych dzieci i wnuków tej podstawy bytu i tej stabilizacji nie ma.
2
Wspólnie z żoną , pomocą rodziny , pomocą mego Zakładu Pracy i znośnego kredytu bankowego wybudowałem dom. W osiedlu domków jednorodzinnych, w którym mieszkam należałem do grupy średnio zarabiającej, ale wokół mnie domki wybudowało wielu ludzi o niższych zarobkach.
Czy to ma świadczyć źle o możliwościach tamtych czasów? Nie chcę ich idealizować, lecz rzec
prawdę obiektywną.
Dziś też buduje się domki jednorodzinne w oparciu o lepsze materiały i lepszą technikę, ale kto je
buduje? Z racji swego drugiego zawodu – projektanta budowlanego - stykam się z tymi inwestorami i wiem, iż rzadko to są ludzie z tego przedziału dochodów, w którym byłem ja.
Są to budowy traktowane jako tezauryzacja walorów finansowych bogatszej warstwy społeczeństwa mniejszościowego.
Nie ma warstwy średniej, tylko bogatsza i liczniejsza biedna.
STABILIZACJA ZAWODOWA I RODZINNA
oraz wykształcenie zawodowe.
Jaką stabilizację życia dają nam dzisiejsze czasy? Żadną !!.
W mojej rodzinie i znajomych rodzinach poziom wykształcenia się podniósł , co uważam za pozytywne zjawisko, ale jego rodzaje i przystawanie do życia się rozchodzą. Coraz więcej młodych ludzi z jednym lub dwoma fakultetami pracuje wytężliwie w obcych krajach w zawodach
usytuowanych w dole ambicjonalnej listy zawodów.
Jako przykład podam prace na angielskim zmywaku i polsko-francuskiego hydraulika.
Po cóż było się kształcić na wyższych uczelniach polskich by wykonywać prace w/w?
Takie trywialne porównanie tu zamieszczę, jakby zbudowano technicznie wysublimowany aparat
przy bardzo wysokich kosztach a służyłby on do wyjmowania korka z butelki.
Widać tu rozziew między planowaniem rozwoju rodzajów szkolnictwa a potrzebami gospodarki i życia krajowego.
Owszem może kiedyś w przyszłości do pomyślenia jest kształcenie się dla rozwijania horyzontów umysłowych jednostki przy zabezpieczonych jednak podstawowych potrzebach egzystencjonalnych.
Tak zapewne będzie i mocno w to wierzę. Rozwój umysłowy społeczeństwa jest dziedziną , w którą warto inwestować.
Więc jaką perspektywę stabilizacji życiowej daje ukończenie studiów wyższych?
W młodości mego pokolenia takich pytań nie stawiało się.
Uzyskanie zawodu drogą studiów zapewniało dobry start życiowy.
Politycy dzisiejszej miary powiadają ''na pociechę'' młodym ludziom bez pracy: jedźcie za granicę,
tam praca czeka na Was. Jest to powiedzenie nieodpowiedzialnie prostackie i nieokrzesane i wielce antynarodowe. To my mamy się godzić, by nasze dzieci z trudem finansowym rodziny, wkładem finansowym budżetu kraju i nakładem własnego trudu nauki pracowały na dobro
innego kraju, często bogatszego od nas. Taki internacjonalizm odrzucam!
3
BUDOWNICTWO MIESZKAŃ, SZPITALI,
SANATORÓW, OŚRODKÓW WCZASOWYCH.
Prawie wszystkie Zakłady Pracy miały tzw. fundusz socjalny, który dawał możliwość budowy
wyżej pomienionych rodzajów obiektów użyteczności publicznej.
Mojemu pokoleniu nie muszę przypominać o tych budowlach, bo niejednokrotnie korzystało
z nich.
Jaki dziś jest stan tych obiektów? W większości opłakanie zły. Te co się ostały przeszły w ręce prywatne i dawni pracownicy tych zakładów ( czyt. udziałowcy) dziś nie mogą z nich korzystać.
Są to obiekty drogie i elitarne.
Dwie osobiste dygresje i wspomnienia.
W takim Domu Wczasowym poznałem żonę, lecz dziś w naszą rocznicę nie mogę tam pojechać,
bo mnie nie stać na opłacenie pobytu.
Jakie dzisiaj istniejące przedsiębiorstwa i firmy inwestują w takie obiekty z myślą o swych
pracownikach?
ZAOPATRZENIE RYNKU I JEGO OFERTA
Tu stwierdzić trzeba , iż zaopatrzenie rynku w podstawowe artykuły niezbędne do życia w latach
komunizmu było zdecydowanie złe i przyprawiające nas o stałe kłopoty.
System kartkowy,talony na pewne dobra,znajomości, korupcja i udawana troska władzy o stan
zaopatrzenia były liszajami na naszym życiu.
