niedziela, 26 sierpnia 2012
Jak opanować totalne bezrobocie?
Największą chorobą społeczną obecnych czasów jest bez wątpienia – bezrobocie.
Wszystkie znane systemy polityczne i gospodarcze walczą z nią, ale bez znaczącego rezultatu pozytywnego. Na naszym polskim podwórku znany Wam i przeze mnie szanowany działacz związkowo - polityczny życie strawił na walce o prawo do pracy i prawa pracujących do godnej zapłaty za nią. Dziś skonsternowany rezultatami swej walki zrekapitulował osiągnięcie swego życia słowami:
„I po co ja tę komunę obalałem?”
No właśnie skoro związki zawodowe są marginalizowane w życiu kraju, skoro:
Pracującym jest coraz gorzej,
Pracujących jest coraz mniej,
Procent bezrobocia jest dwucyfrowy,
Coraz bardziej wykształceni młodzi Polacy są bez pracy i widoków na godne życie,
Utrata pracy jest faktem tak łatwym i częstym jak pstryknięcie palcem,
Manipulacja okresem pracy jest perfidnym elementem politycznej walki,
to po cośmy tę komunę obalali?
Nic się już w tej materii nie wymyśli. Koło wymyślono już dawno temu. Spójrzmy na kwestię konieczności pracy w społeczeństwie inaczej. Czy wszyscy członkowie społeczności ludzkiej muszą pracować? Nie jestem politologiem ani socjologiem, nie studiowałem nauk społecznych, lecz w liceum byłem pilnym uczniem Pani wykładającej nam w ostatniej klasie przedmaturalnej podstawy logiki i przeto mam opanowaną umiejętność prostego logicznego myślenia. Jest taka trochę przewrotna, trochę kontrowersyjna i trochę satyryczna maksyma tej treści: „ jeśli nie możesz pokonać wroga, to przejdź na jego stronę”.
No właśnie, czy wszyscy ludzie muszą pracować? W dzisiejszych czasach gdy techniczne uzbrojenie procesów produkcji jest coraz bardziej finezyjne, zrobotyzowane, skomputeryzowane i zautymatyzowane - człowiecza praca jest w coraz mniejszym stopniu potrzebna. Do wytworzenia niezbędnych człowiekowi do życia środków jest zatrudnianych coraz mniej tych „człowieków”. Racjonalnym wydaje mi się zatrudnianie we wszelkich procesach produkcyjnych ludzi najbardziej predestynowanych do ich spełniania przy maksymalnym wykorzystaniu ich zdolności wrodzonych i nabytych. Właściwe narzędzia stosujmy do właściwych czynności. Korek z butelki da się wyjąć nożyczkami, ale istnieje korkociąg. Albo takie uzasadnienie mej myśli; czy wszyscy członkowie rodziny muszą być zatrudnieni by tę rodzinę wyżywić? Wydaje mi się, że nie muszą. Wystarczy praca ojca rodziny solidnie opłacona. Co? Co myślisz Szanowny Czytelniku mego bloga? Pozostaje jednak problem znalezienia sensownego miejsca w życiu dla pozostałych członków rodzin i członków wielkiej rodziny ludzkiej. Tego obszaru socjologii społecznej nie potrafię zadowalająco wypełnić rozsądnymi myślami i propozycjami. Dostrzegam w tym samokrytycznie moje ograniczenie. Na zasadzie prymitywnego gdybania roją mi się takie myśli, aby Ci niepracujący zajęli się samodoskonaleniem w wybranych dziedzinach ludzkich dążności poznawania świata, który to świat wydaje mi się największą nieznaną księgą, do której nikt nigdy epilogu nie napisze. Chciałbym na ten temat podyskutować z zainteresowanymi problemem Szanownymi Czytelnikami mego bloga.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Praca
„Cogito ergo sum”, "Je pense donc je suis", "I think, therefore I am" a w samej rzeczy znaczy: myślę, więc jestem! Więc ostatnio w bezsenną noc wymyślałem myśl (masło maślane, co?), iż praktyczno - moralny imperatyw, by wszyscy ludzie musieli pracować już się zdewaluował przy założeniu iż praca jest niezbędna dla pozyskania środków do życia. Przecież w rodzinie wystarczyło kiedyś (np. w dobie realnego socjalizmu i wcześniejszego patriarchatu), by pracował (polował) ojciec rodziny. Jego praca, dawniej upolowane mięso, dawały wszystkim możliwość zapewnienia środków do życia. A dziś w XXI-szym wieku, gdy postęp organizacyjno - produkcyjno - techniczny jest na bardzo wysokim poziomie – czy muszą wszyscy pracować? Tym bardziej iż wszystkie modele gospodarczo - polityczne świata borykają się z bezrobociem traktowanym jako liszaj na tkance społecznej. Obecnie stosowanymi zabiegami socjotechnicznymi nigdy tej choroby nie wyleczą. O nie! Wydaje mi się, iż wystarczyłoby do pracy, której efektem ma być produkcja
niezbędnych środków materialnych do fizycznego przeżycia, zatrudnić tylko wybraną, niezbędna liczbę ludzi, biorąc pod uwagę ich predyspozycje osobowe, umysłowe, fizyczne. Nie oznacza taki wybór tego, by reszta populacji wpadła w słodkie niemoralne nieróbstwo. Mogłaby się zająć działalnością związaną z niematerialnymi elementami życia człowieka. Specjalizowaniem się w rozwoju nauki, sztuki i jeszcze dziś niewymyślonych kierunków zainteresowań ludzkości godnych
polecenia. Dwucyfrowy procent bezrobocia jest powodem frustracji społeczeństw oraz ich rządzicieli - polityków. A gdyby tak połowie tych chorobliwie bezrobotnych nie kazać pracować, tylko podsunąć im inne paradygmaty zajęć nie produktywnych, ale pożytecznych. Co? Pomyślmy o takim kierunku walki z największą chorobą ekonomiczną dzisiejszych czasów. Jest taka niepisana zasada; iż jak nie możesz pokonać swego odwiecznego wroga, to...to przejdź na jego stronę. Co? Proste? Nie jest to najmądrzejsza myśl, ale dawniej człowiek leżąc na trawie pomyślał, iż chciałby latać jako ten ptak, który mu z góry narobił coś paskudnego na głowę. I ta głowa (nie jest udowodnione czy pod wpływem tego co zleciało z tego ptaka) wymyśliła samolot i inne takie podobne. Co? Tyle na dziś, bo myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, jeśli myślę, że myślę o myśli, to tylko myślę że myślę, ale myśleć nigdy nie myślę(Ha,ha,ha:-))
niezbędnych środków materialnych do fizycznego przeżycia, zatrudnić tylko wybraną, niezbędna liczbę ludzi, biorąc pod uwagę ich predyspozycje osobowe, umysłowe, fizyczne. Nie oznacza taki wybór tego, by reszta populacji wpadła w słodkie niemoralne nieróbstwo. Mogłaby się zająć działalnością związaną z niematerialnymi elementami życia człowieka. Specjalizowaniem się w rozwoju nauki, sztuki i jeszcze dziś niewymyślonych kierunków zainteresowań ludzkości godnych
polecenia. Dwucyfrowy procent bezrobocia jest powodem frustracji społeczeństw oraz ich rządzicieli - polityków. A gdyby tak połowie tych chorobliwie bezrobotnych nie kazać pracować, tylko podsunąć im inne paradygmaty zajęć nie produktywnych, ale pożytecznych. Co? Pomyślmy o takim kierunku walki z największą chorobą ekonomiczną dzisiejszych czasów. Jest taka niepisana zasada; iż jak nie możesz pokonać swego odwiecznego wroga, to...to przejdź na jego stronę. Co? Proste? Nie jest to najmądrzejsza myśl, ale dawniej człowiek leżąc na trawie pomyślał, iż chciałby latać jako ten ptak, który mu z góry narobił coś paskudnego na głowę. I ta głowa (nie jest udowodnione czy pod wpływem tego co zleciało z tego ptaka) wymyśliła samolot i inne takie podobne. Co? Tyle na dziś, bo myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, jeśli myślę, że myślę o myśli, to tylko myślę że myślę, ale myśleć nigdy nie myślę(Ha,ha,ha:-))
Emerytury
Nie mogę w sobie wygenerować jednoznacznego stanowiska w sprawie wieku emerytalnego dla Polaków. Mam za mało wiedzy w tej sprawie. Zostawiam to mądrzejszym ekonomistom i gerontologom.