Oferta nowych towarów istniejących na rynkach poza Polską była gorsza niż marna.
Oferty Pewexów , to pokazywanie cukierka przez szybę.
Dziś zaopatrzenie jest prawie całkowite a oferty czasem przyprawiają nas o ból głowy, bo nie stać większości z nas na nie.
WYPOCZYNEK
Ważnym elementem życia jest wypoczynek pracujących i dzieci.
Pamiętamy jak to było?
Akcje kolonijne zapewniały dzieciom coroczny wypoczynek po przystępnych dla rodziny cenach,
emeryci mieli możliwość poza sezonem korzystać z tanich wczasów w ośrodkach zakładowych,
pracownicy w wielkiej liczbie korzystali z wczasów.
Dziś koszt wysłania dziecka na kolonie jest spłacany przez cały rok a i tak większości rodzin nie stać na niego.
Wyjazd na wypoczynek dla pracujących też łączy się z dużym wysiłkiem finansowym co jest
ryzykowne z uwagi na łatwość utraty pracy.
Emeryci wyjeżdżają bardzo rzadko, bo biorą udział w polowaniach.
W polowaniach na tanie wyprzedaże przeterminowanych produktów spożywczych.
Jest dużo ofert wyjazdów za granice, ale jaką część społeczeństwa na nie stać?
Ten temat z pewnością można jeszcze uzupełnić.
4
PLANOWE UNICESTWIENIE POLSKIEGO PRZEMYSŁU
W wielkie niezrozumienie i konsternację wprawia wielu prosto myślących ludzi to, co się od lat
dzieje z likwidacją produkcji wielu tradycyjnych polskich wyrobów.
Spróbuję to niżej jakoś poskładać.
I.Polski przemysł lekki,
- włókiennictwo,
- produkcja obuwia,
- zakłady odzieżowe,
- przemysł skórzany,
- wyrób ozdób świątecznych, i wiele jeszcze innych.
Dziś tych produkcji prawie nie ma. Wszystko jest sprowadzane z zagranicy w złej jakości.
Likwidacja tych działów pozbawiła pracy tysiące ludzi.
II.Przemysł hutniczy
Większość wyrobów sprowadzamy z zagranicy
III. Przemysł stoczniowy.
Wymiksowano nas z grona producentów stoczniowych z wielką „ pomocą” UE.
IV.Górnictwo
Sprowadzamy węgiel z zagranicy. Kto działał na rzecz likwidacji polskiego górnictwa?
Odpowiedź:
Wszystkie formacje polityczne po 1989 roku.
V.Przemysł spożywczy.
Większość kupowanych produktów pochodzi z zagranicy.
Ukłon pośmiertny dla Polskiego Rolnictwa.
VI. Handel
Mnogość obcych sieci handlowych zabiła Polskie Kupiectwo.
Moja ironiczna refleksja
Bardzo dobrze nam się w Polsce dzieje,nie musimy niczego produkować , większość zrobią nam chińczycy i inni. Należy się cieszyć z żywiołowo rosnących sieci handlowych i banków.
Żyć a nie umierać !!!
5
Moja smutna refleksja.
Poszukujący pracy poza Polską mają rodziny. Muszą je opuszczać na długie
tygodnie, miesiące ,lata. W życiu swych rodzin są jak odlatujące ptaki.
Jeśli to są odpowiedzialni rodzice, to nie biorą udziału w koniecznym procesie wychowawczym.
swych dzieci, zgodnie ze słowami złożonej przy zaślubinach przysięgi.
Jeśli to są dzieci, to wymykają się spod koniecznego w młodym wieku tegoż samego procesu.
Jeśli to są małżonkowie, to w obcym kraju są narażeni na wiadome pokusy.
Czy jakieś gremia moralizatorskie zastanowiły się nad erozją życia rodzinnego ?
Nad szkodami wychowawczymi jakie taki stan powoduje.
Zapewne wielu z Was może podać ze swych obserwacji przykłady rozpadu wielu małżeństw.
Jeśli jesteście wyznawcami uznanych w świecie WC, to nie będzie Wam to obojętne.
Moje polityczne uwagi
Obowiązujący i stosowany system wyborczy preferuje osoby wyłonione na listach przez partie polityczne.
Praktycznie to już w momencie układania tych list wynik wyborów jest przesądzony.
Czy to jest demokratycznie ?
Mam wątpliwości.
Dalej, stosowany u nas system przeliczania liczby głosów metodą d'Hondta, lub metodę Sainte-Lague'a , oznacza, iż wybrany kandydat niekoniecznie musi być tym, który uzyskał najwięcej głosów - zwykle w ordynacji proporcjonalnej jest to kandydat, który zajmował pierwsze miejsce na liście partyjnej, na którą padło najwięcej głosów.
W wyborczych pożytkach politycznych preferowane są u nas partie a ich cele ostatnio mijają się z oczekiwaniami szerokich rzesz wyborców.
Powiem wyraźniej: partie dbają o swe cele polityczne i swój interes związany ze zdobyciem władzy.
Czy tak ma być ?
Tyle na ten czas
&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*
Moje wyżej spisane myśli są wyrywkowe i można je uzupełnić o wiele podobnych tematów.
Spisałem je w celu zainicjowania dyskusji na mym blogu.
Jeszce raz zaznaczam, iż pominąłem sprawy motywacji ideologiczno- politycznych, bo moim
zdaniem większość narodu nie jest nimi zainteresowana.
Tej większości jest zupełnie obojętne jakiej proweniencji są rządzące ugrupowania polityczne.
Za jedno im ( nam) czy rządzący zwie się Sekretarzem Partii, Premierem, Prezydentem, bądź nawet Królem czy Cesarzem. Ważnym jest jaki za jego panowania mamy poziom życia codziennego ze wszystkimi jego aspektami egzystencji.
Wiem, iż można mi wytknąć to uproszczenie, ale wielokrotne dyskusje z prostymi ludźmi,
których jest w populacji narodu większość, daje mi przekonanie o słuszności praktycznej mych wywodów.
Nie chce idealizować minionego okresu PRL-u, nie chcę też totalnie źle oceniać czasów
obecnych, ale w jednym i drugim czasie dostrzec rzeczy dobre i złe.
Proszę o odniesienie się do mych myśli bez fanatyzmu politycznego.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Memento
Leżącym w ziemi rosyjskiej dali,
Jechali z sercami pełnymi żalu,
Bólu pamięci; nie dojechali.
Ta Ziemia Katyńska nam nieprzychylna
Stale żąda ofiary polskiej krwi.
Cóż tragicznego w naszym wspólnym losie -
Synów Lecha i Rusa - od lat tkwi?
Coś zmienić trzeba w naszym wspólnym losie,
By w przyszłość móc pójść z wzniesionym czołem.
Stańmy w Ziemi Lecha wraz, już w tej chwili
Zgodnym, przyjaznym, nas Słowian kołem.
Zawieśmy spory i czcze ujadanie,
Bo czas drogi, by go marnotrawić
Odrzućmy wreszcie nasze stare kwasy
Nasze przyjaźnie rychło poprawić!
czwartek, 10 lutego 2011
Dawniej i dziś.
Kilkoma wnioskami z tych rozmów chciałbym się podzielić z czytelnikami mego bloga. Otóż!
Zestawiamy różne elementy tego życia a dziś elementy materialne, które są dla wielu ludzi najważniejsze. Podam przykład mi najbliższy bo swój.
Pracowałem w górnictwie całe życie i materialnie nie czułem zawodu, choć nie należałem do grupy najlepiej zarabiającej. W piątym roku małżeństwa postanowiliśmy z żoną zbudować dom. Zakład pracy i ówczesny system bankowy udzielili nam pomocy. Resztę dopełniła nasza praca fizyczna i wydatna pomoc fizyczna członków naszych rodzin. Znanych wszystkim trudności materiałowych nie będę wspominał .Mieliśmy jedno dziecko i mimo budowy corocznie korzystaliśmy z wczasów zakładowych. Sądzę,że młodszym czytelnikom trzeba powiedzieć cóż to za kategoria świadczeń - wczasy zakładowe. Prawie każdy większy zakład pracy (dziś - pracodawca państwowy) z wypracowanych przez załogę środków budował obiekty wypoczynkowe (dziś te obiekty przy "wsparciu" systemu gospodarczego niszczeją).
Pobyt dwutygodniowy w takim ośrodku z rodziną nigdy nie stanowił problemu materialnego w sensie konieczności późniejszej spłaty. To były dziś wspominane i wyśmiewane - wczasy zakładowe. W okresie pozasezonowym z tych wczasów przy opłatach zniżkowych korzystali emerytowani pracownicy i było ich na nie stać.
Czy dzisiejszy emeryt może sobie na to pozwolić?
W osiedlu domków jednorodzinnych gdzie stawialiśmy nasz dom było wielu mniej odemnie zarabiających i też domki budowali.
Kto dziś buduje domki jednorodzinne i większe? Ja wiem, bo z racji mego zawodu geodety spotykam się z takimi ludźmi. Nazwisk tu nie podam, ale powiem iż są to ludzie o zarobkach ponadprzeciętnych na dzisiejszą miarę i chcą stezauryzować posiadane pieniądze w nieruchomości. Tych ludzi jest w naszej populacji nieznaczny procent. Nie wpływają zasadniczo na ocenę poziomu życia narodu.