Z czytanych kiedyś przedruków z prasy światowej zapamiętałem taką myśl ekonomiczno-finansową. Jest „oczywistą oczywistością”, iż jakikolwiek system kas emerytalnych generuje potężne zasoby pieniężne pochodzące od wpłat pracujących (przyszłych emerytów). Cóż się dzieje z tymi pieniędzmi? Ano dokładnie nie wiem, ale z pewnością nie leżą w trezorach bankowych. Natomiast są z pewnością w tych bankach takich instytucji jak, ZUS, Filar 1 lub 2 OFE. Leżącemu pieniądzowi nie należy pobłażać przez umożliwianie mu tego leżenia. Absolutnie! Trzeba go zmusić do pracy! Tą pracą jest mądre jego inwestowanie w sensowne i rentowne przedsięwzięcia. Przeto te wyżej wymienione instytucje powinny zatrudnić najwyższej wiedzy menagerów finansowych i nakazać im dokonywanie mądrych wyborów sfer inwestycyjnych. Tak się dzieje w bankach komercyjnych, prywatnych. Pierwszym bowiem celem każdego bankiera jest mnożenie pozyskiwanych od
ciułaczy pieniędzy. Ameryki tu nie odkrywam. Mądry bankier (choć nie zawsze uczciwy) robi wszystko co możliwe by się bogacić. Jest to zrozumiałe. Jeśli zaś tym właścicielem - bankierem są miliony uczciwie pracujących ludzi, to wielkim walorem etycznym jest dbanie o ich interes.
Złym jest system emerytalno - oszczędnościowy, który jest tylko kasjerem i całość wpływów (po odtrąceni swej prowizji) wypłaca na emerytury. Pieniądze odkładane przez długie lata przez pracujących muszą się mnożyć. Jest taka druga „oczywista oczywistość”, iż większa jest liczba wpłacających na fundusz emerytalny, niż pobierających po latach te świadczenia. Przecież nie zdarzyło się jeszcze by wypłacano emerytury nigdy nie pracującym. Natomiast część pracujących (czyt.wpłacających) umiera w czasie okresu pracy, lub krótko po rozpoczęciu okresu pobierania emerytur. Nadzwyczaj długo żyjących jest mały odsetek. A gdzie się podziewają ich wpłacane latami pieniądze? Czysty zysk dla ubezpieczycieli! Tak być nie powinno. Rozmawiałem przed laty z jednym Polakiem, który całe produkcyjne życie przepracował w USA. Teraz stać go na prawie coroczne wycieczki do kraju opłacane właśnie z pieniędzy zarobionych przez jego ubezpieczyciela w USA.
Te dolary, które ten Polak wpłacał przez lata nie leniły się, lecz pracowały na należny ubezpieczonemu zysk. O! Tak powinno być! Mamy z pewnością w kraju zdolnych ludzi, którzy podołają takim wyzwaniom.
Z czytanych kiedyś przedruków z prasy światowej zapamiętałem taką myśl ekonomiczno-finansową. Jest „oczywistą oczywistością”, iż jakikolwiek system kas emerytalnych generuje potężne zasoby pieniężne pochodzące od wpłat pracujących (przyszłych emerytów). Cóż się dzieje z tymi pieniędzmi? Ano dokładnie nie wiem, ale z pewnością nie leżą w trezorach bankowych. Natomiast są z pewnością w tych bankach takich instytucji jak, ZUS, Filar 1 lub 2 OFE. Leżącemu pieniądzowi nie należy pobłażać przez umożliwianie mu tego leżenia. Absolutnie! Trzeba go zmusić do pracy! Tą pracą jest mądre jego inwestowanie w sensowne i rentowne przedsięwzięcia. Przeto te wyżej wymienione instytucje powinny zatrudnić najwyższej wiedzy menagerów finansowych i nakazać im dokonywanie mądrych wyborów sfer inwestycyjnych. Tak się dzieje w bankach komercyjnych, prywatnych. Pierwszym bowiem celem każdego bankiera jest mnożenie pozyskiwanych od
ciułaczy pieniędzy. Ameryki tu nie odkrywam. Mądry bankier (choć nie zawsze uczciwy) robi wszystko co możliwe by się bogacić. Jest to zrozumiałe. Jeśli zaś tym właścicielem - bankierem są miliony uczciwie pracujących ludzi, to wielkim walorem etycznym jest dbanie o ich interes.
Złym jest system emerytalno - oszczędnościowy, który jest tylko kasjerem i całość wpływów (po odtrąceni swej prowizji) wypłaca na emerytury. Pieniądze odkładane przez długie lata przez pracujących muszą się mnożyć. Jest taka druga „oczywista oczywistość”, iż większa jest liczba wpłacających na fundusz emerytalny, niż pobierających po latach te świadczenia. Przecież nie zdarzyło się jeszcze by wypłacano emerytury nigdy nie pracującym. Natomiast część pracujących (czyt.wpłacających) umiera w czasie okresu pracy, lub krótko po rozpoczęciu okresu pobierania emerytur. Nadzwyczaj długo żyjących jest mały odsetek. A gdzie się podziewają ich wpłacane latami pieniądze? Czysty zysk dla ubezpieczycieli! Tak być nie powinno. Rozmawiałem przed laty z jednym Polakiem, który całe produkcyjne życie przepracował w USA. Teraz stać go na prawie coroczne wycieczki do kraju opłacane właśnie z pieniędzy zarobionych przez jego ubezpieczyciela w USA.
Te dolary, które ten Polak wpłacał przez lata nie leniły się, lecz pracowały na należny ubezpieczonemu zysk. O! Tak powinno być! Mamy z pewnością w kraju zdolnych ludzi, którzy podołają takim wyzwaniom.
sobota, 25 lutego 2012
Kolonia XXI-go wieku
Co znaczy słowo: K O L O N I Z A C J A ?
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.
Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.
Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.
Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.
By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.
Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.
Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.
Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.
Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.
W powszechnym rozumieniu tego zjawiska widzimy działania zmierzające do zawładnięcia (w stosunku do swego stanu posiadania) obcymi terenami w celu pozyskania istniejących tam dóbr naturalnych i ludzkich. To było przed wiekami podstawą powstania działań kolonizacyjnych silnych militarnie państw, wobec nowoodkrywanych ziem, ich mieszkańców i dóbr naturalnych. W sukurs temu nieetycznemu działaniu przychodził niski poziom rozwoju społecznego tych nowoodkrywanych ziem. Państwa zachodnioeuropejskie bez skrupułów rabowały i eksploatowały przez kilkaset lat terytoria zamorskie kilka i kilkadziesiąt razy większe. Niektóre jednolite historycznie i kulturowo obszary zostały rozdarte i zawłaszczone.
Cała prawie Europa Zachodnia rozwijała się i bogaciła przez wieki kosztem wyzysku kolonialnego. Kolonie dostarczały do krajów europejskich bogactwa swojej ziemi: głównie cenne kruszce, diamenty, wiele surowców mineralnych oraz produkty plantacji bawełny, herbaty, cukru, kauczuku i innych, a także cenne skóry dzikich zwierząt, kość słoniową itp. Za swoje produkty otrzymywały wyroby krajów rozwiniętych: broń, alkohol, wiele prostych narzędzi i urządzeń, często drugorzędnej jakości, świecidełka i inne, co było jawną perfidią, mającą za nic równoważne zasady handlu.
Kolonializm stał się na długie wieki systemem zniewolenia i wyzysku, degradacji rodzimych kultur, powstrzymania naturalnego rozwoju całych kontynentów. Dostarczał nowych środków technicznych i organizacyjnych trudnych do zasymilowania, powodujących destrukcję społeczną. Utrzymywał setki milionów ludzi w stagnacji i nędzy, czemu towarzyszył analfabetyzm i głód.
Ta negatywna spuścizna pozostała do dziś i wywarła negatywne piętno na prawie tych podbitych krajów do swobodnego sprawiedliwego rozwoju. Narodziło się pojęcie Krajów Trzeciego Świata sankcjonujące ich zapóźnienie rozwojowe i ekonomiczne. Ogólnoświatowy rozwój świadomości społecznej wymusił w połowie XX wieku podejmowanie tworzenia programów pomocy na rzecz tych uboższych krajów. Zajrzałem do stosownych statystyk i ogarnęło mnie szczególne przerażenie. Otóż 20% najbogatszej ludności świata żyła z dochodu 30 razy większego niż 20% najbiedniejszej ludności świata. Te 20% najbogatszej ludności świata, tj. ponad 1 mld mieszkańców, osiągało już dochody 81 razy wyższe niż 20% najbiedniejszej ludności globu, tj. ponad 1 mld nędzarzy. Wytworzyło się takie zjawisko (do końca dla mnie niezrozumiałe) iż z bogactw naturalnych danego kraju głównie bogaci się pewna grupa obywateli tego kraju, będąca liczebnie mniejsza od tej większej grupy niebogacącej się, a wręcz żyjącej na dość niskim poziomie materialnym. Pozwolę sobie - tak roboczo - nazwać to zjawisko kolonializmem wewnętrznym.
By nie wchodzić w zawiłe statystyki, pomyślmy o poziomie życia ogółu ludności Rosji, zestawiając to z rodzajami i ilością ich zasobów naturalnych prawie w zakresie całej tablicy ich uczonego Mendelejewa, a z drugiej strony postawmy nieliczną grupę nowobogackich milionerów. Lub spójrzmy na taki kraj jak Szwajcaria, która bogactw ziemi ma niewiele, a średni poziom życia jest relatywnie wysoki. Zastanawiające bogactwo i zatrważająca nędza.
Byłe kraje kolonialne, mające swoją państwowość lecz niski poziom rozwoju gospodarczego, są dziś konkurencyjne pod względem kosztów pracy. Co się dzieje? Otóż od szeregu lat wielkie firmy europejskie przenoszą swe zakłady do tych krajów. Pracownikom (tubylcom) płacą bardzo niskie stawki, podnosząc przez to swą rentowność. Niskie stawki robocze dają wprawdzie utrzymanie ludności miejscowej, lecz jest w tym zamierzona perfidia utrzymania niskiego poziomu rozwoju społecznego tych krajów. Niestety, działania te nie przywracają sprawiedliwości i nie powstrzymały światowego wyzysku w epoce postkolonialnej. Przenoszenie zakładów wielkich firm europejskich w te rejony pozbawia pracy rzesze ludności z krajów europejskich. Prowadzi to do przedziwnego zjawiska ekonomicznego.
Pomyślmy sobie taką matematyczną oś odciętych (o kierumku W – E) i na niej przeanalizujmy wartość jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Weźmy np. 1$, to idąc na wschód mamy za niego coraz większą siłę nabywczą. Weźmy zaś wartość roboczodniówki ze wschodu, to idąc z nią na zachód mamy za nią mniejszą siłę nabywczą. Zjawisko to jest wytłumaczeniem różnicy poziomów życia między wschodem a zachodem.
Inny przykład I:
- za zarobione na zachodzie pieniądze , na wschodzie kupimy więcej dóbr i odwrotnie, to też się potwierdza.
Inny przykład II:
- emeryt z kraju zachodniego bez problemu finansowego może spędzać urlop w wybranym kraju wschodnim, emeryta z kraju wschodniego nie stać na urlop na zachodzie.
Moim zdaniem jest to efekt różnicy poziomów rozwoju gospodarczego krajów. To zjawisko jest właśnie swoistym kolonializmem XXI wieku. Czy i kiedy to się zmieni? Nie mam pozytywnych nadzieji. Zapraszam do dyskusji.
Jeszcze P.S. (nie mego autorstwa)
Żądza władzy i zysku, powstrzymana przejściowo na Zachodzie dramatami ostatniej wojny światowej, a następnie siłą koalicji młodych państw postkolonialnych i groźbą światowego komunizmu, odżyła z nową siłą. Udało się bowiem w międzyczasie rozbić koalicję państw "Trzeciego Świata" i opanować część światowych zasobów ropy naftowej. Co najważniejsze jednak - upadek światowego systemu komunistycznego pozostawił otworem ogromne obszary w świecie do wolnej penetracji nowych kolonizatorów. Obudziły się dawne demony.
sobota, 7 stycznia 2012
Moje myśli nieuczesane (może niesłuszne?)
Martwią mnie agresywne działania ogólnie pojętego sektora bankowego.
To co niżej chcę wyłożyć ma uzasadnienie w moich skromnych doświadczeniach i mych znajomych. Sprawa jest coraz bardziej widoczna i dotykająca boleśnie nieświadomych obywateli, do których ja należę. Otóż parę lat temu przy tankowaniu paliwa zagadnął mnie pewien młodzian przy kasie stacji benzynowej pytaniem; Czy zbieram punkty za zakup paliwa i czy nie skorzystam z jego propozycji uzyskiwania większej ich ilości przez
reprezentowaną przez niego firmę. Któż by nie chciał? Ja chciałem świadomie, nieświadomy podstępu jaki mi szykuje ten młodzian. Poprosił mnie grzecznie do stolika i zadał kilka pytań osobowo - adresowych grzecznie wypowiedzianych i tchnących obietnicą korzyści niewielkich. Złapał mnie, ponieważ jestem człowiekiem starszej daty wychowany w myśl zasad grzecznościowych i ufności ludziom. Podpisałem jakieś tam kilka druków z bardzo małymi czcionkami nie doczytawszy ich w szczegółach, ale aparycja i grzeczny ton rozmowy owego wysłannika (teraz użyję tego określenia) – piekła finansowego - uśpił moją czujność. Po dwu tygodniach dostałem obiecaną w rozmowie inną, nową kartę niby kartę na zbieranie punktów za zakup paliwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy przysłana karta okazała się Kartą Kredytową Banku... (z obaw niżej wyłuszczonych jego nazwy nie podaję). Posiadania Karty Kredytowej nie pragnąłem a nawet nie chciałem, lecz stałem się jej właścicielem. Jestem w wieku, w którym większych inwestycji i kredytów nie planuję, więc po co mi ta karta. Postanowiłem się jej pozbyć. Hm! Gorzka naiwności! Jak tego dokonać? Telefony pod podany numer firmy odbierał automat a nie żywy człowiek. Po kilku tygodniach poszukiwań natrafiłem na agendę wyżej niewymienionego banku, gdzie zastałem (O dziwo!) żywego człowieka. Moje z tym człowiekiem rozmowy nie umożliwiły mi oddania karty. I teraz zaczęła się jednostronna korespondencja z tym wyżej niewymienionym bankiem polegająca na otrzymywaniu kolejnych pism z satyryczną treścią. Jej sens satyryczny polegał na wzywaniu mnie do zapłaty za podjęte zobowiązania kredytowe na sumę 0, 00 złotych. (słownie: zerozłotych). Ponieważ taką sumą nie dysponowałem, więc nie mogłem jej zapłacić. Żarty się skończyły gdy dostałem wezwanie do zapłaty 30,00 zł. Za prowadzenie ,(za manie) konta kredytowego, z którego nie skorzystałem ani nie miałem najmniejszego zamiaru skorzystać. Taka wesoła korespondencja wiąże mnie z tym niewymienionym wyżej bankiem już ponad trzy lata. Nie widzę sposobu oderwania się od tych zażyłych kontaktów. Trwają dalej. Co bardziej mi nieżyczliwi znajomi prorokują mi, iż nadejdzie dzień sprawiedliwości, w którym zawita w mój dom komornik i zlicytuje mnie. Czyżby? To nie jest przesadna obawa, bowiem jeden mój nieżyjący znajomy dał się prawdopodobnie złapać na podobny haczyk. Po jego śmierci, jego córka znalazła kilka kredytowych kart, ale na nieszczęście zrealizowanych i musi jako nieświadoma spadkobierczyni spłacać odziedziczoną wartość ujemnego spadku. Myślę, iż wyżej nie wymieniony bank działał z całą świadomością na nieświadomych ludziach starszego wieku. Proponował im łatwe kredyty, którymi ich po prostu zwodził. Zapewne w całej aureoli polskiego prawa. To się może zwać; falandyzacją prawa. Co? Takich historii poznałem kilka. Emeryci, ludzie starsi o zakłóconej percepcji nowych przepisów i uregulowań bankowych są łatwym żerem dla takich banków. Strach się bać. Tak sobie myślę (może naiwnie?) czy nie dało by się powołać rzecznika poszkodowanych przez banki. Działania takie wydają mi się w charakterze kryminalnych działań. Jeszcze dziś świadomość polskiego społeczeństwa i jego liderów nie stanęła na poziomie percepcji sensu tych działań. Co będzie dalej? Socjologom jest zapewne znane pojęcie oddziaływania podprogowego na mózg ludzki. Czy to nie jest to? Wiadomo mi, iż Rząd Polski podpisał regulacje podobnych spraw w Oświadczeniu Rządowym z dnia 15 czerwca 1994 r do Konwencji Europejskiej w Strasburgu 5 maja 1989r. Szanowni czytelnicy mego bloga – zastanówmy się nad tym problemem. Ciekaw jestem Waszych zdań, nawet gdyby miały być przeciwne moim spostrzeżeniom.