Do takich wspólnych wniosków dochodzimy w naszych - nocnych polaków rozmowach. Czyż – wzorem poprawnych polityków prawicy mamy pluć na te czasy?
Można się pobawić i różnie je nazywać , jako: czerwone, socjalizmu realnego,
propagandy sukcesu, komunistycznego niewolenia i jeszcze parę śmiesznych epitetów
można sobie przypomnieć. Odrzucając cały sztafaż polityczno - bogoojczyźniany
myślmy tylko o samym materialnym poziomie życia w tych minionych latach.
Kończyłem wtedy studia i w mym pokoleniu nie było takich dylematów jakie mają dziś nasze dzieci i wnukowie; czy znajdę w kraju pracę? Czy praca będzie zgodna z mym zdobytym zawodem? Czy będzie mnie stać na mieszkanie? Czy - po latach – wypracowana emerytura gwarantuje mi minimum biologiczne... i wiele "budujących" podobnych obaw.
Proszę pomyśleć o możliwościach szybkiej utraty pracy (dziś) bez wyraźnego powodu i o solidarnej myśli przewodniej rewolucji styropianowej w celu obrony interesów pracujących (dawniej). Co z tego wyszło? Po czterdziestu latach mej pracy i mego pokolenia nasze nowoczesne państwo ofiaruje nam taki poziom życia jaki widzimy na co dzień. Fajne?Prawda? Zapewne wzbudzę gniew wielu apologetów dzisiejszych wartości politycznych.
Nie polityką człowiek się karmi, ale chlebem powszednim, który nam drożeje o VAT.
Co nam ze szczytnych frazesów w ustach wszystkich formacji politycznych dni
dzisiejszych? Nimi sie nie nakarmimy a życie mamy jedno i praktykować różnych
ideałów politycznych czasu nam nie starczy. A dobry Bozia zaglądając z za chmurki , śmieje się z naiwności polaczków. Innych nacji też.
Czekam na kontrargumenty porównania tamtych (złych) czerwonych czasów i tych dzisiejszych (dobrych) różowych.
wtorek, 1 lutego 2011
Zło dobrem zwyciężaj!
Otóż miałem dawno temu w życiu przykrą historię z jednym człowiekiem i jego rodziną. Nieistotne są w tym momencie powody, które nas poróżniły. Nie chcę być sędzią we własnej sprawie. Wrogie odnoszenie się tego człowieka i jego rodziny do mnie i mej rodziny bardzo mi ciążyło. Pewnego dnia owładnięty nie do końca sprecyzowaną myślą pojednania, zwróciłem się do niego (nadam mu tu imię Józef) takimi słowami: "Józefie, proszę Cię, wstąp do mnie jak akurat przechodzisz obok mego domu i porozmawiamy. Właśnie jestem sam i mam ochotę na kawę. Proszę Cię." Moje słowa w jakiś przedziwny sposób poraziły go tonem i treścią. Nie mógł z siebie wydobyć zwykle używanych do mnie słów na te zakazane litery. Przez chwilę jakby mu mowę odjęło. Spodziewał się zapewne z mej strony słów złych i wrogich, lub przynajmniej mego odwrócenia się do niego tyłem. Wydukał parę nieartykułowanych dźwięków, wykonał parę niekontrolowanych gestów, a ja nie czekając na jego reakcję otworzyłem furtkę mej posesji i gestem zaprosiłem go do środka dotykając jego ramienia. Był porażony, a ja również bardzo niepewny swego. Doszliśmy tak do miejsca ustronnego w mym ogrodzie, do stolika, gdzie miałem przygotowane utensylia do parzenia kawy. Rozpoczęliśmy rozmowę, której treści dziś już nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tylko, iż dotyczyła spraw mało istotnych, obojętnych, a przede wszystkim bardzo odległych od przedmiotu naszych wieloletnich sporów. W jakich słowach przekazał relację z tego spotkania żonie i dzieciom nie wiem do dziś. Faktem najmilszym dla mnie i mej rodziny były uśmiechy towarzyszące naszym krótkim spotkaniom. Wieloletnia wrogość zatraciła się w cudowny sposób, dla mnie do dziś niezrozumiały. Dalsze kontakty do dziś nacechowane są wzajemną tolerancją i grzecznością, której życzę wszystkim czytelnikom. Zaiste wielka jest prawda podana nam przez Boga jako nakaz, iż na zło należy odpowiadać dobrem. Pamiętamy biblijny opis męki pańskiej mówiący o tym, że Jezus modlił się za swych oprawców. Trudno taką modlitwę w sobie wzbudzić, ale spróbujmy wrogów naszych dobrem porazić.
Jak zachęcić polityków do takiego złamania lodów? Ba, tego nie wiem. Jakimś rodzajem nakazu z pewnością nie.