Zadłużony na 4 x 30 zł Jurgis
To co niżej chcę wyłożyć ma uzasadnienie w moich skromnych doświadczeniach i mych znajomych. Sprawa jest coraz bardziej widoczna i dotykająca boleśnie nieświadomych obywateli, do których ja należę. Otóż parę lat temu przy tankowaniu paliwa zagadnął mnie pewien młodzian przy kasie stacji benzynowej pytaniem; Czy zbieram punkty za zakup paliwa i czy nie skorzystam z jego propozycji uzyskiwania większej ich ilości przez
reprezentowaną przez niego firmę. Któż by nie chciał? Ja chciałem świadomie, nieświadomy podstępu jaki mi szykuje ten młodzian. Poprosił mnie grzecznie do stolika i zadał kilka pytań osobowo - adresowych grzecznie wypowiedzianych i tchnących obietnicą korzyści niewielkich. Złapał mnie, ponieważ jestem człowiekiem starszej daty wychowany w myśl zasad grzecznościowych i ufności ludziom. Podpisałem jakieś tam kilka druków z bardzo małymi czcionkami nie doczytawszy ich w szczegółach, ale aparycja i grzeczny ton rozmowy owego wysłannika (teraz użyję tego określenia) – piekła finansowego - uśpił moją czujność. Po dwu tygodniach dostałem obiecaną w rozmowie inną, nową kartę niby kartę na zbieranie punktów za zakup paliwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy przysłana karta okazała się Kartą Kredytową Banku... (z obaw niżej wyłuszczonych jego nazwy nie podaję). Posiadania Karty Kredytowej nie pragnąłem a nawet nie chciałem, lecz stałem się jej właścicielem. Jestem w wieku, w którym większych inwestycji i kredytów nie planuję, więc po co mi ta karta. Postanowiłem się jej pozbyć. Hm! Gorzka naiwności! Jak tego dokonać? Telefony pod podany numer firmy odbierał automat a nie żywy człowiek. Po kilku tygodniach poszukiwań natrafiłem na agendę wyżej niewymienionego banku, gdzie zastałem (O dziwo!) żywego człowieka. Moje z tym człowiekiem rozmowy nie umożliwiły mi oddania karty. I teraz zaczęła się jednostronna korespondencja z tym wyżej niewymienionym bankiem polegająca na otrzymywaniu kolejnych pism z satyryczną treścią. Jej sens satyryczny polegał na wzywaniu mnie do zapłaty za podjęte zobowiązania kredytowe na sumę 0, 00 złotych. (słownie: zerozłotych). Ponieważ taką sumą nie dysponowałem, więc nie mogłem jej zapłacić. Żarty się skończyły gdy dostałem wezwanie do zapłaty 30,00 zł. Za prowadzenie ,(za manie) konta kredytowego, z którego nie skorzystałem ani nie miałem najmniejszego zamiaru skorzystać. Taka wesoła korespondencja wiąże mnie z tym niewymienionym wyżej bankiem już ponad trzy lata. Nie widzę sposobu oderwania się od tych zażyłych kontaktów. Trwają dalej. Co bardziej mi nieżyczliwi znajomi prorokują mi, iż nadejdzie dzień sprawiedliwości, w którym zawita w mój dom komornik i zlicytuje mnie. Czyżby? To nie jest przesadna obawa, bowiem jeden mój nieżyjący znajomy dał się prawdopodobnie złapać na podobny haczyk. Po jego śmierci, jego córka znalazła kilka kredytowych kart, ale na nieszczęście zrealizowanych i musi jako nieświadoma spadkobierczyni spłacać odziedziczoną wartość ujemnego spadku. Myślę, iż wyżej nie wymieniony bank działał z całą świadomością na nieświadomych ludziach starszego wieku. Proponował im łatwe kredyty, którymi ich po prostu zwodził. Zapewne w całej aureoli polskiego prawa. To się może zwać; falandyzacją prawa. Co? Takich historii poznałem kilka. Emeryci, ludzie starsi o zakłóconej percepcji nowych przepisów i uregulowań bankowych są łatwym żerem dla takich banków. Strach się bać. Tak sobie myślę (może naiwnie?) czy nie dało by się powołać rzecznika poszkodowanych przez banki. Działania takie wydają mi się w charakterze kryminalnych działań. Jeszcze dziś świadomość polskiego społeczeństwa i jego liderów nie stanęła na poziomie percepcji sensu tych działań. Co będzie dalej? Socjologom jest zapewne znane pojęcie oddziaływania podprogowego na mózg ludzki. Czy to nie jest to? Wiadomo mi, iż Rząd Polski podpisał regulacje podobnych spraw w Oświadczeniu Rządowym z dnia 15 czerwca 1994 r do Konwencji Europejskiej w Strasburgu 5 maja 1989r. Szanowni czytelnicy mego bloga – zastanówmy się nad tym problemem. Ciekaw jestem Waszych zdań, nawet gdyby miały być przeciwne moim spostrzeżeniom.
Zadłużony na 4 x 30 zł Jurgis
niedziela, 11 grudnia 2011
Moje przemyślenia o sprawiedliwości.
Obserwuję aktualnie prowadzone dyskusje o dopuszczalności kary śmierci
i myślę sobie tak:
Karę śmierci wymierzają światowe systemy prawne na podstawie ugruntowanej pewności, iż są poprawnym narzędziem sprawiedliwości. Ma to odniesienie do ustanowionych w tych systemach zapisów prawnych. Więc formalnie wszystko jest poprawne. Jest przestępca, zbrodniarz, bandyta wreszcie morderca, który odbiera życie innemu człowiekowi. Czyn ten jest wysoce napiętnowany przez społeczeństwa wyręczane w tym przez aparaty sprawiedliwości – sądy. Piętnują zbrodniczy fakt morderstwa. Czym? Popełnieniem następnego odebrania życia czyli następnym morderstwem. Jakby nie uzasadniać tego faktu, jego forma jest odebraniem życia przez wydanie i wykonanie wyroku.
Jest w tym jakaś różnica? Morderca odebrał bezprawnie życie drugiemu człowiekowi.
W swym rozumieniu udzielił sam sobie prawa zamordowania i je zrealizował.
Gremia prawne – przedstawiciele społeczności – też udzieliły sobie tego prawa. Jakaż w tym jest różnica? Nie widać jej logicznie. Takiego prawa w jednym i drugim przypadku nie nadała żadna wyższa władza. Jest w tym taka pokrętna logika: zło naprawia się tym samym złem.
Znamy takie słowa naszego wieszcza narodowego: „Gwałt niech się gwałtem odciska”. Jest to jednak anty - logiczne i głęboko niehumanitarne a światowe systemy prawne uznają się za najwyższy wykwint ludzkiej myśli. Chyba tak nie jest! Przypomnę drugi tragiczny przykład na uzurpowanie sobie prawa bycia sprawiedliwym. Bombardowanie Drezna w 1945 roku. Był to już moment faktycznej klęski Wermachtu. Cele strategiczne aliantów zostały osiągnięte.Wymyślona przez brytyjskiego generała - Artura Harrisa - apokalipsa dla Drezna, była militarnie całkowicie niepotrzebna. Była to jedna z najbardziej niesławnych akcji II wojny światowej. W styczniu 1945 do Drezna dotarła fala uchodźców ze wschodu. Podwoili oni nieomal populację Drezna. Według szacunkowych danych w mieście w lutym 1945 roku przebywało znacznie więcej niż normalne 650 000 mieszkańców. Według niektórych źródeł liczba ta mogła sięgnąć nawet miliona. Miasto stanowiło centrum kulturalne w średniowieczu, szczyciło się licznymi zabytkami i nie posiadało żadnego znaczenia militarnego. Według mnie nalot na Drezno mogą tłumaczyć tylko przesłanki polityczne. Tę apokalipsę zrealizowało państwo uważające siebie za jeden z przewodnich autorytetów moralnych świata zachodniego. Tę wiarę żywią chyba do dziś.(sic!) Owszem hitleryzm był złem absolutnym, zniszczył znaczącą część świata. Ale czy słuszną była zasada odpłacenia mu tą samą miarką?Jeśli tak, to siły dezawuające to zło, stawiają się w tym samym szeregu zła. Reasumując moje myśli nieuczesane, dochodzę do wniosku, że ludzkość XXI wieku powinna przyjąć inną logikę kreowania zasad prawnych i definicji sprawiedliwości zwanych mylnie różnie: sprawiedliwość historyczna, ludowa, dziejowa, narodowa czy jeszcze jakoś bardziej pokrętnie. Na koniec: mistrzu Adamie, mój idolu wszechczasowy – nie miałeś racji!
i myślę sobie tak:
Karę śmierci wymierzają światowe systemy prawne na podstawie ugruntowanej pewności, iż są poprawnym narzędziem sprawiedliwości. Ma to odniesienie do ustanowionych w tych systemach zapisów prawnych. Więc formalnie wszystko jest poprawne. Jest przestępca, zbrodniarz, bandyta wreszcie morderca, który odbiera życie innemu człowiekowi. Czyn ten jest wysoce napiętnowany przez społeczeństwa wyręczane w tym przez aparaty sprawiedliwości – sądy. Piętnują zbrodniczy fakt morderstwa. Czym? Popełnieniem następnego odebrania życia czyli następnym morderstwem. Jakby nie uzasadniać tego faktu, jego forma jest odebraniem życia przez wydanie i wykonanie wyroku.
Jest w tym jakaś różnica? Morderca odebrał bezprawnie życie drugiemu człowiekowi.
W swym rozumieniu udzielił sam sobie prawa zamordowania i je zrealizował.
Gremia prawne – przedstawiciele społeczności – też udzieliły sobie tego prawa. Jakaż w tym jest różnica? Nie widać jej logicznie. Takiego prawa w jednym i drugim przypadku nie nadała żadna wyższa władza. Jest w tym taka pokrętna logika: zło naprawia się tym samym złem.
Znamy takie słowa naszego wieszcza narodowego: „Gwałt niech się gwałtem odciska”. Jest to jednak anty - logiczne i głęboko niehumanitarne a światowe systemy prawne uznają się za najwyższy wykwint ludzkiej myśli. Chyba tak nie jest! Przypomnę drugi tragiczny przykład na uzurpowanie sobie prawa bycia sprawiedliwym. Bombardowanie Drezna w 1945 roku. Był to już moment faktycznej klęski Wermachtu. Cele strategiczne aliantów zostały osiągnięte.Wymyślona przez brytyjskiego generała - Artura Harrisa - apokalipsa dla Drezna, była militarnie całkowicie niepotrzebna. Była to jedna z najbardziej niesławnych akcji II wojny światowej. W styczniu 1945 do Drezna dotarła fala uchodźców ze wschodu. Podwoili oni nieomal populację Drezna. Według szacunkowych danych w mieście w lutym 1945 roku przebywało znacznie więcej niż normalne 650 000 mieszkańców. Według niektórych źródeł liczba ta mogła sięgnąć nawet miliona. Miasto stanowiło centrum kulturalne w średniowieczu, szczyciło się licznymi zabytkami i nie posiadało żadnego znaczenia militarnego. Według mnie nalot na Drezno mogą tłumaczyć tylko przesłanki polityczne. Tę apokalipsę zrealizowało państwo uważające siebie za jeden z przewodnich autorytetów moralnych świata zachodniego. Tę wiarę żywią chyba do dziś.(sic!) Owszem hitleryzm był złem absolutnym, zniszczył znaczącą część świata. Ale czy słuszną była zasada odpłacenia mu tą samą miarką?Jeśli tak, to siły dezawuające to zło, stawiają się w tym samym szeregu zła. Reasumując moje myśli nieuczesane, dochodzę do wniosku, że ludzkość XXI wieku powinna przyjąć inną logikę kreowania zasad prawnych i definicji sprawiedliwości zwanych mylnie różnie: sprawiedliwość historyczna, ludowa, dziejowa, narodowa czy jeszcze jakoś bardziej pokrętnie. Na koniec: mistrzu Adamie, mój idolu wszechczasowy – nie miałeś racji!
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Myśli 4
Dalsze moje myśli nieuczesane
Wielu mych znajomych dokonuje sobie przewartościowania różnych elementów życia codziennego w czasach obecnych i w minionym okresie, który zwiemy różnie : czasami komuny,czasami propagandy sukcesu, czasami PRL-u, itp.
Dochodzą w tym do ciekawych wniosków. Spróbuję je sobie jakoś zapisać i zestawić.
Przed tym jednak muszę pomieścić taką konstatację, iż sprawy związane z tzw. ideologią systemu dla większości ludzi były sprawami trzeciorzędnymi. Owszem, kto był ciekaw, to śledził
je, zagłębiał się w tej tematyce na miarę swego zainteresowania i wykształcenia.
Najważniejsze jednak (bez okłamywania się ) były sprawy socjalne.
Prosto mówiąc, sprawy dnia codziennego związane z tym czy mamy za co żyć i jakie mamy perspektywy na czas najbliższy były najważniejsze. Były tą bazą a nadbudowa była istotna dla
mniejszej części społeczeństwa.
Jakie wartości były najważniejsze dla życia w tym wyżej określonym czasie?
PRACA
Kraj się odbudowywał i rozbudowywał, potrzeba było dużej liczby rąk do pracy.
System edukacyjny był skorelowany z potrzebami gospodarki. Szkolnictwo zawodowe na
poziomie podstawowym, średnim i wyższym było adekwatne do potrzeb gospodarki kraju.
Tu na Śląsku ważnym elementem wartości wychowawczych preferowanych w rodzinach było,
zalecanie dzieciom zdobycia uczciwego i popłatnego zawodu oraz później sumienne wykonywanie obowiązków w tym zawodzie w miejscu pracy.
Największe zatrudnienie było w działach przemysłu ciężkiego, który od wieków był na Śląsku
wyznacznikiem poziomu gospodarczego tej ziemi z racji istnienia tu naturalnych bogactw
węgla , rud metali i towarzyszących temu zakładów przetwórczych z bogatą wielowiekową
tradycją i infrastrukturą stale modernizowaną w łączności z ogólnoświatową techniką.
W tej machinie wydobywczo-przetwórczej Śląsk był wiodącym rejonem z wpływem na rozwój całej Polski. Praca dla ludzi w tych sektorach była pewną podstawą planowania życia i zakładania rodzin. Każdy z nadzieją patrzył ( muszę tu użyć górnolotnej myśli) w swoją i rodziny przyszłość.
Moja osobista reminiscencja podpowiada mi,iż nie miałem wtedy obaw założenia rodziny.
Przez studia wyższe zdobyłem zawód przydatny w górnictwie i hutnictwie.
Trywialnie mówiąc, byłem ustawiony .
WIELKIE BUDOWY GOSPODARCZE TYCH LAT
Jakby kogoś z czytających ten wpis zawiodła pamięć, to przypomnę większe inwestycje.
1.Nowa Huta pod Krakowem,
2.Huta Katowice,
3.Port północny,
4.Rafineria „Gdańsk”,
5.Kopalnia węgla brunatnego i elektrownia Bełchatów,
6.Lubelskie Zagłębie Węglowe,
7.Trasa kolejowa Śląsk-Warszawa.
8.Mielec, Świdnik, Rzeszów.
To te najbardziej znane wybudowane fabryki i kopalnie. Było wiele innych.
Dla mego pokolenia lat 1957 – 1990 , to okres prawie całości czasu pracy zawodowej, która
dostarczyła mej rodzinie podstawę bytu na miarę tych lat i pewną stabilizację. Dzisiaj w życiu naszych dzieci i wnuków tej podstawy bytu i tej stabilizacji nie ma.
2
Wspólnie z żoną , pomocą rodziny , pomocą mego Zakładu Pracy i znośnego kredytu bankowego wybudowałem dom. W osiedlu domków jednorodzinnych, w którym mieszkam należałem do grupy średnio zarabiającej, ale wokół mnie domki wybudowało wielu ludzi o niższych zarobkach.
Czy to ma świadczyć źle o możliwościach tamtych czasów? Nie chcę ich idealizować, lecz rzec
prawdę obiektywną.
Dziś też buduje się domki jednorodzinne w oparciu o lepsze materiały i lepszą technikę, ale kto je
buduje? Z racji swego drugiego zawodu – projektanta budowlanego - stykam się z tymi inwestorami i wiem, iż rzadko to są ludzie z tego przedziału dochodów, w którym byłem ja.
Są to budowy traktowane jako tezauryzacja walorów finansowych bogatszej warstwy społeczeństwa mniejszościowego.
Nie ma warstwy średniej, tylko bogatsza i liczniejsza biedna.
STABILIZACJA ZAWODOWA I RODZINNA
oraz wykształcenie zawodowe.
Jaką stabilizację życia dają nam dzisiejsze czasy? Żadną !!.
W mojej rodzinie i znajomych rodzinach poziom wykształcenia się podniósł , co uważam za pozytywne zjawisko, ale jego rodzaje i przystawanie do życia się rozchodzą. Coraz więcej młodych ludzi z jednym lub dwoma fakultetami pracuje wytężliwie w obcych krajach w zawodach
usytuowanych w dole ambicjonalnej listy zawodów.
Jako przykład podam prace na angielskim zmywaku i polsko-francuskiego hydraulika.
Po cóż było się kształcić na wyższych uczelniach polskich by wykonywać prace w/w?
Takie trywialne porównanie tu zamieszczę, jakby zbudowano technicznie wysublimowany aparat
przy bardzo wysokich kosztach a służyłby on do wyjmowania korka z butelki.
Widać tu rozziew między planowaniem rozwoju rodzajów szkolnictwa a potrzebami gospodarki i życia krajowego.
Owszem może kiedyś w przyszłości do pomyślenia jest kształcenie się dla rozwijania horyzontów umysłowych jednostki przy zabezpieczonych jednak podstawowych potrzebach egzystencjonalnych.
Tak zapewne będzie i mocno w to wierzę. Rozwój umysłowy społeczeństwa jest dziedziną , w którą warto inwestować.
Więc jaką perspektywę stabilizacji życiowej daje ukończenie studiów wyższych?
W młodości mego pokolenia takich pytań nie stawiało się.
Uzyskanie zawodu drogą studiów zapewniało dobry start życiowy.
Politycy dzisiejszej miary powiadają ''na pociechę'' młodym ludziom bez pracy: jedźcie za granicę,
tam praca czeka na Was. Jest to powiedzenie nieodpowiedzialnie prostackie i nieokrzesane i wielce antynarodowe. To my mamy się godzić, by nasze dzieci z trudem finansowym rodziny, wkładem finansowym budżetu kraju i nakładem własnego trudu nauki pracowały na dobro
innego kraju, często bogatszego od nas. Taki internacjonalizm odrzucam!
3
BUDOWNICTWO MIESZKAŃ, SZPITALI,
SANATORÓW, OŚRODKÓW WCZASOWYCH.
Prawie wszystkie Zakłady Pracy miały tzw. fundusz socjalny, który dawał możliwość budowy
wyżej pomienionych rodzajów obiektów użyteczności publicznej.
Mojemu pokoleniu nie muszę przypominać o tych budowlach, bo niejednokrotnie korzystało
z nich.
Jaki dziś jest stan tych obiektów? W większości opłakanie zły. Te co się ostały przeszły w ręce prywatne i dawni pracownicy tych zakładów ( czyt. udziałowcy) dziś nie mogą z nich korzystać.
Są to obiekty drogie i elitarne.
Dwie osobiste dygresje i wspomnienia.
W takim Domu Wczasowym poznałem żonę, lecz dziś w naszą rocznicę nie mogę tam pojechać,
bo mnie nie stać na opłacenie pobytu.
Jakie dzisiaj istniejące przedsiębiorstwa i firmy inwestują w takie obiekty z myślą o swych
pracownikach?
ZAOPATRZENIE RYNKU I JEGO OFERTA
Tu stwierdzić trzeba , iż zaopatrzenie rynku w podstawowe artykuły niezbędne do życia w latach
komunizmu było zdecydowanie złe i przyprawiające nas o stałe kłopoty.
System kartkowy,talony na pewne dobra,znajomości, korupcja i udawana troska władzy o stan
zaopatrzenia były liszajami na naszym życiu.
Oferta nowych towarów istniejących na rynkach poza Polską była gorsza niż marna.
Oferty Pewexów , to pokazywanie cukierka przez szybę.
Dziś zaopatrzenie jest prawie całkowite a oferty czasem przyprawiają nas o ból głowy, bo nie stać większości z nas na nie.
WYPOCZYNEK
Ważnym elementem życia jest wypoczynek pracujących i dzieci.
Pamiętamy jak to było?
Akcje kolonijne zapewniały dzieciom coroczny wypoczynek po przystępnych dla rodziny cenach,
emeryci mieli możliwość poza sezonem korzystać z tanich wczasów w ośrodkach zakładowych,
pracownicy w wielkiej liczbie korzystali z wczasów.
Dziś koszt wysłania dziecka na kolonie jest spłacany przez cały rok a i tak większości rodzin nie stać na niego.
Wyjazd na wypoczynek dla pracujących też łączy się z dużym wysiłkiem finansowym co jest
ryzykowne z uwagi na łatwość utraty pracy.
Emeryci wyjeżdżają bardzo rzadko, bo biorą udział w polowaniach.
W polowaniach na tanie wyprzedaże przeterminowanych produktów spożywczych.
Jest dużo ofert wyjazdów za granice, ale jaką część społeczeństwa na nie stać?
Ten temat z pewnością można jeszcze uzupełnić.
4
PLANOWE UNICESTWIENIE POLSKIEGO PRZEMYSŁU
W wielkie niezrozumienie i konsternację wprawia wielu prosto myślących ludzi to, co się od lat
dzieje z likwidacją produkcji wielu tradycyjnych polskich wyrobów.
Spróbuję to niżej jakoś poskładać.
I.Polski przemysł lekki,
- włókiennictwo,
- produkcja obuwia,
- zakłady odzieżowe,
- przemysł skórzany,
- wyrób ozdób świątecznych, i wiele jeszcze innych.
Dziś tych produkcji prawie nie ma. Wszystko jest sprowadzane z zagranicy w złej jakości.
Likwidacja tych działów pozbawiła pracy tysiące ludzi.
II.Przemysł hutniczy
Większość wyrobów sprowadzamy z zagranicy
III. Przemysł stoczniowy.
Wymiksowano nas z grona producentów stoczniowych z wielką „ pomocą” UE.
IV.Górnictwo
Sprowadzamy węgiel z zagranicy. Kto działał na rzecz likwidacji polskiego górnictwa?
Odpowiedź:
Wszystkie formacje polityczne po 1989 roku.
V.Przemysł spożywczy.
Większość kupowanych produktów pochodzi z zagranicy.
Ukłon pośmiertny dla Polskiego Rolnictwa.
VI. Handel
Mnogość obcych sieci handlowych zabiła Polskie Kupiectwo.
Moja ironiczna refleksja
Bardzo dobrze nam się w Polsce dzieje,nie musimy niczego produkować , większość zrobią nam chińczycy i inni. Należy się cieszyć z żywiołowo rosnących sieci handlowych i banków.
Żyć a nie umierać !!!
5
Moja smutna refleksja.
Poszukujący pracy poza Polską mają rodziny. Muszą je opuszczać na długie
tygodnie, miesiące ,lata. W życiu swych rodzin są jak odlatujące ptaki.
Jeśli to są odpowiedzialni rodzice, to nie biorą udziału w koniecznym procesie wychowawczym.
swych dzieci, zgodnie ze słowami złożonej przy zaślubinach przysięgi.
Jeśli to są dzieci, to wymykają się spod koniecznego w młodym wieku tegoż samego procesu.
Jeśli to są małżonkowie, to w obcym kraju są narażeni na wiadome pokusy.
Czy jakieś gremia moralizatorskie zastanowiły się nad erozją życia rodzinnego ?
Nad szkodami wychowawczymi jakie taki stan powoduje.
Zapewne wielu z Was może podać ze swych obserwacji przykłady rozpadu wielu małżeństw.
Jeśli jesteście wyznawcami uznanych w świecie WC, to nie będzie Wam to obojętne.
Moje polityczne uwagi
Obowiązujący i stosowany system wyborczy preferuje osoby wyłonione na listach przez partie polityczne.
Praktycznie to już w momencie układania tych list wynik wyborów jest przesądzony.
Czy to jest demokratycznie ?
Mam wątpliwości.
Dalej, stosowany u nas system przeliczania liczby głosów metodą d'Hondta, lub metodę Sainte-Lague'a , oznacza, iż wybrany kandydat niekoniecznie musi być tym, który uzyskał najwięcej głosów - zwykle w ordynacji proporcjonalnej jest to kandydat, który zajmował pierwsze miejsce na liście partyjnej, na którą padło najwięcej głosów.
W wyborczych pożytkach politycznych preferowane są u nas partie a ich cele ostatnio mijają się z oczekiwaniami szerokich rzesz wyborców.
Powiem wyraźniej: partie dbają o swe cele polityczne i swój interes związany ze zdobyciem władzy.
Czy tak ma być ?
Tyle na ten czas
&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*
Moje wyżej spisane myśli są wyrywkowe i można je uzupełnić o wiele podobnych tematów.
Spisałem je w celu zainicjowania dyskusji na mym blogu.
Jeszce raz zaznaczam, iż pominąłem sprawy motywacji ideologiczno- politycznych, bo moim
zdaniem większość narodu nie jest nimi zainteresowana.
Tej większości jest zupełnie obojętne jakiej proweniencji są rządzące ugrupowania polityczne.
Za jedno im ( nam) czy rządzący zwie się Sekretarzem Partii, Premierem, Prezydentem, bądź nawet Królem czy Cesarzem. Ważnym jest jaki za jego panowania mamy poziom życia codziennego ze wszystkimi jego aspektami egzystencji.
Wiem, iż można mi wytknąć to uproszczenie, ale wielokrotne dyskusje z prostymi ludźmi,
których jest w populacji narodu większość, daje mi przekonanie o słuszności praktycznej mych wywodów.
Nie chce idealizować minionego okresu PRL-u, nie chcę też totalnie źle oceniać czasów
obecnych, ale w jednym i drugim czasie dostrzec rzeczy dobre i złe.
Proszę o odniesienie się do mych myśli bez fanatyzmu politycznego.
Wielu mych znajomych dokonuje sobie przewartościowania różnych elementów życia codziennego w czasach obecnych i w minionym okresie, który zwiemy różnie : czasami komuny,czasami propagandy sukcesu, czasami PRL-u, itp.
Dochodzą w tym do ciekawych wniosków. Spróbuję je sobie jakoś zapisać i zestawić.
Przed tym jednak muszę pomieścić taką konstatację, iż sprawy związane z tzw. ideologią systemu dla większości ludzi były sprawami trzeciorzędnymi. Owszem, kto był ciekaw, to śledził
je, zagłębiał się w tej tematyce na miarę swego zainteresowania i wykształcenia.
Najważniejsze jednak (bez okłamywania się ) były sprawy socjalne.
Prosto mówiąc, sprawy dnia codziennego związane z tym czy mamy za co żyć i jakie mamy perspektywy na czas najbliższy były najważniejsze. Były tą bazą a nadbudowa była istotna dla
mniejszej części społeczeństwa.
Jakie wartości były najważniejsze dla życia w tym wyżej określonym czasie?
PRACA
Kraj się odbudowywał i rozbudowywał, potrzeba było dużej liczby rąk do pracy.
System edukacyjny był skorelowany z potrzebami gospodarki. Szkolnictwo zawodowe na
poziomie podstawowym, średnim i wyższym było adekwatne do potrzeb gospodarki kraju.
Tu na Śląsku ważnym elementem wartości wychowawczych preferowanych w rodzinach było,
zalecanie dzieciom zdobycia uczciwego i popłatnego zawodu oraz później sumienne wykonywanie obowiązków w tym zawodzie w miejscu pracy.
Największe zatrudnienie było w działach przemysłu ciężkiego, który od wieków był na Śląsku
wyznacznikiem poziomu gospodarczego tej ziemi z racji istnienia tu naturalnych bogactw
węgla , rud metali i towarzyszących temu zakładów przetwórczych z bogatą wielowiekową
tradycją i infrastrukturą stale modernizowaną w łączności z ogólnoświatową techniką.
W tej machinie wydobywczo-przetwórczej Śląsk był wiodącym rejonem z wpływem na rozwój całej Polski. Praca dla ludzi w tych sektorach była pewną podstawą planowania życia i zakładania rodzin. Każdy z nadzieją patrzył ( muszę tu użyć górnolotnej myśli) w swoją i rodziny przyszłość.
Moja osobista reminiscencja podpowiada mi,iż nie miałem wtedy obaw założenia rodziny.
Przez studia wyższe zdobyłem zawód przydatny w górnictwie i hutnictwie.
Trywialnie mówiąc, byłem ustawiony .
WIELKIE BUDOWY GOSPODARCZE TYCH LAT
Jakby kogoś z czytających ten wpis zawiodła pamięć, to przypomnę większe inwestycje.
1.Nowa Huta pod Krakowem,
2.Huta Katowice,
3.Port północny,
4.Rafineria „Gdańsk”,
5.Kopalnia węgla brunatnego i elektrownia Bełchatów,
6.Lubelskie Zagłębie Węglowe,
7.Trasa kolejowa Śląsk-Warszawa.
8.Mielec, Świdnik, Rzeszów.
To te najbardziej znane wybudowane fabryki i kopalnie. Było wiele innych.
Dla mego pokolenia lat 1957 – 1990 , to okres prawie całości czasu pracy zawodowej, która
dostarczyła mej rodzinie podstawę bytu na miarę tych lat i pewną stabilizację. Dzisiaj w życiu naszych dzieci i wnuków tej podstawy bytu i tej stabilizacji nie ma.
2
Wspólnie z żoną , pomocą rodziny , pomocą mego Zakładu Pracy i znośnego kredytu bankowego wybudowałem dom. W osiedlu domków jednorodzinnych, w którym mieszkam należałem do grupy średnio zarabiającej, ale wokół mnie domki wybudowało wielu ludzi o niższych zarobkach.
Czy to ma świadczyć źle o możliwościach tamtych czasów? Nie chcę ich idealizować, lecz rzec
prawdę obiektywną.
Dziś też buduje się domki jednorodzinne w oparciu o lepsze materiały i lepszą technikę, ale kto je
buduje? Z racji swego drugiego zawodu – projektanta budowlanego - stykam się z tymi inwestorami i wiem, iż rzadko to są ludzie z tego przedziału dochodów, w którym byłem ja.
Są to budowy traktowane jako tezauryzacja walorów finansowych bogatszej warstwy społeczeństwa mniejszościowego.
Nie ma warstwy średniej, tylko bogatsza i liczniejsza biedna.
STABILIZACJA ZAWODOWA I RODZINNA
oraz wykształcenie zawodowe.
Jaką stabilizację życia dają nam dzisiejsze czasy? Żadną !!.
W mojej rodzinie i znajomych rodzinach poziom wykształcenia się podniósł , co uważam za pozytywne zjawisko, ale jego rodzaje i przystawanie do życia się rozchodzą. Coraz więcej młodych ludzi z jednym lub dwoma fakultetami pracuje wytężliwie w obcych krajach w zawodach
usytuowanych w dole ambicjonalnej listy zawodów.
Jako przykład podam prace na angielskim zmywaku i polsko-francuskiego hydraulika.
Po cóż było się kształcić na wyższych uczelniach polskich by wykonywać prace w/w?
Takie trywialne porównanie tu zamieszczę, jakby zbudowano technicznie wysublimowany aparat
przy bardzo wysokich kosztach a służyłby on do wyjmowania korka z butelki.
Widać tu rozziew między planowaniem rozwoju rodzajów szkolnictwa a potrzebami gospodarki i życia krajowego.
Owszem może kiedyś w przyszłości do pomyślenia jest kształcenie się dla rozwijania horyzontów umysłowych jednostki przy zabezpieczonych jednak podstawowych potrzebach egzystencjonalnych.
Tak zapewne będzie i mocno w to wierzę. Rozwój umysłowy społeczeństwa jest dziedziną , w którą warto inwestować.
Więc jaką perspektywę stabilizacji życiowej daje ukończenie studiów wyższych?
W młodości mego pokolenia takich pytań nie stawiało się.
Uzyskanie zawodu drogą studiów zapewniało dobry start życiowy.
Politycy dzisiejszej miary powiadają ''na pociechę'' młodym ludziom bez pracy: jedźcie za granicę,
tam praca czeka na Was. Jest to powiedzenie nieodpowiedzialnie prostackie i nieokrzesane i wielce antynarodowe. To my mamy się godzić, by nasze dzieci z trudem finansowym rodziny, wkładem finansowym budżetu kraju i nakładem własnego trudu nauki pracowały na dobro
innego kraju, często bogatszego od nas. Taki internacjonalizm odrzucam!
3
BUDOWNICTWO MIESZKAŃ, SZPITALI,
SANATORÓW, OŚRODKÓW WCZASOWYCH.
Prawie wszystkie Zakłady Pracy miały tzw. fundusz socjalny, który dawał możliwość budowy
wyżej pomienionych rodzajów obiektów użyteczności publicznej.
Mojemu pokoleniu nie muszę przypominać o tych budowlach, bo niejednokrotnie korzystało
z nich.
Jaki dziś jest stan tych obiektów? W większości opłakanie zły. Te co się ostały przeszły w ręce prywatne i dawni pracownicy tych zakładów ( czyt. udziałowcy) dziś nie mogą z nich korzystać.
Są to obiekty drogie i elitarne.
Dwie osobiste dygresje i wspomnienia.
W takim Domu Wczasowym poznałem żonę, lecz dziś w naszą rocznicę nie mogę tam pojechać,
bo mnie nie stać na opłacenie pobytu.
Jakie dzisiaj istniejące przedsiębiorstwa i firmy inwestują w takie obiekty z myślą o swych
pracownikach?
ZAOPATRZENIE RYNKU I JEGO OFERTA
Tu stwierdzić trzeba , iż zaopatrzenie rynku w podstawowe artykuły niezbędne do życia w latach
komunizmu było zdecydowanie złe i przyprawiające nas o stałe kłopoty.
System kartkowy,talony na pewne dobra,znajomości, korupcja i udawana troska władzy o stan
zaopatrzenia były liszajami na naszym życiu.
Oferta nowych towarów istniejących na rynkach poza Polską była gorsza niż marna.
Oferty Pewexów , to pokazywanie cukierka przez szybę.
Dziś zaopatrzenie jest prawie całkowite a oferty czasem przyprawiają nas o ból głowy, bo nie stać większości z nas na nie.
WYPOCZYNEK
Ważnym elementem życia jest wypoczynek pracujących i dzieci.
Pamiętamy jak to było?
Akcje kolonijne zapewniały dzieciom coroczny wypoczynek po przystępnych dla rodziny cenach,
emeryci mieli możliwość poza sezonem korzystać z tanich wczasów w ośrodkach zakładowych,
pracownicy w wielkiej liczbie korzystali z wczasów.
Dziś koszt wysłania dziecka na kolonie jest spłacany przez cały rok a i tak większości rodzin nie stać na niego.
Wyjazd na wypoczynek dla pracujących też łączy się z dużym wysiłkiem finansowym co jest
ryzykowne z uwagi na łatwość utraty pracy.
Emeryci wyjeżdżają bardzo rzadko, bo biorą udział w polowaniach.
W polowaniach na tanie wyprzedaże przeterminowanych produktów spożywczych.
Jest dużo ofert wyjazdów za granice, ale jaką część społeczeństwa na nie stać?
Ten temat z pewnością można jeszcze uzupełnić.
4
PLANOWE UNICESTWIENIE POLSKIEGO PRZEMYSŁU
W wielkie niezrozumienie i konsternację wprawia wielu prosto myślących ludzi to, co się od lat
dzieje z likwidacją produkcji wielu tradycyjnych polskich wyrobów.
Spróbuję to niżej jakoś poskładać.
I.Polski przemysł lekki,
- włókiennictwo,
- produkcja obuwia,
- zakłady odzieżowe,
- przemysł skórzany,
- wyrób ozdób świątecznych, i wiele jeszcze innych.
Dziś tych produkcji prawie nie ma. Wszystko jest sprowadzane z zagranicy w złej jakości.
Likwidacja tych działów pozbawiła pracy tysiące ludzi.
II.Przemysł hutniczy
Większość wyrobów sprowadzamy z zagranicy
III. Przemysł stoczniowy.
Wymiksowano nas z grona producentów stoczniowych z wielką „ pomocą” UE.
IV.Górnictwo
Sprowadzamy węgiel z zagranicy. Kto działał na rzecz likwidacji polskiego górnictwa?
Odpowiedź:
Wszystkie formacje polityczne po 1989 roku.
V.Przemysł spożywczy.
Większość kupowanych produktów pochodzi z zagranicy.
Ukłon pośmiertny dla Polskiego Rolnictwa.
VI. Handel
Mnogość obcych sieci handlowych zabiła Polskie Kupiectwo.
Moja ironiczna refleksja
Bardzo dobrze nam się w Polsce dzieje,nie musimy niczego produkować , większość zrobią nam chińczycy i inni. Należy się cieszyć z żywiołowo rosnących sieci handlowych i banków.
Żyć a nie umierać !!!
5
Moja smutna refleksja.
Poszukujący pracy poza Polską mają rodziny. Muszą je opuszczać na długie
tygodnie, miesiące ,lata. W życiu swych rodzin są jak odlatujące ptaki.
Jeśli to są odpowiedzialni rodzice, to nie biorą udziału w koniecznym procesie wychowawczym.
swych dzieci, zgodnie ze słowami złożonej przy zaślubinach przysięgi.
Jeśli to są dzieci, to wymykają się spod koniecznego w młodym wieku tegoż samego procesu.
Jeśli to są małżonkowie, to w obcym kraju są narażeni na wiadome pokusy.
Czy jakieś gremia moralizatorskie zastanowiły się nad erozją życia rodzinnego ?
Nad szkodami wychowawczymi jakie taki stan powoduje.
Zapewne wielu z Was może podać ze swych obserwacji przykłady rozpadu wielu małżeństw.
Jeśli jesteście wyznawcami uznanych w świecie WC, to nie będzie Wam to obojętne.
Moje polityczne uwagi
Obowiązujący i stosowany system wyborczy preferuje osoby wyłonione na listach przez partie polityczne.
Praktycznie to już w momencie układania tych list wynik wyborów jest przesądzony.
Czy to jest demokratycznie ?
Mam wątpliwości.
Dalej, stosowany u nas system przeliczania liczby głosów metodą d'Hondta, lub metodę Sainte-Lague'a , oznacza, iż wybrany kandydat niekoniecznie musi być tym, który uzyskał najwięcej głosów - zwykle w ordynacji proporcjonalnej jest to kandydat, który zajmował pierwsze miejsce na liście partyjnej, na którą padło najwięcej głosów.
W wyborczych pożytkach politycznych preferowane są u nas partie a ich cele ostatnio mijają się z oczekiwaniami szerokich rzesz wyborców.
Powiem wyraźniej: partie dbają o swe cele polityczne i swój interes związany ze zdobyciem władzy.
Czy tak ma być ?
Tyle na ten czas
&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*&*
Moje wyżej spisane myśli są wyrywkowe i można je uzupełnić o wiele podobnych tematów.
Spisałem je w celu zainicjowania dyskusji na mym blogu.
Jeszce raz zaznaczam, iż pominąłem sprawy motywacji ideologiczno- politycznych, bo moim
zdaniem większość narodu nie jest nimi zainteresowana.
Tej większości jest zupełnie obojętne jakiej proweniencji są rządzące ugrupowania polityczne.
Za jedno im ( nam) czy rządzący zwie się Sekretarzem Partii, Premierem, Prezydentem, bądź nawet Królem czy Cesarzem. Ważnym jest jaki za jego panowania mamy poziom życia codziennego ze wszystkimi jego aspektami egzystencji.
Wiem, iż można mi wytknąć to uproszczenie, ale wielokrotne dyskusje z prostymi ludźmi,
których jest w populacji narodu większość, daje mi przekonanie o słuszności praktycznej mych wywodów.
Nie chce idealizować minionego okresu PRL-u, nie chcę też totalnie źle oceniać czasów
obecnych, ale w jednym i drugim czasie dostrzec rzeczy dobre i złe.
Proszę o odniesienie się do mych myśli bez fanatyzmu politycznego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)